Po pierwsze, „wszyscy wszystko wiedzieli i nikomu to nie przeszkadzało” – tak mówią obrońcy Lecha Wałęsy w TVN24.

Po drugie, nie rozumiem naiwności w stwierdzeniu, że SB odpuściłaby TW w momencie, gdy on staje się przywódcą strajku.

Po trzecie, tłumaczenie, że „współpraca ewoluowała” i Lech Wałęsa „informował SB o ciężkiej doli robotników” ubawiło mnie do łez, bo władze PRL dobrze wiedziały, jak ta dola wygląda. Po to miały SB.

Po czwarte, nie spodoba się Państwu to, co napiszę poniżej, choć nie jest to obroną Lecha Wałęsy, ani oskarżeniem o cokolwiek kogokolwiek. Dobrze się stało, że poznaliśmy prawdę. Zastanawiam się, czy casus „Bolka” nie podważy innych procesów lustracyjnych. Nie w sensie prawnym, ale w sensie vox populi.

Dzisiejsza konferencja IPN i reakcje na nią zasmuciły mnie i trochę zaniepokoiły. Od dawna wiedziałem, że „operacja Bolek” nie skończy się tak łatwo. Uważam, że Lech Wałęsa jest „żywą tarczą” i jednocześnie narzędziem rozprawiania się z przeciwnikami systemu, który został zapoczątkowany trochę wcześniej niż w roku 1989, a „okrągły stół” stał się egzemplifikacją tego systemu. W tej chwili cała uwaga i ostrzał skupia się na „wabiku”, co pozwala na przegrupowanie się tych, którzy ów „wabik” postawili. Uważam też, że wdowa po Kiszczaku, kobieta trochę „z księżyca” została wykorzystana do ujawnienia teczki, której istnienia wszyscy się spodziewali i wobec osoby, która u nas w Polsce nic już nie znaczyła realnie, bo sprawy ideologiczne nie przekładają się na realną obronę interesów. tak! Interesów, jakie zostały zagrożone wraz ze zwycięstwem PiS w wyborach. Ujawnienie tej teczki, przy pozostawieniu Lecha Wałęsy samemu sobie i jego enuncjacjach o maszynie nagrywającej kryptonim „Bolek” powoduje śmiech w Polsce, ale nie na rynku międzynarodowym. Za granicami Polski Lech Wałęsa jest „bohaterem”, tą legendę tworzona i wzmacniano przez prawie trzydzieści lat, a w momencie, gdy u nas trwa „odbrązawianie” pomnika, fakt ten może być użyty przeciwko obecnemu układowi władzy u nas. Dlaczego?

Wpiszcie to w całą antypolską propagandę i zrozumiecie. Jestem za ujawnieniem prawdy, dobrze, że tak się stało, ale trzeba również mówić o kontekście. Właśnie słyszę w telewizji o tym, że stronnicy Lecha Wałęsy chcą wprowadzić zagraniczne ośrodki w rozwiązanie sporu. Ujawnienie tej teczki za pośrednictwem wdowy po Kiszczaku rozumiem także, jako ostrzeżenie: „Macie to, ale pomyślcie co jeszcze mamy”. Chciałbym się mylić, lecz obawiam się, że mam rację.

Ciekaw też jestem jednego: czy nasi sojusznicy, byli i obecni, wiedzieli o „Bolku”, a jeśli tak, to od jakiego momentu?

Na koniec osobista uwaga. Narażam się znowu na zarzut „narcyzmu”, lecz ta sprawa potwierdza niejako „wielką manipulację”, którą nieudolnie chciałem pokazać w swoich książkach, za co zostałem dokładnie „przemielony”. Po pierwszym spotkaniu publicznym, poświęconym prezentacji „Spisku Założycielskiego” moi byli koledzy z pracy, w tym niektórzy znani, raczyli mnie ostrzec bym „szanował Wałęsę i nie krytykował go”. Po „Weryfikacji” wpadli w furię. Nie czuję żadnej satysfakcji. Tylko smutek.

Mimo wszystko, najważniejsze jest to, że ludziom takim jak śp. pani Anna Walentynowicz, pan Andrzej Gwiazda, pan Krzysztof Wyszkowski, czy prof.Sławomir Cenckiewicz, historia wreszcie przyznała rację i nie zdołała ich zniszczyć.