Unia Europejska, a zwłaszcza Niemcy i Francja musiały przełknąć gorzką pigułkę gdy prawicowe PiS wygrało wybory. Gdy rząd premier B. Szydło zaczął mieć własne zdanie, zaczął dbać o interes kraju i Polaków, ukrócił rozkradanie Polski, sprzeciwił się relokacji imigrantów i zaczął odnosić sukcesy gospodarcze, Merkel się wściekła. Było jej niezręcznie zaatakować bezpośrednio nowy rząd, więc czekała na okazję.

Zachęcana nieustającym skomleniem totalnej opozycji do walki ze znienawidzonym PiS-em wykorzystuje Unię, niemieckie środki przekazu oraz wszelkie wpływy by obalić znienawidzony rząd. Najpierw powoli, a teraz coraz bezczelniej „grilluje” Polskę, bo zdaje sobie doskonale sprawę, że Polacy w swej przeważającej masie nie są Anglikami, i z Unii nie wyjdą. Zna sondaże według których Polacy nie widzą życia poza nią. Traktują ją jako dojną krowę, którą można bez końca doić.

Znając nastawienie Polaków do Unii, wykorzystuje ją do coraz bardziej ostentacyjnego upokarzania nas na wszystkich możliwych polach. To nie przypadek, że:

Wielkie sieci handlowe w Polsce sprzedają produkty żywnościowe i chemiczne firm zachodnich gorszej jakości niż tej samej marki na zachodzie.

Po narzuceniu systemu pozwoleń na emisję CO2, nastąpiło zachwianie polskiego bezpieczeństwa energetycznego i zablokowanie w przyszłości polskich zasobów energetycznych węgla. Polska zużywa rocznie ok. 100 mln ton węgla łącznie mniej niż Niemcy. Ma też niższą emisję CO2 na osobę. Mimo tego, to głównie Polska musi się tłumaczyć z pozyskiwania energii w „nieekologiczny sposób”.

Unia zgadza się na pomoc publiczną jedynie w przypadku likwidacji kopalń.

Stocznie niemieckie mogły być wsparte dotacjami rządowymi natomiast polskie nie. KE, nakazując zwrot dotacji udzielonych przez państwo polskie naszym stoczniom w latach 2004 – 2008, doprowadziła do upadku naszych, a przetrwanie niemieckich.

Z Brukseli wyszła propozycja ograniczenia w nawozach obecności metali ciężkich, szczególnie kadmu. Polskie azoty domagają się więcej czasu na wdrożenie restrykcyjnych limitów, w przeciwnym razie zbankrutują.

Z Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych w ramach tzw. planu Junckera (pobudzenia inwestycji w gospodarce europejskiej) korzystają głównie zachodnie kraje Unii Europejskiej. 91 proc. wsparcia trafiło do 15 gospodarek tzw. starej UE, a do pozostałych 13 państw członkowskich, w tym Polski, zaledwie 9 proc.

Ograniczana jest wolności słowa członków europarlamentu. Parlament Europejski po cichu wprowadził w lutym 2017r art. 165 regulaminu wewnętrznego PE, który pozwala przewodniczącemu zawiesić obrady, jeśli uzna (według jego subiektywnej oceny) że europoseł posługuje się mową nienawiści lub jego wypowiedź ma charakter rasistowski czy ksenofobiczny. Dodatkowo można będzie zarządzić usunięcie wypowiedzi posła ze wszystkich zapisów audio i wideo.

Po opublikowaniu przez europosłankę Marinę Le Pen zdjęć egzekucji dokonywanych przez Państwo Islamskie 2 marca 2017 r nastąpiło uchylenie jej immunitetu.

Podczas wyboru szefa Rady Europejskiej oficjalnego kandydata polskiego rządu Jacka Saryusz-Wolskiego głosowanie nad jego kandydaturą odbyło się na zasadzie konsensusu, czyli wypowiedzenia się 28 państw, a w głosowaniu nad kandydaturą Donalda Tuska ubiegającego się o drugą kadencję wystarczyła zwykła większość. Podczas głosowania nie przestrzegano procedury , bo było tylko zapytanie kto jest przeciw kandydaturze Tuska. Nie było zapytania kto jest za, a kto się wstrzymał,

Mimo, że w traktatach stowarzyszeniowych państwa wchodzące do Unii mają zagwarantowane prawo do decydowania o polityce imigracyjnej, wymiarze sprawiedliwości, wieku emerytalnym, władze Unii Europejskiej przyznały same sobie prawo do narzucania własnych rozwiązań i decyzji. Polski sprzeciw skutkuje:

Groźbą sankcji, jeśli nie zgodzimy się na przyjęcie nielegalnych imigrantów, zjeżdżających się cały czas na nasz kontynent z Afryki i Azji.

Groźbą obcięcia funduszy strukturalnych jeżeli większość parlamentarna wprowadzi reformę sądownictwa, mimo że w co najmniej ośmiu państwach unijnych wpływ na wybór sędziów ma parlament, a nawet władza wykonawcza. Jednak nasz parlament nie może tego robić, ponieważ władze unijne uważają, że takie porównania są bezprzedmiotowe, bo te kraje nie miały takiej samej historii, takich samych doświadczeń, a przede wszystkim tak samo dojrzałej demokracji.

Grożą uruchomieniem art. 7 traktatu unijnego, w przypadku odwołania sędziów Sądu Najwyższego.

Wszczęciem wobec Polski procedury ochrony praworządności, po opublikowaniu w polskim Dzienniku Ustaw o ustroju sądów powszechnych. Główne zastrzeżenia Komisji dotyczy według niej dyskryminacji ze względu na płeć z powodu wprowadzenia odmiennego wieku przejścia w stan spoczynku dla kobiet (60 lat) i mężczyzn (65 lat) sprawujących urząd sędziowski, mimo iż w wielu krajach takie zróżnicowanie obowiązuje.

Zmianami w dyrektywie UE o pracownikach delegowanych, mimo, że nowelizacja jest sprzeczna z jedną z głównych zasad funkcjonowania Unii – swobodą świadczenia usług. Jej wprowadzenie zaburzy zasady swobodnej konkurencji na unijnym rynku.

Przesłaniem przez Komisję Europejską do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości wniosku o nałożenie kar finansowych na Polskę za nieprzestrzeganie tymczasowego postanowienia dotyczącego zakazu wycinki Puszczy Białowieskiej.

Podobno jesteśmy suwerennym krajem w ramach Unii Europejskiej, a im dłużej w niej jesteśmy, tym coraz mniej nam wolno. Coraz częściej jej władze ingerując w naszą politykę i gospodarkę chcą nas zmusić do działania głównie w interesie Niemiec.

Nie mamy prawa domagać się by produkty sprzedawane przez sieci handlowe były takiej samej jakości jak na Zachodzie, narzuca się nam limity CO2, zakazuje pomocy publicznej, nagle podwyższa normy, ogranicza się wolności słowa członków europarlamentu, dyskryminuje przy korzystaniu z Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych, wybiera się wbrew rządowi niechcianego polityka na szefa Rady Europy, przy pomocy gróźb i szantażu chce się zmusić do przyjmowania imigrantów muzułmańskich, zakazuje reformy sądownictwa i odwoływania sędziów SN, ingeruje w wiek emerytalny, gdy nie wytrzymuje się konkurencji zmienia się dyrektywę.

Władze UE kierowane przez Niemcy łamiąc zapisy traktatowe chcą za nas decydować co mamy robić, jakie decyzje mamy podejmować, w co wierzyć, jak myśleć i jak żyć. We własnym kraju nie możemy decydować o tym co chcemy i jak chcemy robić, bo komisarze (Niemcy) wiedzą lepiej. Doszło do tego, że bez ich zgody nie możemy wyciąć drzewa w puszczy.

Przecież taka sytuacja jest chora. Unia (Niemcy) traktują nas gorzej niż traktował nas Związek Radziecki w czasach RWPG.

Zastanawiam się kiedy Polacy powiedzą Unii Europejskiej (Niemcom) – Dość.