Dobry mówca mający dobry PR. W świetnie skrojonym garniturze i mówiący językami obcymi. Inteligentny, rezolutny sprzedawca marzeń a może komiwojażer mrzonek. Pamiętajmy kto „posadził” trenera Sousę na ławce polskiej kadry, kto zaryzykował i finalnie niczym hazardzista przegrał szansę na dobry występ na Euro 2020.
Zanim przeczytacie… przeczytajcie moje wcześniejsze artykuły… Nie ostatnie dwa, które miały zagrzać do walki i podnieść na duchu kibiców ale moje obserwacje zawarte tu: http://pressmania.pl/wielka-improwizacja-autorstwa-paulo-sousy-czy-portugalczyk-okaze-sie-wizjonerem-czy-komiwojazerem-mrzonek/wydają mi się niestety trafione. Diagnoza nie tkwi tylko w drużynie ale w umiejętności ustawienia formacji i wybraniu odpowiednich piłkarzy. Obecny selekcjoner doprowadził do trudnej sytuacji w grupie w eliminacjach mistrzostw świata oraz praktycznie zakończył przygodę i szansę na awans z grupy na Euro 2020.
Podczas meczu rzucał się w oczy brak „team spirit” widocznie dobra atmosfera podczas zgrupowania oznacza nie budowanie mentalu i konsolidację grupy. Chyba niektórym reprezentantom chodzi o komfort i wygodę – o lekkie podejście Sousy. W końcu Portugalczyk nigdy nie będzie „umierał” za reprezentacją narodową innego kraju. Niestety tylko Polak albo ktoś naprawdę związany z reprezentacją i krajem. Nawet jeśli trener nie grał to kibicował kadrze lub mając korzenie lub wiążąc się z partnerem życiowym z danego kraju zyskuje część mentalności narodowej. Najwidoczniej trenerzy na miarę niemieckiego trenera mistrzów Europy z 2004 roku drużyny Grecji. Sousa nie jest tak profesjonalny i gotowy do zbliżenia się do mentalności i kultury trenowanej grupy zawodników.

Karol Linetty foto:Roger Gor,CC-BY-SA-3.0

Bartosz Bereszyński foto: Лаут,CC-BY-SA-3.0/ Piotr Zieliński
Zmiany sposobu gry polskich zawodników „na siłę” przez obecnego selekcjonera jest eksperymentem czysto teoretycznym – nigdy w praktyce taki system się nie sprawdził.
Rotacja składem tak chwalona przez „Sousa entuzjastów” okazała się nieudolną próbą panicznego szukania rozwiązania w chaosie. Niestety podczas pięciu spotkań selekcjoner nie wykształcił ani podstawowego składu, ani nie wyćwiczył taktyki. Prze swoje niezrozumiałe i nie logiczne rotacje zaprzepaścił szansę. Sousa nie podjął nawet próby testowania składu. Kadra ani raz nie zagrała w ustawieniu, w którym wyszła na poniedziałkowy mecz. Mecz, w którym zwycięstwo przy obecnym systemie awansu do dalszej rundy był spotkaniem o wszystko.
Przyczyną katastrofy na Euro 2020 były eksperymenty z niedoświadczonym i obecnie za słabym na kadrę Kacprem Kozłowskim, mającym tylko walor szybkości Przemysławem Frankowskim, klasowo odstającym od poziomu reprezentacyjnego Linettego, będącym w „dołku” Kownackim. Ustawianiem we wszystkich spotkaniach najlepszego napastnika na świecie pod grą a nie na typowej „dziewiątce” gdzie stwarza zagrożenie po dośrodkowaniach ze skrzydeł. Pierwszy raz obrona zagrała w takim ustawieniu, pomimo promowania Helika przez Sousę jednak ustawił pewnych graczy. Dlaczego nie zagrali w takim zestawieniu choć jednego meczu wcześniej.

Marek Hamsik foto:massimo ankor, https://www.flickr.com/photos/ankor2/4061984640/
Forsowanie przez portugalskiego szkoleniowca Polaków sytemu gry z „3.” obrońcami i wahadłowymi. Niestety taka zmiana musi pociągnąć za sobą system szkoleń. Od lat w Polsce piłkarze szkolą się w systemie 442. Oczywiście Sousa chce grać nowoczesnym systemem lecz de facto brak jest wykonawców do takiego systemu. Gdyby Sousa zastosował sytem gry z elementami 352 i wahadłowymi a nie czystą postać tej taktyki mogłoby być to korzystniejsze.
Poza wszystkim w jakim celu Portugalczyk ustawiał cały czas dwóch – trzech napastników a na tak ważny mecz z tak przeciętnym rywalem wystawił jednego i to cofniętego do drugiej linii. Lewandowski w ustawieniu Sousy jest bezradny i nieproduktywny.

Kadra Słowacji w 2016 roku. foto:Squashimono, https://www.flickr.com/photos/squashimono/4750408815/
Brak Sebastiana Szymańskiego nie dał szansy selekcjonerowi na wprowadzeniu silnego środkowego pomocnika, który został wybrany w „11.” sezonu ligi rosyjskiej. Sousa wolał zabrać na turniej wspomnianego niedoświadczonego Kozłowskiego. Kozłowskiego, który niewątpliwie jest talentem ale melodią przyszłości.

Paulo Sousa foto:foter, DominicBrewin https://www.flickr.com/photos/50320895@N07/4830007787/
Patrząc na brak logiki i konsekwencji obecnego trenera reprezentacji przypomina mi się afera z Francji i atmosferę odejść z chińskiej drużyny, Fiorentiny, węgierskiego Videotonu czy Anglii – Queens Park Rangers, Swansea City, Leicester City. Nieudowodnione oskarżenia wobec Sousy, które miały miejsce w Bordeaux. Gdy jako trener drużyny miał ustalony procent zysku z transferów piłkarzy. Dopiero ujawnienie tego zapisu wywołało burzę wśród opinii publicznej oraz kibiców. Rzutują na postrzeganie moralności Sousy jako człowieka i jego etyki pracy. Nie oskarżam ale wyciągam wnioski. Atmosfera na Węgrzech, Anglii czy Fiorentinie rozbijała się o forsowanie swojego systemu gry. Sukcesy odniesione przez portugalskiego trenera w FC Basel i Maccabi kończyły się po jedno sezonowej pracy. Nie kontynuował pracy wydaje się, że wszędzie chciał wprowadzać swoje „modele teoretyczne”, na które klubów nie było często stać ani finansowo ani mentalnie. Często próby wprowadzenie całego sztabu kończyła się fiaskiem. PZPN zgodził się natomiast na pełny skład internacjonałów Sousy z Portugalii, Hiszpanii i Włoch.
Sousa przez 16. lat kariery trenerskiej pracował w 12. miejscach z czego 13 lat w 11. klubach sportowych. Średnio wychodzi niespełna rok na klub… W tym przypadku statystyka jest nieubłagana i chyba się nie myli.
Smutne i prawdziwe są wnioski. Polsce jest potrzebny trener na lata, rozwojowy, znający polski futbol. Potrafiący wyselekcjonować drużynę, skonsolidować ją i zbudować monolit. Polska zawsze opierała swoje sukcesy na kilku (dwóch, trzech) indywidualnościach i grze kolektywnej. Oczywiście nie tylko jest winien selekcjoner bo odpowiedzialność ponosi prezes PZPN Zbigniew Boniek i piłkarze. Jednak to trener przygotowuje, reaguje i pracuje by zmienić oblicze gry. Natomiast trener powinien znać piłkarzy i umieć trenować, prowadzić drużynę. Sousa okazał się „atmosfericem”, komiwojażerem mrzonek. Aby nie było wątpliwości zachęcam do kibicowaniu piłkarzom w meczu z Hiszpanią 19. czerwca w Sewilii.

Zawodnik Interu, mistrz Włoch, Milan Skriniar, zdobywca bramki dla Słowacji. foto:Вячеслав Евдокимов,CC-BY-SA-3.0
Polacy grali przez pierwszy kwadrans później było już tylko gorzej. Robert Mak, na którego zwracałem uwagę ograł Bereszyńskiego i Jóźwiaka a nasza „jedynka” w bramce zamiast wybić piłkę z bramki, wbiła piłkę do bramki.
Wracając do meczu po utracie bramki Polacy nie potrafili oddać celnego strzału, który mógłby zagrozić bramce rywali. Po wznowieniu świetna, dynamiczna akcja zespołu zaowocowała golem Linettego. Niestety później Polacy oddali pole Słowakom. Hamsik, Kucka, Skriniar, Satka i nawet Pekarik a zwłaszcza Mak kolokwialnie mówiąc „robili co chcieli”. W 62. minucie po bezmyślnym faulu drugą żółtą kartkę i opuścił boisko. Po kilku minutach po stałym fragmencie gry pomimo wiedzy, że zawsze w drużynie Słowacji wykańcza takie fragmenty Skriniar, mistrz Włoch z Interem nie został upilnowany i zdobył drugą bramkę. Polacy pomimo starań „świeżej” krwi Puchacza, Modera i Świderskiego nie dało to efektu. Zmiany były zrobione zbyt późno a Frankowski udowodnił, że poza bieganiem nie wykazuje się żadnymi umiejętnościami rozegrania czy podań. Robert Lewandowski został całkowicie odcięty od podań ze skrzydeł i prostopadłych zagrań. Sporadyczne próby wrzutek kończyły się na asekurujących Lewandowskiego Słowakach. Starania polskiego napastnika, który wracał się po piłkę i walczył o nią zarówno na skrzydłach jak i w głębi pola kończyły się niepowodzeniem. Mecz przebiegał długimi momentami dla „Lewego” niczym matnia , z której nie można się obudzić.

foto:MSZ
Pomimo wszelkich krytycznych uwag i moich opinii, żadnego z piłkarzy nie skreślam. Nie odnaleźli się w chaosie i nerwowości… kibicuję Polsce i pomimo złości wierzę, że „piłkarski czarny serial” z lat 90., którego byłem świadkiem nie będzie się powtarzał obecnie. Liczę, ze zmiany w PZPN i wybór selekcjonera oraz poprawę systemu szkoleń pomogą wyjść z impasu. Apeluję o szacunek i rozwagę przy osądach i ocenach – czy naprawdę degradacja i obrażanie reprezentantów Polski po jednym meczu jest dobre. Wierzę, że każdy ze sportowców występujący z „orzełkiem na piersi” czuje wagę sytuacji. Lewandowski, Glik, Krychowiak, Szczęsny, Zieliński, Jóźwiak, Bereszyński… itd.. czy każdy z nich utracił już sympatię i szacunek. Stał się innym człowiekiem ? Nie starał się ? Krytykujmy konstruktywnie, nie obrażajmy, nie ubliżajmy i KIBICUJMY !

Polska – Słowacja 1:2 (0:1)
Linetty (46) – Szczęsny (18-sam.), Skriniar (69)
Żółte kartki:Krychowiak (Polska); Hubocan (Słowacja). Czerwona kartka: Krychowiak (62, za drugą żółtą). Sędziował Ovidiu Hategan (Rumunia).
Polska: Szczęsny – Bereszyński, Glik, Bednarek, Rybus (74, Puchacz) – Linetty (74, Frankowski), Krychowiak, Klich (85, Moder) – Jóźwiak, Lewandowski, Zieliński (85, Świderski).
Słowacja: Dubravka – Pekarik (79, Koscelnik), Satka, Skriniar, Hubocan – Haraslin (87, Duris), Kucka, Hromad (79, Hrosovsky), Mak (87, Suslov) – Duda (90, Gregus), Hamsik.
źródła: Kanał Sportowy, sportowy24, laczynaspilka, rp.pl, http://pressmania.pl/wielka-improwizacja-autorstwa-paulo-sousy-czy-portugalczyk-okaze-sie-wizjonerem-czy-komiwojazerem-mrzonek/
Zostaw komentarz