1 grudnia 2025 roku miałem drobną kolizję z karawanem przy wjeździe do tunelu od ulicy Sienkiewicza. Znajomi pytają mnie, czy karawan przewoził klienta. Prawda, że zabawne.

Otarcie samochodów było minimalne, ale to był karawan Skrzydlewskiej – dlatego wezwano policję. A wtedy funkcjonariusze stwierdzili, że w prawie jazdy mam wpisany kod ograniczeń 02.01, który zobowiązuje mnie do jazdy w jednousznym aparacie słuchowym. Brak aparatu oznaczał, że prowadziłem pojazd bez uprawnień i skierowano wniosek o ukaranie mnie w postępowaniu wykroczeniowym na podstawie trzech zarzutów: jazda bez uprawnień art. 94 § 1 KW, stworzenia zagrożenia w ruchu drogowym art. 86 § 1 KW i zatrzymanie pojazdu w niewłaściwym miejscu po zdarzeniu art. 97 KW.

W pierwszej chwili pomyślałem, że to żart. Nigdy nie miałem problemów ze słuchem i wskazań medycznych do korzystania z aparatu słuchowego. To jednak nie był żart. Z powodu braku aparatu słuchowego uznano moją winę.

Po przeanalizowaniu kodów zrozumiałem, że 02.01 to zwykły czeski błąd polegający na odwróceniu cyfr – powinno być 01.02 (szkła kontaktowe).

Natychmiast więc 4 grudnia poddałem się ponownym badaniom lekarskim i dostałem orzeczenie z prawidłowym kodem 01.06 – okulary lub szkła kontaktowe. W czasie poprzedniego badania – tego kodu jeszcze nie było i do prawa jazdy w mojej sytuacji wpisywano kod 01.01 (okulary), 01.02 (szkła kontaktowe).

Uzbrojony w nowe orzeczenie zgłosiłem się do Wydziału Spraw Obywatelskich i Komunikacji Urzędu Miasta Łodzi na Smugowej 26a. Poprosiłem o wymianę prawa jazdy i uznanie starego kodu za oczywistą omyłkę pisarską na podstawie art. 113 KPA. Jest przecież powszechnie wiadome, że słuch się nie regeneruje. Nie ma więc możliwości, abym 20 lat temu miał wadę słuchu, a teraz nie. Wydawało mi się więc, że sprawa została wyjaśniona.

Prawo jazdy mi wymieniono, ale kodu nie skorygowano, gdyż błąd wynikał z orzeczenia lekarskiego. W uzasadnieniu napisano: nawet gdyby lekarz się pomylił, nie ma podstaw prawnych do naprawienia jego błędu. Błąd urzędnika – to tak, ale dokładnie ta sama omyłka lekarza – to pech nieodwracalny.

Argument, że organ decyzyjny odpowiedzialny jest za zamieszczenie w decyzji administracyjnej danych zgodnych ze stanem faktycznym, nie trafił do przekonania urzędników. Dla nich stan faktyczny, o którym mówią przepisy – to orzeczenie lekarskie, a nie brak wskazań medycznych do korzystania z aparatu słuchowego.

Jednocześnie poszedłem na przesłuchanie do Wydziału Wykroczeń i Przestępstw w Ruchu Drogowym na Stokowskiej. Oficer prowadzący postępowanie przyznał szczerze, że nigdy wcześniej z czymś takim się nie spotkał i nie wie, co z tym zrobić. Będzie to musiał skonsultować z przełożonym. Ale skoro nie wie – to ja muszę ponieść konsekwencje i postawił mi dwa zarzuty: spowodowanie zagrożenia (art. 86) i prowadzenie pojazdu bez uprawnień (art. 94). Z trzeciego zarzutu o postoju (art. 97) zrezygnował.

Od decyzji Prezydenta Łodzi, który odrzucił moje odwołanie od decyzji, odwołałem się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego – bo tak trzeba.

Jest to twór stworzony, aby spełnić wymogi formalne. Od decyzji administracyjnej należy się bowiem odwołać do organu administracyjnego nadrzędnego. Prezydent miasta nie ma jednak organu nadrzędnego, więc stworzono cuś takiego jak SKO. Moje odwołanie zostało odrzucone, a w uzasadnieniu powtórzono słowa z decyzji prezydenta: „nawet jeśli lekarz się pomylił…”. Bo tak działa ten organ.

W tej sytuacji złożyłem skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Rozprawa odbędzie się w połowie maja.

W związku z tym, że organy administracyjne informowały mnie wielokrotnie – „nawet jeżeli lekarz się pomylił”, nie mam możliwości, aby to naprawić – uznałem, że narusza to moje prawa obywatelskie. Dlatego złożyłem skargę do Rzecznika Praw Obywatelskich.

Oczywiście odpowiedziała mi cisza. Bo tak to działa. Organ ten zajmuje się sprawami nagłośnionymi przez media i takimi, na które jest przyzwolenie. Natomiast w przypadku spraw precedensowych zapada cisza, bo nikt nie chce popełnić błędu. Dlatego postuluję o zwiększenie liczby rzeczników. To jest doskonała synekura: żadnej odpowiedzialności i żadnego ryzyka, wyłącznie medialna troska o obywatela.

Tymczasem w postępowaniu wyjaśniającym odstąpiono od zarzutu stworzenia zagrożenia w ruchu drogowym (86 § 1). Zapewne monitoring potwierdził moje zeznanie, że w wyniku wymuszenia na mnie pierwszeństwa zostałem zmuszony do nagłej zmiany pasa ruchu w celu uniknięcia zderzenia czołowego. Oczywiście nie mogę tego wiedzieć na pewno, co było powodem wycofania się z tego zarzutu, gdyż postępowanie wyjaśniające toczy się w trybie kapturowym.

Myślałem, że to już koniec, ale gdzież tam. Pozostał przecież najbardziej absurdalny zarzut jazdy bez aparatu słuchowego. A na tym etapie to już nie chodzi o jakiś sens, ale o przekonanie. Bo z urzędem nikt przecież nie wygra.

Kilka dni później przyszedł więc wyrok nakazowy z sądu rejonowego: 1500 zł grzywny i pół roku bez prawa jazdy za brak jednousznego aparatu słuchowego. Wyrok wydany w imieniu Rzeczypospolitej i dla dobra wspólnego. Był to zadziwiająco niski wyrok uwzględniając, że przyznałem się dobrowolnie, iż jeździłem bez aparatu słuchowego przez 20 lat, gdyż nigdy nie miałem wskazań medycznych do aparatu słuchowego.

Rozumiem, że był to wyrok w trybie nakazowym, ale podpisali się pod nim sędziowie, którzy zapewne klepnęli wyrok na podstawie wniosku policji bez zaglądania do akt. Wolne sądy! Oczywiście złożyłem sprzeciw i teraz czekam na termin.

Tak oto z powodu zwyczajnej literówki polegającej na odwróceniu cyfr w ciągu 5 miesięcy sprawą zajmował się już: Wydziału Spraw Obywatelskich i Komunikacji Urzędu Miasta, Prezydent Miasta Łodzi, Samorządowe Kolegium Odwoławcze, Wydziału Wykroczeń i Przestępstw w Ruchu Drogowym Komendy Miejskiej Policji w Łodzi oraz Rzecznik Praw Obywatelskich, a będzie się jeszcze zajmował Wojewódzki Sąd Administracyjny oraz Sąd Rejonowy w Łodzi. W tym czasie wydano w sprawie trzy decyzje administracyjne oraz wyrok w trybie nakazowym.

Dodam, że właściwie nikt nie kwestionuje, iż kod ograniczeń został wpisany pomyłkowo, gdyż jaki jest koń każdy słyszy. Spór toczy się o to, że nie ma podstaw prawnych do naprawy tego błędu – dlatego ja muszę ponieść konsekwencję.

I właśnie o taką praworządność walczyliśmy!!