Na uroczysku Woszywa Hor’a, gdzie mgły ścieliły się między sosnami jak srebrne wstęgi, a ziemia pamiętała każdy krok dawnych pokoleń, Dziad Borowy działał w tajemnicy. Nie z własnej woli, lecz na zlecenie diabła, poplatał ludzkie ścieżki, tak że wioski gubiły drogę, a serca ludzi napełniał strach.

Ścieżki wiły się i krzyżowały, las szepczał zaklęciami, a stare kamienie znaczyły miejsca, których człowiek lepiej unikał. Każdy, kto odważył się tu wejść, czuł ciężar niewidzialnej ręki prowadzącej go donikąd, a z gęstych mgieł wyłaniały się cienie, jakby same duchy przeszłości wędrowały po świecie żywych.

Już zdawało się, że zło zatriumfuje i z Woszywej Hor’i diabeł będzie rządzić okolicą, a może i całym światem… ale znaleźli się dwaj śmiałkowie, przodkowie Wszaka i Kloca. Także nazywali się Wszak i Kloc. Zaczaili się na Dziada Borowego pod Woszywą Hor’ą, czekając na niego do północy. Wcześniej polali się cali wodą ze świętego źródełka w Dobrowodzie, by diabeł nie miał nad nimi mocy.

A gdy Kloc powalił Dziada Borowego i przycisnął go mocno do ziemi, stary stwór, poczciwy choć uparty, spojrzał na niego oczami pełnymi dziwnej mądrości. Wszak przeżegnał się trzema ruchami dłoni, ciężkimi od lat, i rzekł cicho, lecz donośnie:
— Niech będzie znów jak zawsze i na wieki wieków. Amen.

Kloc, stojąc nad stworem, poczuł, jak ziemia pod jego nogami drży od niewypowiedzianej siły. Dodał twardo, z mocą, która nie pozostawiała miejsca wątpliwości:
— Nie naszą siłą to się stanie, ale z Woli Bożej.

I wtedy… ziemia nagle drgnęła, jakby cała puszcza wstrzymała oddech. Korzenie wielkich drzew rozplątały się jak węzły na starych linach, kamienie powróciły na swoje miejsce, a powietrze wypełnił zapach wilgoci i mchu.

Wszystko wróciło na swoje miejsce — dokładnie tak, jak było, zanim zło chciało zakłócić porządek .

Dziad Borowy powoli wstał, otrzepał liście i mchy z długiej, starej peleryny i spojrzał na Kloca z uznaniem.
— Dobrze czynisz, chłopcze — rzekł, a jego głos brzmiał jak echo pradawnych lasów — ale pamiętaj: Wola Boża zawsze znajdzie drogę, nawet jeśli my w nią nie wierzymy. Że też znów dałem się podkusić diabłu. Odpuścicie mi chłopcy?

Wszak i Kloc skinęli głową, a w ich sercu rozbrzmiała cicha pewność, że dziś nie tylko porządek został przywrócony, lecz że legenda o tym wydarzeniu przetrwa w pieśniach i opowieściach, które starsi będą szeptać przy ognisku młodszym pokoleniom.