Marcin Jop: #Pokój_Analiz
#Raport_z_Ukrainy!

Dziś mamy 27 czerwca 2023 roku, trwa rosyjska agresja na Ukrainę.

„Czekając na zmiany”

Trwające kilka dni milczenie po raz kolejny pozwoliło mi spokojnie i z uwagą przyjrzeć się biegowi wydarzeń. No i przede wszystkim uniknąć dyskusji na temat prigożynowej hucpy, o której można teraz już powiedzieć coś na spokojnie i bez emocji. Zatem?

Oczywiście nadal nie mam zielonego pojęcia o co chodziło w tej groteskowej próbie quasi puczu i mówiąc szczerze zupełnie nie dbam o to, czy Prigożyn poleciał tam, czy siam, a jego działania zostały poparte przez ten, czy tamten pułk rosyjskich sił zbrojnych. W którymś z komentarzy zwróciłem uwagę, że to, co zaczęło się w ciągu paru godzin – w parę godzin może sie zakończyć i ostatecznie tak się właśnie stało. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę na jedną rzecz, która wydaje mi się szczególnie istotna w całej tej imprezie – we wszystkich filmach i filmikach z udziałem prigożynowych wojaków uderzył mnie absolutny brak emocji przechodniów. Jak to zwykle w Rosji bywa matuszki i babuszki wyszły do żołnierzy z kanapkami i czajem, a ludzie niespecjalnie przejmowali się obecnością uzbrojonych żołnierzy. To najnormalniejsze na świecie – chciałoby sie rzec – patrząc także na zajęcie bez jakiegokolwiek oporu Rostowa nad Donem, czyli de facto miejsca postoju sztabu Grupy Armii/Frontu. Pomijam tutaj brak nieznaną w gruncie rzeczy siłę bojową najemników, ale sztabu tego broni zazwyczaj batalion zabezpieczenia, o innych umundurowanych i uzbrojonych formacjach wojskowych z logistyki, czy warsztatów nie wspominając. Walki nikt nie podjął i ludzie Prigożyna robili co chcieli i jak chcieli. Te dwa z pozoru nieistotne detale pokazują rzecz kluczową, czyli siłę rosyjskiego reżimu – nikt w istocie nie przejął się losem państwa, którego jest częścią, a mówiąc wprost – wszystkim dosłownie „wisiało i powiewało”, kto aktualnie sprawuje władzę. Taki już los dyktatorów, którzy nie radzą sobie z rzeczywistością i ciut sie na swych złotych tronach zasiedzieli – władają przecież wyłącznie dzięki mocy posiadanego autorytetu, a tenże im bardziej jest budowany z propagandowego lepiszcza, tym bardziej staje się pustym frazesem. Wiele mówi sie o kompromitacji Putina i jego reżimu i ja się zgadzam z tym, że Kreml słabo panuje nad sytuacją, a ów przedziwny kompromis, którego byliśmy świadkami jawi sie jako doskonałe odbicie rosyjskiej codzienności, pełnej kompromisów na każdym możliwym szczeblu, włącznie z trwaniem w stanie ni to wojny, ni to pokoju. Natomiast nie ukrywam, że jest mi absolutnie wszystko jedno, czy u władzy pozostaje Putin i jego ekipa, czy może za chwile pojawi sie nowa ekipa. W tamtejszej rzeczywistości kleptokracja pozostanie kleptokracją, a Putina zastąpić może jedynie lustrzane odbicie poprzednika – szowinista i autokrata z gębą pełną populizmu i szowinizmu. zatem, czy robi to światu jakąś różnicę? Nie sądzę, by tak było.

Zamykając temat „przewrotu” wypada wrócić do narracji opisującej przebieg walk. Do jedynych wartych odnotowania wydarzeń doszło w rejonie Wełykiej Nowosiłki, gdzie ukraińska 31 Brygada Zmechanizowana ostatecznie zdołała 26 czerwca zająć Riwnopił i ściąć występ we froncie. Nie powiodły sie natomiast ataki na Staromajorskie i Urożajne. Rosjanie wzmocnili swe siły w tym rejonie rzucając do akcji 136 Gw. Brygadę Strz. Zmot. i szereg innych małych jednostek, co ustabilizowało sytuację. Tutaj dochodzimy do meritum – po upadku Riwnopiła czekałem 24 godziny na reakcję ukraińskiego dowództwa i się jej nie doczekałem. natomiast odnotowałem aktywność rosyjskich jednostek i w zasadzie prawidłowe decyzje o wsparciu osłabionej I linii przez rezerwy.

Od dawna wiemy, że wielkim problemem obu stron jest słaba praca sztabów. Oczywiście dzieje sie tak z różnych powodów dla obu walczących stron, jednak w przypadku Rosjan posiadanie szczebla dywizji/korpusu jest czynnikiem, który ma kolosalny i trudny do przecenienia wpływ na przebieg walk, gdyż próżno wyglądać tego szczebla dowodzenia operacyjnego po stronie ukraińskiej. Zatem 26 czerwca był dniem, kiedy kolejny raz dowództwo ukraińskie nie podołało utrzymaniu tempa działań i spóźniło się w podejmowaniu decyzji, czego konsekwencją było zahamowanie dobrze zapowiadającego się natarcia przez rosyjskie rezerwy, które dotarły na front znacznie przed ukraińskimi. Generalnie czas podejmowania decyzji po stronie ukraińskiej jest tak długi, że zastanawiam się na poważnie, czy aby nie jest tak, że decyzje o znaczeniu operacyjnym nie są podejmowane w Kijowie, zamiast bezpośredniego zaplecza aktywnego odcinka działań. Wielka szkoda, gdyby tak faktycznie się działo, bo w konsekwencji takiego sposobu kierowania działaniami niemożliwym jest podejmowanie decyzji w czasie rzeczywistym, co oznacza znikomy wpływ dowodzenia w skali operacyjnej na aktualny bieg zdarzeń. W ciągu minionych dni dwukrotnie żołnierze ukraińscy zdołali wyrąbać sobie drogę przez rosyjskie pozycje obronne i mocno zachwiać całym systemem obrony, ale dwukrotnie nie udało się wykorzystać tego sukcesu. Zamiast zatem rolowania pozycji obronnych i zaskakujących manewrów na flanki i tyły broniących się oddziałów rosyjskich mamy jedynie kosztowne frontalne ataki, które kończą się pewnymi sukcesami terenowymi, ale nie prowadzą do oczekiwanego przełomu – tym bardziej, że jak zauważyłem wcześniej Rosjanie jednak operatywniej kierują swymi wojskami i wciąż są w stanie zatykać z takim mozołem wybijane dziury we froncie. Co arcyważne – robią to posiadanymi „pod ręką” lokalnymi rezerwami nadal utrzymując na zapleczu nietknięte wielkie formacje rezerwowe, skupione dookoła przynajmniej dwóch sztabów armii – 1 Gw. Armii Pancernej i 8 Armii Ogólnowojskowej. Tak długo zatem, jak dowództwo ukraińskie nie zrewiduje swego systemu dowodzenia (zwłaszcza w skali operacyjnej), będzie mu bardzo trudno wpłynąć na ogólna sytuację na Południowo-Wschodnim Teatrze Działań.

Dorzucam szkic sytuacyjny obejmujący ostatnie 48 godzin w rejonie Wełykiej Nowosiłki.

Zapraszam do lektury i dyskusji na temat biegu zdarzeń. Zachęcam także do wspierania Autora niniejszego postu poprzez buycoffee.to/marcin_jop