Rozmawiałem ze swoim kolegą z Lublina, Mieczysławem Konarskim. Dyskutowaliśmy długo o naszej sytuacji politycznej, o tym, co dzieje się dzisiaj w kraju, dokąd zmierza Polska i co może wydarzyć się w najbliższych miesiącach.

I doszliśmy do kilku wniosków, które postanowiłem tutaj spisać.
Bo mam wrażenie, że znaleźliśmy się w takim momencie, w którym nie wystarczy już tylko komentować kolejnych wydarzeń. Trzeba zacząć poważnie zastanawiać się nad tym, co zrobić, żeby zatrzymać proces, który coraz bardziej wygląda na demontaż państwa.

Z jednej strony mamy rząd Tuska, który krok po kroku wchodzi w kolejne obszary państwa. Najpierw była siłowa operacja wokół mediów publicznych. Później prokuratura, Krajowa Rada Sądownictwa, kolejne elementy wymiaru sprawiedliwości. Dzisiaj mamy konflikt wokół Akademii Wymiaru Sprawiedliwości, a przed nami coraz ostrzejsza konfrontacja wokół Trybunału Konstytucyjnego.
Można oczywiście każdą z tych spraw rozpatrywać osobno.
Tylko że problem polega właśnie na tym, że to przestają być osobne sprawy.
Układają się w pewien ciąg.
I jeżeli ktoś uważa, że jest to normalny proces polityczny, zwykła zmiana władzy i wymiana ludzi, to moim zdaniem nie dostrzega skali problemu. Państwo nie może działać na zasadzie: dzisiaj my przejmujemy instytucję, jutro wy. Bo w pewnym momencie przestajemy mówić o państwie prawa, a zaczynamy mówić o państwie, w którym silniejszy bierze to, co akurat może wziąć.
I właśnie dlatego sytuacja jest tak poważna.
Ale kiedy patrzę na drugą stronę sceny politycznej, widzę coś, co jest chyba jeszcze bardziej niepokojące.
Prawica zamiast się konsolidować, zaczyna się dzielić.
PiS przechodzi przez poważny kryzys wewnętrzny. Mateusz Morawiecki buduje własne środowisko polityczne wokół Rozwoju Plus. Część parlamentarzystów odeszła z PiS, pojawiają się wzajemne oskarżenia, coraz ostrzejsze słowa, zarówno wśród polityków jak również elektoratu.
I znowu można powiedzieć: polityka.
Tylko że to nie jest dobry moment na kolejną wojnę na prawicy.
Bo Tusk nie ma tego problemu.
On ma władzę, większość w sejmie i rząd i cały aparat państwa.
A po drugiej stronie?
PiS patrzy na Morawieckiego.
Morawiecki patrzy na PiS.
Konfederacja stoi z boku i obserwuje, jak jej potencjalni konkurenci osłabiają się nawzajem.
I trudno się dziwić. Dla Konfederacji taki układ może być politycznie korzystny. Im większy konflikt pomiędzy PiS i środowiskiem Morawieckiego, tym większa przestrzeń dla niej.
Tylko że Polska nie jest planszą do politycznych szachów i takiej zabawy.
Tu chodzi o państwo.
Dlatego podczas tej rozmowy z Mieczysławem Konarskim doszliśmy do pytania, które moim zdaniem trzeba dzisiaj postawić bardzo jasno:
co powinien zrobić prezydent Karol Nawrocki?
Nie chodzi oczywiście o to, żeby prezydent zakładał partię.
Prezydent Rzeczypospolitej powinien pozostać prezydentem wszystkich obywateli. Nie może stać się po prostu kolejnym liderem partyjnym.
Ale czy to oznacza, że ma być politycznie samotny?
Moim zdaniem nie.
Prezydent może mieć wokół siebie ludzi, którzy będą jego politycznym zapleczem. Ludzi, którzy rozumieją, że prezydentura to nie tylko podpisywanie ustaw i ich wetowanie, nie tylko orędzia, konferencje i spotkania.
Bo można zawetować ustawę.
Można zwołać Radę Gabinetową.
Można przemawiać do narodu.I niewiele więcej.
Jeżeli za prezydentem nie stoi realna siła społeczna i polityczna, zdolna w przyszłości wygrać wybory parlamentarne, to możliwości prezydenta pozostają mocno ograniczone.
I tutaj pojawia się pomysł, który być może dla niektórych zabrzmi dzisiaj jak polityczna fantazja.
A może wcale nią nie jest?
Może wokół prezydentury powinno powstać nowe środowisko polityczne.
Nie partia prezydencka w sensie formalnym. Prezydent nie może jej tworzyć ani nią kierować.
Chodzi mi o coś innego.
O ludzi, którzy powiedzą: dosyć.
Dosyć wojny PiS z Morawieckim.
Dosyć rozbijania prawej strony.
Dosyć sytuacji, w której każdy próbuje udowodnić, że to właśnie on jest prawdziwą prawicą, prawdziwym patriotą i jedynym człowiekiem mającym receptę na Polskę.
Potrzebujemy czegoś nowego.
I wtedy pojawia się nazwisko Zbigniewa Boguckiego.
Polityka rozpoznawalnego, mającego doświadczenie, a jednocześnie dzisiaj blisko związanego z prezydentem jako szef Kancelarii Prezydenta.
Czy Bogucki musiałby zostać w Pałacu?
Może właśnie przeciwnie.
Może powinien z Pałacu wyjść.
Oczywiście nie jako człowiek wysłany przez prezydenta. Nie jako formalny przedstawiciel Kancelarii Prezydenta. Tego robić nie wolno i nie o to chodzi.
Ale jako polityk, który podejmuje własną decyzję i mówi:
Budujemy coś nowego. Nie przeciwko PiS. Nie przeciwko Rozwojowi Plus. Nie przeciwko Konfederacji. Budujemy siłę, która ma zatrzymać demontaż państwa i dać Polsce prawdziwą alternatywę.
To byłby zupełnie nowy projekt.
I miałby jeszcze jeden niezwykle ważny kapitał.
Młodych ludzi.
Karol Nawrocki zdobył ogromne poparcie wśród młodego pokolenia. To jest kapitał, którego żadna partia prawicy nie powinna lekceważyć.
Bo młody człowiek niekoniecznie chce już wybierać według starego schematu:
PiS albo Platforma.
Stara prawica albo stara lewica.
Być może właśnie teraz pojawia się przestrzeń dla czegoś nowego.
Dla polityki, która nie będzie kolejną wojną plemienną.
Dla polityki państwa silnego, ale nie opresyjnego.
Patriotycznego, ale otwartego.
Nowoczesnego, ale niepozbawionego własnej tożsamości.
I przede wszystkim dla polityki, która rozumie jedną podstawową rzecz:
jeżeli naprawdę uważamy, że Tusk demoluje państwo, samo mówienie o tym nie wystarczy.
Nie wystarczy kolejny felieton.
Nie wystarczy kolejna konferencja prasowa.
Nie wystarczy kolejny protest.
Trzeba stworzyć siłę, która będzie w stanie demokratycznie odsunąć ten rząd od władzy. Realną siłę.
I dlatego być może największym problemem polskiej prawicy nie jest dzisiaj to, że ma za dużo partii.
Największym problemem jest to, że nie potrafi zrozumieć, gdzie naprawdę znajduje się przeciwnik.
Przeciwnik nie siedzi w PiS.
Nie siedzi w Rozwoju Plus.
Nie siedzi w Konfederacji.
Tym bardziej nie siedzi wśród zwykłych wyborców, którzy mają różne poglądy, ale chcą po prostu żyć w normalnym, praworządnym państwie.
Przeciwnik polityczny jest po drugiej stronie.
W gabinecie premiera.
I codziennie podejmuje decyzje dotyczące Polski.
Dlatego, naprawdę najwyższy czas skończyć tę wojnę między sobą.
Bo może się okazać, że historia zada kiedyś polskiej prawicy bardzo proste pytanie:
Kiedy Polska potrzebowała was najbardziej, gdzie wtedy byliście?
A ja dodam od siebie jeszcze jedno pytanie.
Być może najważniejsze:
Czy prezydent Karol Nawrocki ma odwagę stworzyć wokół swojej prezydentury coś, co przetrwa dłużej niż jedną kadencja i zmieni układ polityczny w Polsce?
Bo być może właśnie teraz jest ten moment.
Moment, w którym nie wystarczy już bronić tego, co mamy.
Trzeba zacząć budować to, czego jeszcze nie ma.