No to teraz uwaga… Zapinajcie pasy, bo ruszamy z kopyta… Niby dzień jak co dzień, a jednak. Podjeżdżam tym swoim czarnym diabłem na stacje benzynową… Nonszalncko dama wysiada… wchodzę do środka w celu nabycia nikotyny i Super Expresu (w imię przyjaźni, to nie jest tekst sponsorowany 🙂 )… Pani proponuje kawę… Nic tak nie pasuje jak dym i kawa… Biere!
Dzisl kawowy samoobslugowy… Kawa wielka, kubek wzięłam mały… Zaznaczam nie jestem blondynką… Wciskam zielony, czerwony, jest niby ok. W myślach nucę sobie lej, pień się, ma być dobra…. A tu jak na złość nic ku… nie leci…..

Ruszam zatem swoje cztery cudowne litery. Idę do pani z pianą na ustach (chociaż tu się pieni)…. W tym czasie cała kawa wyleciała obok mojego kubka… Idę ponowić próbę… Wciskam, proszę, błagam… Podchodzi pan nalewający benzynę i z uśmiechem politowania przestawia mi kubek z miejsca, w którym czyści się ekspres, na miejsce właściwe…

Wtedy dopada mnie ta myśl: I po ch… człowiek studiował tu i ówdzie, jak można było nalewać benzyny i zdobywać bezcenną wiedzę baristy? … Ale kawa dobra 🙂 Dziś był dzień socjalizacji.