Szaleństwo trwało 8 lat. Dziś wraca normalność. Wróci, kiedy w Telewizji Polskiej pożegnamy ostatnich z orszaku tyrana. Czas na dobre zmiany i uwolnienie mediów z partyjnych cyngli.

Szyderczy śmiech, jaki wydobywała z siebie część posłów VII kadencji Sejmu RP, był bardzo podobny do śmiechu starożytnego władcy Kaliguli. Ów cierpiał na poważną chorobę, prawdopodobnie mózgu. Wysyłał żołnierzy z rozkazami zgładzenia upominających się o ojcowiznę, zmuszał do samobójstw (Sejm VII kadencji pozwalał na działanie seryjnego samobójcy…). Kaligula był powszechnie oskarżany o rozwiązłość, nawet w czasie publicznych uczt. Lekkomyślnie roztrwonił pieniądze. Aby naprawić braki w budżecie rozpoczął szeroko zakrojoną akcję konfiskat majątków. Rządy Kaliguli polegały na ciągłym ucztowaniu.

Prawdziwe oblicze PO

Nie, nie porównuję posłów poprzedniej kadencji z szalonym Kaligulą. Nie dorównuje mu żaden z szaleńców: ani lekarka ze szpitala na peryferiach ani znawca bezkręgowych żyjątek.

Przypominam tylko ich szaleństwo bezkarności. Ważny był wróg, który w nich siedział: potwór pychy i lekceważenia. Kaligula, kiedy zlecał morderstwo śmiał się, bo rozsadzała go pewność siebie. Dwór mu poklaskiwał… ze strachu.

Od 25 października nie do śmiechu tym łamiącym wcześniej zasady normalności… Dziś to posłowie PIS mają 235 miejsca. Słaby roznosi się rechot naśladowców Kaliguli.

Ludzkość wie to od początków istnienia, że tyrania kiedyś musi się skończyć.