– Co Ty synu malujesz???
– emocje tato. Nie widzisz?

Ostatni obraz Wiktora (13 lat) to niezwykle urokliwa – jak dla mnie – gra na emocjach.
Mimo chłodnej palety barw nocy, kojarzy się z ciepłem domowego ogniska.

Takie jakieś „zakręcone” pociągnięcia pędzla tworzą wrażenie, że powietrze i światło gwiazd wciąż pulsują. To nie jest statyczne tło; to niebo, które żyje.

Obraz to olej na płótnie o dość gruboziarnistym splocie (kupujemy mu to z żoną w różnych tam chińskich sklepach).

Ekspresjonizm, który gdzieś mu tam kołacze w kości czaszki od środka, widoczny jest tu w pociągnięciach pędzla: są szybkie, niemal gwałtowne.

A najfajniej mu wyszło to, że koty stają się centralnym punktem kompozycji, mimo że są najciemniejszym elementem. Wiktor użył głębokiej czerni sylwetek kotów, by wydobyć blask miasta i nieba.

Patrzymy „przez ramię” kotów, co czyni nas uczestnikami tej sceny. Otwarte okno (lub balkon) sugeruje wolność, ale postacie kotów pozostają w bezpiecznym wnętrzu. Dwa koty blisko siebie, patrzące w tym samym kierunku, budują atmosferę bliskości, przyjaźni i wspólnej kontemplacji świata.

Niemal surrealistyczne szyje kotów, ich spiczaste uszy – te elementy łamią idealne proporcje.
Wiktor nie próbował odtworzyć anatomii 1:1, ale postawił na „własny styl”; obraz ma wyrazić emocje, a nie być kopią zdjęcia.

Wiktor wyrzuca te emocje z siebie. Ja po „rapersku” widzę to tak:

„nawet w wielkim, wirującym świecie, najważniejszy jest ten, kto siedzi obok nas na parapecie.”

Fantastyczne jest to, że 13-letni samouk Wiktor potrafi bez formalnego przygotowania osiągnąć taką ekspresję i głębię. Chłopak ma dużą wrażliwość wizualną. Jego ręka po prostu (jak dla mnie) czuje emocje (ręka, która czuje emocje – ale mi się napisało!:-). Mam wrażenie, że on nie maluje otaczającej go rzeczywistości. On maluje jej atmosferę.