Jak nagonka na medyków osłabia system ochrony zdrowia.
Debata o ochronie zdrowia w Polsce coraz częściej przypomina proces pokazowy, w którym fakty przegrywają z emocjami i sensacyjnymi nagłówkami. Pojedyncze błędy oraz nadużycia – które należy rzetelnie wyjaśniać i konsekwentnie rozliczać – stają się pretekstem do oskarżania całego środowiska lekarskiego o chciwość, znieczulicę i brak empatii.
Taka narracja uderza w lekarzy, ale jej konsekwencje ponoszą również pacjenci. Systemu ochrony zdrowia nie można naprawić poprzez niszczenie zaufania do ludzi, którzy go tworzą.
Cena, której nie widać!
Droga do samodzielności zawodowej lekarza oznacza wiele lat studiów, stażu, egzaminów, specjalizacji i nieustannego aktualizowania wiedzy. To ogromne obciążenie psychiczne i fizyczne, któremu często towarzyszą nieprzespane noce, ograniczenie życia rodzinnego oraz odkładanie własnych potrzeb na później.
Wiem o tym nie tylko z opowieści. Sama przeszłam tę drogę.
W trakcie studiów nie mogłam nawet spokojnie przeżyć własnej żałoby. Ustawiałam budzik, żeby określić, jak długo mogę płakać z bólu, przemęczenia i bezradności. Potem musiałam wrócić do nauki, ponieważ czekało kolejne zaliczenie, kolokwium albo egzamin.
Życie rodzinne, obowiązki zawodowe i własne potrzeby realizowałam w pośpiechu (czyli po łebkach), z nieustannym poczuciem winy. Czułam, że zaniedbuję bliskich, pracę i samą siebie. Płacz, zaciskanie zębów, frustracja oraz skrajne wyczerpanie nie były wyjątkowymi sytuacjami. Były codziennością.
Regularnie korzystałam z pomocy psychologa, aby poradzić sobie z presją i doświadczeniami, których nie da się po prostu zostawić za drzwiami szpitala.
Studia medyczne nie są wyłącznie nauką z podręczników. To sekcje zwłok oraz kontakt z cierpieniem, umieraniem i bezradnością. To obserwowanie rozmów, podczas których pacjent dowiaduje się, że jego choroba jest nieuleczalna. To bardzo wczesna konfrontacja z odpowiedzialnością i emocjami, na które żadna książka nie potrafi w pełni przygotować.
Dostęp do łatwo osiągalnego, systemowego wsparcia psychologicznego dla studentów i młodych lekarzy nadal bywa niewystarczający. Tymczasem ciężar tych doświadczeń nie znika wraz z zakończeniem zajęć czy dyżuru.
W medycynie nie istnieje komfort błędu
Podczas stażu profesor chirurgii powiedział nam: „Musicie być nie tylko kompetentni, lecz także niezwykle ostrożni, ponieważ nawet gdy operację wykonacie prawidłowo, w czterech kątach sali operacyjnej symbolicznie stoją czterej prokuratorzy i obserwują każdy wasz ruch”.
Była to metafora, ale dobrze oddawała presję towarzyszącą wykonywaniu zawodu.
Błąd jest rzeczą ludzką, lecz w medycynie może oznaczać trwałą utratę zdrowia albo śmierć drugiego człowieka. Decyzję trzeba niekiedy podjąć natychmiast – po kolejnej nieprzespanej nocy, pod presją czasu i w granicach możliwości przeciążonego systemu.
Mówi się również, że „każdy lekarz ma swój cmentarz”.
To brutalna metafora opisująca pamięć o pacjentach, których nie udało się uratować, także wtedy, gdy postępowanie było prawidłowe i wykorzystano wszystkie dostępne możliwości.
Nie każde powikłanie jest błędem. Nie każdy błąd jest przestępstwem. Nie każdy lekarz odpowiada za niewydolność systemu.
Lekarz nie stworzył problemów ochrony zdrowia
Frustracja pacjentów jest zrozumiała. Wielomiesięczne kolejki, niedobory kadrowe, przeciążone placówki i nadmierna biurokracja są realnymi problemami. Pacjent ma prawo oczekiwać dostępnej, bezpiecznej i sprawnej opieki.
Błędem jest jednak kierowanie całej tej złości przeciwko personelowi medycznemu.
Lekarz przyjmujący pacjenta nie ustala wysokości publicznych nakładów na ochronę zdrowia, zasad finansowania świadczeń ani liczby dostępnych łóżek. Nie odpowiada samodzielnie za niedobory personelu, niewydolną organizację pracy i wieloletnie zaniedbania infrastrukturalne.
Przenoszenie odpowiedzialności za systemowe problemy na lekarza stojącego przed pacjentem jest wygodnym mechanizmem poszukiwania kozła ofiarnego. Odwraca uwagę od instytucji i decydentów rzeczywiście odpowiedzialnych za organizację oraz finansowanie ochrony zdrowia.
Godne wynagrodzenie nie jest patologią
Osobnym elementem debaty stało się publiczne rozliczanie lekarzy z ich zarobków. Sama informacja, że lekarz otrzymuje 350 czy 400 złotych za godzinę, nie stanowi dowodu nadużycia.
Trzeba odróżnić cenę konsultacji, stawkę kontraktową i rzeczywisty dochód lekarza. Cena świadczenia może obejmować również koszty prowadzenia placówki, wynagrodzenia personelu, wyposażenia, ubezpieczenia, podatków i odpowiedzialności zawodowej.
Pacjent nie płaci wyłącznie za sześćdziesiąt minut rozmowy. Płaci za wiedzę, doświadczenie, tysiące godzin praktyki, wieloletnie kształcenie, ciągłe aktualizowanie kompetencji oraz zdolność podjęcia decyzji, od której może zależeć jego zdrowie albo życie.
Jako adwokat mogę wystawić klientowi fakturę na 500 złotych za godzinę analizy sprawy. Moi klienci rozumieją, że nie płacą jedynie za czas spędzony nad dokumentami. Płacą także za wiedzę, przygotowanie zawodowe, doświadczenie oraz odpowiedzialność za jakość udzielonej pomocy.
Ta sama zasada powinna obowiązywać w odniesieniu do lekarza. Godne wynagrodzenie nie jest przywilejem ani dowodem chciwości. Jest zapłatą za wysoko wykwalifikowaną pracę i ogromną odpowiedzialność.
Nadużycia finansowe, fikcyjne rozliczenia i nieuczciwe wykazywanie czasu pracy należy kontrolować oraz karać. Nie wolno jednak przedstawiać legalnego i adekwatnego wynagrodzenia lekarza jako moralnego skandalu.
✅ Odpowiedzialność – tak.
❌ Zbiorowe potępienie – nie
Lekarze nie mogą pozostawać poza kontrolą. Każde uzasadnione podejrzenie zaniedbania, oszustwa, poważnego błędu lub naruszenia praw pacjenta powinno zostać bezstronnie wyjaśnione.
Odpowiedzialność musi być jednak indywidualna, proporcjonalna i oparta na dowodach. Jednostkowe patologie nie uzasadniają publicznego potępiania całej grupy zawodowej.
Atmosfera ciągłego zagrożenia może również sprzyjać rozwojowi medycyny defensywnej. Lekarz obawiający się procesu, utraty reputacji lub medialnego oskarżenia może unikać procedur obarczonych większym ryzykiem, nawet jeśli są one uzasadnione. Może zlecać dodatkowe badania albo wybierać rozwiązania bezpieczniejsze prawnie dla siebie, lecz niekoniecznie optymalne dla pacjenta.
Presja, przeciążenie pracą i publiczne podważanie wartości zawodu mogą pogłębiać wypalenie oraz sprzyjać rezygnacji z pracy w publicznych placówkach. Każde odejście lekarza oznacza dłuższe kolejki, mniejszą dostępność świadczeń i jeszcze większe obciążenie pozostałego personelu.
Publiczny system ochrony zdrowia nie będzie funkcjonował bez ludzi gotowych w nim pracować. Nie chodzi o przyznanie lekarzom nietykalności ani ochronę przed odpowiedzialnością. Chodzi o zachowanie proporcji, ocenianie konkretnych przypadków na podstawie faktów oraz oddzielenie indywidualnych przewinień od zaniedbań systemowych.
Rozliczajmy nadużycia. Naprawiajmy finansowanie, organizację pracy i warunki leczenia. Nie budujmy jednak społecznego poparcia na pogardzie wobec ludzi, bez których ochrona zdrowia nie może istnieć.
Obrona godności lekarzy nie jest działaniem przeciwko pacjentom. Jest obroną prawa pacjentów do bezpiecznego leczenia przez kompetentnych, odpowiedzialnych i należycie wynagradzanych specjalistów.
Ps. Piszę to jako pacjentka. Ta nagonka nie dotyka mnie osobiście, ponieważ nie jestem jeszcze lekarzem praktykującym.
Autor: Hoa Dessoulavy-Śliwińska
Polski adwokat, specjalizuje się w prawie karnym gospodarczym i skarbowym, prawie nieruchomości, budowlanym, energetycznym oraz prawie medycznym i farmaceutycznym. Doradza także w prawie zamówień publicznych. Studentka medycyny. Jest adwokatem, została wpisana na listę adwokatów prowadzoną przez Okręgową Radę Adwokacką w Warszawie. Ukończyła aplikację radcowską w Warszawie oraz aplikację adwokacką na Judicial Academy w Hanoi (Wietnam). Uzyskała dyplomy University of Cambridge (UK), Harvard Business School i University of Florida (USA). Absolwent wydziału teologicznego studiów podyplomowych na UKSW i studiów w dziedzinie praw i wolności człowieka (PAN i Helsińska Fundacja Praw Człowieka), szkoły prawa dowodowego na UKSW oraz studia podyplomowe rzeczoznawstwa majątkowego prowadzone przez Szkołę Główną Handlową w Warszawie. Obecnie odbywa studia doktoranckie w Katedrze Prawa Cywilnego i Międzynarodowego Prywatnego na Uniwersytecie SWPS.
Zostaw komentarz