— Eee, siadajta bliżej, bo to nie jest zwykła historia — mruknął Dziad Borowy, poprawiając kapelusz. — A i ogień niech gada razem ze mną, bo on tu pamięta więcej niż ja…
Wszak i Kloc przysiedli na pniaku, a las wokół jakby ucichł.
— To uroczysko, coście je dziś znaleźli… R’ani Werch… nie bez przyczyny tak się zwie. Bo to nie o świt tu chodzi, nie o poranek. To o to, co przychodzi przed czasem.
Kloc prychnął: — Jak deszcz w sianokosy?
— A żebyś wiedział, że i gorzej — odparł Dziad. — Dawno, oj dawno temu, jak tu jeszcze ścieżek nie było, a ludzie po lesie chodzili z prośbą, nie z pewnością… żył tu chłop, co chciał wszystko wiedzieć zawczasu.
— A po co? — wtrącił Wszak.
— A bo mu się wydawało, że jak będzie wiedział wcześniej, to los przechytrzy. Że śmierci uniknie, biedy nie zazna, a i złe słowo ominie.
Dziad splunął w bok.
— Poszedł więc na ten szczyt, jeszcze przed świtem. I siadł. I czekał. Aż świat się obudzi.
— I co? — nachylił się Kloc.
— I nie doczekał świtu… tylko coś innego przyszło. Mgła nie taka jak zwykle. Gęsta, ale cicha. I w tej mgle zaczął widzieć… nie to, co jest. Tylko to, co będzie.
Wszak ściszył głos: — Jakie rzeczy?
— Różne. Najpierw drobne. Że mu kura padnie. Że sąsiad się pokłóci. Ale potem… zobaczył siebie samego. Jak idzie tą ścieżką… tylko że starszy. I zmęczony. I sam.
Ogień trzasknął głośniej.
— I wtedy zrozumiał, że nie ucieknie. Bo co zobaczył — to już było w drodze.
— I co zrobił? — zapytał Kloc, już ciszej.
— Chciał uciec. Zerwał się, pobiegł w dół… ale las go nie puścił. Bo jak raz zobaczysz „przed czasem”, to już nie chodzisz tym samym krokiem co inni.
Dziad Borowy spojrzał w ciemność między drzewami.
— Ludzie potem gadali, że czasem ktoś go widuje. Nie starego, nie młodego… tylko takiego, co idzie jakby się spieszył… ale nie wiedział dokąd.
— Duch? — szepnął Wszak.
— A kto go tam wie. Może i duch. A może tylko człowiek, co za wcześnie chciał wiedzieć za dużo.
Zapadła chwila ciszy.
— A to uroczysko? — odezwał się Kloc.
— Ono dalej robi swoje — odparł Dziad. — Tylko rzadko się budzi. Ale jak się obudzi… to nie patrzcie za długo. Bo nie każda wiedza jest dla ludzi.
Wszak przełknął ślinę.
— A skąd wiadomo, że się obudziło?
Dziad Borowy uśmiechnął się pod nosem.
— Bo wtedy w lesie coś dzieje się… odrobinę za wcześnie.
I w tej samej chwili, gdzieś w oddali, zapiał kogut.
Choć do świtu było jeszcze daleko.