Podane dzisiaj wyniki wielomiesięcznej pracy biegłych grafologów z Instytutu Ekspertyz Sądowych z Krakowa badających dokumenty zawarte w teczce pracy i teczce personalnej TW „Bolek”, nie zaskoczyły mnie. Po przeczytaniu książki S. Cenckiewicza i P. Gontarczyka „SB a Lech Wałęsa, przyczynek do biografii”, w której udokumentowana została jego współpraca z SB również ja zostałam przekonana o jego agenturalnej przeszłości. Wyniki badań grafologów przedstawione na konferencji w IPN, to przysłowiowa „kropka nad i”.

Chciałaby dusza do raju, tylko jej grzechy nie pozwalają. Chciałby Wałęsa przejść do historii, jako wielki i nieskazitelnie czysty polityk, który zapisał się szczerozłotymi zgłoskami w historii Polski, a tu ze wszystkich stron wyłazi przeszłość kapusia i skrzeczy. Jakieś głupie papierki, które przemawiają. Mimo usilnych starań czyszczenia archiwów z wszelkich dokumentów jego dotyczących, zabieg się nie udał, bo nie dało się przejąć archiwum Kiszczaka.

Od lat spotykam się z opiniami części polityków i dziennikarzy, że gdyby przyznał się do współpracy, to wszystko zostałoby mu wybaczone i zapomniane.

Ja nigdy z takimi poglądami się nie zgadzałam i nie zgadzam. Gdyby tylko chodziło o sam podpis, to również bym go rozgrzeszyła. Był młody, nie znał życia, nikt go nie ostrzegał przed konsekwencjami bycia tajnym współpracownikiem. Ale latami donoszenie na kolegów i branie za to „judaszowych srebrników” całkowicie wyklucza jakąkolwiek możliwość wybaczenia.

Gdy światło dzienne ujrzała teczka z dokumentami TW „Bolka” trzymana przez lata w szafie Kiszczaka, były prezydent Wałęsa przekonywał, że nie są one oryginalne, a zostały podrzucone. O znajdujących się w niej pokwitowaniach z odbioru pieniędzy wypłacanych mu przez SB mówił:
„Na moje nazwisko prawdopodobnie brali agenci! Czy brali to indywidualnie, czy to była zbiorówka? Nie wziąłem ani jednej złotówki! Po co mam tę Matkę Boską? Żebym kłamał?!”

Były prezydent nie potrzebował esbeckich pieniędzy, bo miał w życiu nieprawdopodobne szczęście. Jak wielokrotnie publicznie twierdził: „Ja naprawdę miałem szczęście i wygrywałem w totolotku, gdy potrzebowałem!”. Dzięki temu szczęściu w latach 1970-1972 miał wygrać aż 35 tys. ówczesnych złotych. Szczęście się skończyło wraz z końcem współpracy z SB.

Twierdzi: „Kiszczak nie był w stanie zwerbować mnie”, tylko, po co miał go drugi raz werbować skoro w domu miał ręcznie podpisane zobowiązanie do współpracy z SB?

Tym, którzy tak ochoczo broną Wałęsę polecam „Lech Zborowski: List do TW Bolek”, w którym opisał jak Wałęsa bez skrupułów niszczył ludzi.

Od lat zastanawiam się, jaki wpływ na podejmowane decyzje przez Wałęsę, jako szefa „Solidarności” a następnie prezydenta miały dokumenty będące w posiadaniu Kiszczaka.

Gdy słuchałam wypowiedzi m.in. prof. Żaryna, który mówił, ze „Wałęsa wymknął się spod kontroli SB i że nie miało ono wpływu na podejmowane przez niego decyzje”, to zastanawiam się skąd on o tym wie?

Ja do dziś nie mogę zrozumieć wspierania lewej nogi, popierania na szefa NIK poseł Wiesławy Ziółkowskiej, która do Sejmu X kadencji weszła z list PZPR zamiast Zbigniewa Romaszewskiego, czy mimo sprzeciwu rządu premiera Olszewskiego parafowanie umowy o przekazaniu byłych baz wojskowych spółkom polsko–rosyjskim zajmującym się surowcami energetycznymi.

Do jednej z najbardziej kuriozalnych opinii po konferencji w IPN zaliczam tę wypowiedzianą przez posła Krzysztofa Brejzę, który stwierdził „PiS-owi nigdy nie uda się zrobić agenta Z Lecha Wałęsy”.

Panie pośle, PiS nie musi robić z niego agenta, bo on nim był i brał za donoszenie na kolegów pieniądze. Widzę, że nie nadąża pan za rzeczywistością i mącą się panu w główce fakty.

Zastanawiam się, co dalej będzie z Wałęsą. Czy dziś po ujawnieniu ekspertyzy grafologicznej też będzie on zapraszany na wszelkie uroczystości i manifestacje PO, KOD-u, Nowoczesnej? Czy związek zawodowy „Solidarność” będzie zapraszał na swoje rocznice człowieka tak skompromitowanego?
Ponieważ po ludzku jest mi byłego prezydenta żal, w związku z tym mam dla niego jedną radę: niech całkowicie wycofa się, z życia politycznego i publicznego. Jedyne, co mu pozostało, to poświęcenie się rodzinie i łowienie ryb. Podczas wędkowania zawsze może rozmyślać o życiowych błędach, jakie w swoim życiu popełnił.

Po dzisiejszej konferencji jego czas jako polityka bezpowrotnie minął.