Otwiera się po 3 latach kompleksowych prac konserwatorskich możliwych dzięki dofinansowaniu przez SKOZK [Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa]. Cudu w tym nie ma, ale jest… olśnienie.

Niewiele większy od dłoni, stoi u stóp Wawelu może od początku XII wieku, bo opowiadają, że ufundował go Władysław Herman z wdzięczności za narodziny syna Bolesława, którego nazywano Krzywoustym.

Kościół św. Idziego, jaki widzimy, pochodzi z XIV wieku, choć oczywiście trochę się zmieniał. Jak w rzymskich świątyniach mamy tu świadectwa różnych epok. Tyle że w maleńkiej przestrzeni efekt jest uderzający. I daje do myślenia. Chciałabym mieć trzy życia, żeby zdążyć poznać te wszystkie historie i rozsupłać zagadki.

Od czego zacząć? Może od Dominikanów? Ostatecznie to im w roku 1595 roku przekazano kościół św. Idziego. Przekazano? Żeby to chciało być takie proste! Sytuacja własnościowa tego ‘architektonicznego drobiazgu’ przypominała węzeł gordyjski. Niby fundacja królewska, ale patronat nad kościółkiem należał do opata i klasztoru Benedyktynów w Sieciechowie. Byli jeszcze Tęczyńscy zwani Toporczykami, bo mieli topór w herbie i ich herby w kościele są. To oni w 1588 odbudowali kościół po pożarze, fundując nowe sklepienie w nawie głównej. Na dodatek Benedyktyni użyczali św. Idziego Akademii Krakowskiej, która w zamian kształciła za darmo studenta z Sieciechowa. Kiedy więc rozeszła się wieść, że Dominikanie przejmują kościół, żacy krakowscy ruszyli atakować dominikańskie wsie. Chyba nie było ofiar śmiertelnych, bo awanturę udało się jakoś zażegnać.

Dominikanie mieli mocną pozycję, zwłaszcza że rok wcześniej, w 1594 roku papież dokonał kanonizacji Jacka Odrowąża nazywanego Apostołem Słowian, Apostołem Północy, albo Światłem Północy. To było wydarzenie religijne ale mające też znaczenie społeczne, a nawet polityczne. Rzadko kto wie, że kult św. Jacka rozprzestrzenił się szybko, zwłaszcza we Francji. Modliła się do niego św. Małgorzata Maria Alacoque, o której film dokumentalny („Najświętsze Serce”) w ostatni weekend zobaczyło w Polsce 30 tys. widzów.

Wróćmy jednak do kościoła św. Idziego. Są w nim niesamowite stalle z różnych marmurów, alabastru i kamienia pińczowskiego. Najpiękniejsze elementy pochodzą z głównego dominikańskiego kościoła, a konkretnie z nagrobka św. Jacka rozmontowanego by uczynić miejsce dla bardziej okazałego, zgodnego z gustem epoki ołtarza św. Jacka.

A Madonnę Bolesną i św. Jana z łuku tęczowego zabrałabym chętnie do siebie. Zdjęcia nie oddają ładunku emocji, jakie niosą te niewielkie, powstałe w XV wieku rzeźby. Napis ET ERIT VITA TUA PENDENS ANTETE, w bardzo swobodnym tłumaczeniu znaczy „Życie twe będzie u ciebie jakby w zawieszeniu – Dostaniesz, co ci przeznaczone, kiedy będziesz gotów”.

Wśród śliczności rozmaitych i dostojnych dzieł sztuki są też mniej może istotne, ale przecież intrygujące. Jak dwa bliźniacze relikwiarze. Stoją sobie na szafce w zakrystii i zapewne przypominają o niewidomych bliźniakach, których św. Jacek spotkał idąc ulicą Kanoniczą. Ich matka z płaczem rzuciła się błagać o wstawiennictwo, bo już wtedy – a był rok 1244 – w Krakowie opowiadano o mocy modlitwy dominikanina. Bliźniacy odzyskali wzrok, co skrzętnie zanotował i opisał lektor Stanisław w „De vita et miraculis sancti Jacchonis” podając listę świadków – zakonników i radnych miejskich.

Innej natury cudem było to, że kościółka św. Idziego nie wyburzono, jak wiele, wiele innych. Kraków w XX wiek wchodził wynędzniały, rozpaczliwie biedny, więc tym bardziej głodny modernizacji. Planowano tramwaj na Grodzkiej, a zaniedbane zabudowania, położone na winklu, przeszkadzały. Cudem więc się św. Idzi uratował by teraz opowiadać nam różne cudowne historie.

Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.