Wszak i Kloc – Odcinek 16: Intryga Dziada Borowego
Las budził się powoli do życia. Mgła snuła się nisko nad ziemią, a pierwsze promienie słońca przeciskały się przez gałęzie drzew. W rowie, nieco na uboczu, krzątał się Dziad Borowy. Z wprawą nabierał do wiader resztki zacieru, który ktoś niegdyś wylewał tu regularnie. Obok stał jego niewielki, prowizoryczny aparat do pędzenia samogonu.
– Nic się nie zmarnuje… – mruknął do siebie z zadowoleniem.
Jednak tego dnia coś było nie tak.
Gdy podszedł bliżej, zobaczył tablicę wbitym w ziemię kijem. Widniał na niej napis: „ZABEZPIECZONY TEREN – PO LIKWIDACJI BIMBROWNI”. Rów był zasypany świeżą ziemią. Po źródle jego surowca nie pozostał nawet ślad.
Dziad Borowy patrzył przez chwilę w milczeniu, a potem westchnął ciężko.
– Koniec złotej epoki…
Jeszcze tego samego wieczoru siedział przy ognisku w głębi lasu. Płomienie odbijały się w jego oczach, a na twarzy powoli pojawiał się chytry uśmiech.
– Skoro nie będzie zacieru… – powiedział cicho – będzie awantura.
Następnego dnia ruszył do wsi.
Zatrzymywał się przy płotach, zagadywał ludzi niby od niechcenia. Wkrótce zebrał wokół siebie niewielką grupkę słuchaczy.
– Słyszeliście? – zaczął półgłosem. – Podobno Wszak znalazł sponsora… Duże pieniądze. Robi jakieś eksperymenty.
– A Kloc o tym wie? – zapytał ktoś z tłumu.
Dziad Borowy tylko się uśmiechnął.
– No właśnie… nie bardzo.
Plotka ruszyła w świat jak iskra rzucona na suchą trawę.
– Wszak ma podobno kupę kasy! – powtarzał jeden z mieszkańców.
– I wszystko robi sam, w stodole – dodawał drugi.
– Kloca chyba wyrolował… – podsumował trzeci.
Słowa, raz wypowiedziane, zaczęły żyć własnym życiem.
Kloc stał przed Stodołą Wynalazków i patrzył na drzwi z dziwnym niepokojem. Coś mu nie pasowało. Coś, czego nie potrafił jeszcze nazwać.
– Może coś przede mną ukrywa… – pomyślał.
W środku wszystko wyglądało jak zawsze.
Wszak, w goglach i z iskrzącą spawarką w ręku, pochylony był nad kolejną absurdalną konstrukcją. Na tablicy widniał dumny napis: „PROJEKT: AUTOMAT DO NALEWANIA KOMPOTU”.
– Kloc! Trzymaj klucz! – zawołał bez odwracania się.
Kloc podszedł i podał narzędzie, ale nie powiedział ani słowa.
Pracowali razem, jak zwykle, a jednak coś wisiało w powietrzu. Niewidzialne, ciężkie.
– Coś się stało? – zapytał Wszak po chwili.
– Nie… nic – odpowiedział Kloc, unikając spojrzenia.
Za oknem, częściowo ukryty w cieniu, stał Dziad Borowy. Przysłuchiwał się uważnie, a na jego twarzy malowała się satysfakcja.
Późnym wieczorem wrócił do lasu. Usiadł przy swoim ognisku i nalał sobie kieliszek samogonu – jednego z ostatnich.
Uniósł go lekko i uśmiechnął się do siebie.
– Najlepszy trunek… to plotka.
Gdzieś nad nim, na gałęzi drzewa, siedziały znajome kruki. Jeden z nich przechylił głowę i zakrakał przeciągle:
– Kraa… to się źle skończy…

Zostaw komentarz