Jeszcze pamiętamy rozpaczliwe skomlenie dwugodzinnego prezydenta RP Trzaskowskiego o płonącej planecie. Ale z najnowszych ustaleń naukowców wynika, że Europa stanie się w najbliższej przyszłości… Krainą Śniegu.

Jak zwykle polskojęzyczny Onet wszczyna alarm. W tekście pod wielce znaczącym tytułem Coś złego dzieje się z Atlantykiem. Alarmujące doniesienia naukowców czytamy:

Globalny system prądów morskich transportujący ciepłą wodę w rejon Europy może całkowicie zniknąć. Do końca tego wieku jego aktywność może spaść nawet o połowę, co, według naukowców, znacząco wpłynie na klimat naszej planety.

Prądy morskie pokroju AMOC-a (Atlantic Meridional Overturning Circulation), który jest głównym pasem przekaźnikowym ciepłej wody do północnego Atlantyku, stanowią fundament, na którym opiera się klimat naszej planety. Tym bardziej niepokojąco brzmią nowe ustalenia naukowców, według których AMOC nie tylko słabnie, ale może wręcz całkowicie zniknąć.

Według najnowszych badań istnieje 90-proc. szansa, że w wyniku działalności człowieka, który zakłóca delikatny balans między zasoleniem i temperaturą tego morskiego prądu, do końca stulecia AMOC osłabnie aż o 50 proc. Co gorsza, jeszcze w tym stuleciu możemy przekroczyć punkt bez powrotu, po którym zatrzymanie tego procesu będzie niemożliwe i skończy się on tak, że AMOC po prostu zniknie.

https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/cos-zlego-dzieje-sie-z-atlantykiem-alarmujace-doniesienia-naukowcow/nn41yyp,79cfc278

A to oznacza, że w tzw. krajach nordyckich (Dania, Norwegia, Szwecja i Finlandia) temperatura znacząco się obniży. Co prawda w innych regionach Świata może nieznacznie wzrosnąć, co będzie powodem wzrostu opadów oraz… stref suszy, jednak dla starej Europy może oznaczać kres rolnictwa na znacznym jej obszarze.

Historycy (oczywiście poza takimi jak Tusk czy Schetyna i Komorowski) od razu przypomną nam tzw. małą epokę lodowcową, która odpowiada m. in. za ekspansję Szwecji w XVI wieku. Musieli się ruszyć poza swoje granice, bowiem zbyt mało było jedzenia, aby ich wszystkich utrzymać. A przy okazji znacząco sobie „dorobili”.

Jednak obecnie obowiązująca doktryna o antropogenicznej przyczynie zmian klimatu wyklucza naturalne cykle na rzecz działalności człowieka.

Ale… zamiast płonącej planety mamy w perspektywie planetę – zimę.

Jestem na tyle stary (dojrzały raczej), że pamiętam zimy z lat 1960/70, gdy śnieg spadający w połowie listopada topniał w połowie marca. Temperatury spadające do minus 20 a nawet minus 30 stopni w nocy również nie były czymś niezwykłym.

Jednocześnie zaś śnieg, gdy tylko nie padało przez dwa, trzy dni, robił się brunatno-czarny.

Ilości dwutlenku węgla w powietrzu nikt nie liczył.

Musiała być jednak spora, o wiele większa niż dzisiaj.

Dla mnie, mieszkańca Górnego Śląska od przeszło sześciu dekad,  zanieczyszczenie środowiska było immanentną cechą otaczającej mnie rzeczywistości.

Ale po 1990 roku zanieczyszczenie zaczęło maleć. I to do tego stopnia, że mogłem z balkonu dojrzeć… góry. Konkretnie zaś Czantorię (65 km w linii prostej wg mapy).

Coraz częściej pojawiają się zdjęcia w Internecie pokazujące widok… Tatr z Katowic czy nawet Siemianowic Śląskich.

Czystość powietrza wzrosła w porównaniu z PRL-em niewyobrażalnie.

Kiedyś, wracając z Mazur, już na stacji w Zawierciu czuliśmy, że jesteśmy blisko Katowic.

Teraz już nie ma tego efektu.

„Smród przemysłowy” Śląska już nie wyróżnia.

A mimo tego, że ograniczyliśmy emisję wszelkich zanieczyszczeń powietrza, rzekomo mających „spalić planetę”, grozi nam… epoka lodowcowa!

Wygląda na to, że mamy do czynienia z kolejnym cyklem Natury, na który wyrzut tzw. gazów cieplarnianych dokonywany przez cywilizację Człowieka nie wywiera wpływu.

Po prostu tak jest od… początku świata. 😉

Opowieści o „płonącej planecie” (z winy człowieka oczywiście) można zatem potłuc o przysłowiowy kant.

Mimo to szaleństwo trwa.

W Unii Europejskiej CCUS stało się jednym z filarów polityki klimatycznej. Net Zero Industry Act z 2024 r. uznaje CCUS za technologię strategiczną i wyznacza cel składowania 50 mln ton CO₂ rocznie do 2030 r. Te plany przekładają się już na konkretne działania:

  • Porthos w Holandii – od 2025 r. będzie wychwytywać CO₂ z portu Rotterdam i składować go pod dnem Morza Północnego.
  • Northern Lights w Norwegii – pierwszy na świecie transgraniczny system transportu i magazynowania CO₂, który ma przyjmować emisje z całej Europy.
  • Industrial Clusters w Wielkiej Brytanii – do 2030 r. kraj planuje wychwytywać 20–30 mln ton CO₂ rocznie.

https://www.gov.pl/web/klimat/ccus-korzysci-ograniczanie-emisji

CCUS to po prostu Carbon Capture, Utilization and Storage, czyli wychwyt, wykorzystanie i składowanie CO2.

Teraz jednak okazało się (i to kolejny już raz), że zamiast ocieplenia klimatu w Europie będziemy mieli drastyczne oziębienie.

Czyli będzie zimno, bo jest za ciepło. 😉

Szkopuł w tym, że podobne wahnięcia klimatu przerabialiśmy w historii wiele razy. Póki co oficjalna historiografia odrzuca hipotezę jakiejś megacywilizacji przemysłowej, która to dzięki wyrzucaniu w powietrze miliardów ton tzw. gazów cieplarnianych doprowadziła do takiego ocieplenia Ziemi, że w czasach Krzywoustego na Pomorzu rosła winorośl, a Wikingowie na Grenlandii siali owies.

Już nie wspomnę o starożytnym Rzymie, bo wtedy było chyba jeszcze cieplej. 😉

Uwagę zwraca jeszcze jedno. Alarmistyczny tekst został opublikowany na Onecie 17 kwietnia 2026 roku.

Jest on jednak oparty na liście otwartym sygnowanym przez kilkudziesięciu naukowców z całego świata opublikowanym w… październiku 2024 roku.

https://en.vedur.is/media/ads_in_header/AMOC-letter_Final.pdf 

A zatem o co chodzi z tak „aktualną” informacją?

Jedyne racjonalne wytłumaczenie jest takie, że w Brukseli szykuje się (rzecz jasna pod presją niemieckich przedsiębiorców) odwrót od dotychczasowej polityki klimatycznej, która wypchnęła Europę z gospodarczej I ligi.

Taka informacja ma nas zatem przygotować na powrót do węgla. Oczywiście niemieckiego, bowiem spalanie naszego nadal będzie groźne dla środowiska. 😉

18.04 2026