Już moi nauczyciele historii i WOS-u w 1997 roku ostrzegali, że rozczłonkowanie władzy wykonawczej między prezydenta a premiera prędzej czy później doprowadzi do kłótni i swarów – tak dobrze znanych nam z historii I Rzeczypospolitej.

Dlatego od początku byłem przeciwny tej konstrukcji.

​Po latach widać, że mieli rację. Władza blokuje się w sądownictwie czy Trybunale Konstytucyjnym, a system staje się niesterowny.

Z kolei gdy osiąga „jednolitość” (prezydent i premier z tego samego obozu), niebezpiecznie dąży do autorytaryzmu.

​Dlatego zgadzam się z Prezydentem. Myślę, że Polacy powinni zdecydować o tych sprawach w referendum.

Osobiście uważam, że system prezydencki lepiej odpowiada naszemu charakterowi narodowemu, choć – podobnie jak Nawrocki – nie upieram się przy tym rozwiązaniu jako jedynym słusznym.

Kluczowe jest jednak zabezpieczenie silnego i niezależnego sądownictwa. Jeśli usuwamy mechanizm wzajemnego blokowania się polityków, musimy przenieść kompetencję kontrolowania legalności decyzji do Sądu Najwyższego.

To oznacza jedno: jestem zwolennikiem likwidacji Trybunału Konstytucyjnego, który stał się narzędziem w rękach polityków i polem walki o wpływy.

Czytaj więcej.