Marcin Jop: #Pokój_Analiz
#Raport_z_Ukrainy!

Dziś 30 września 2022 roku, trwa rosyjska agresja na Ukrainę.

Za nami sporo wydarzeń politycznych – choć waga ich w istocie jest niewielka, są mocno dyskutowane w mediach, a przebieg działań wojennych zszedł dziś nieco na plan dalszy. My jednak przegląd wydarzeń rozpozczniemy właśnie od próby usytowania w terenie linii frontu.
Oczywiście najaktywniejszym rejonem walk pozostaje okolica miasta Łymań, do którego z trzech stron zbliżają się siły ukraińskie nie bez intencji całkowitego wyparcia okupanta z rejonu obecnych walk. Po opanowaniu Jampiła, Drobyszewa, Myrnego i Jampiłki w rękach Rosjan pozostaje już tylko sam Łymań i Zariczne. W normalnych okolicznościach powiedziałbym, że wobec takiego obrotu sytuacji rosyjskie jednostki wycofają się i z tego miejsca w ciągu najdalej 48 godzin, ale nie jedno już na tej wojnie widziałem i nie zdziwię się, jeśli z jakichś powodów rosyjskie dowództwo postanowi inaczej. W każdym razie to już ostatni dzwonek na ewakuację – Łymań i Zariczne nie są jeszcze okrążone, ale jest to kwestia najbliższych godzin.
Dotychczasowy przebieg walk nad Dońcem Siewierskim i Oskołem nie wskazuje na wolę uporczywego utrzymywania pozycji przez siły rosyjskie, które raczej starają się opóźnieć postępy czterech aktualnie zaangażowanych w operację zaczepną ukraińskich brygad. Jedynym miejscem, gdzie Rosjanie faktycznie stawiają twardy opór, są przedpola Borowej i tutaj postępy oddziałów ukraińskich wyraźnie zwolniły. W każdym razie, na całym obszarze nie dochodzi do ostrych starć, a pozbawione wsparcia licznej artylerii oddziały rosyjskie łatwo oddają teren.

Nadal pasywnie na Zaporożu, jedynie nad Ingulcem, na froncie chersońskim oddziały ukraińskie podjęły kolejną próbą opanowania Bruskynskiego i Szczastływego. Rosjanie odpowiedzieli kontratakiem sił zmechanizowanych na Bezimienne, ale jak dotychczas rezultat walk pozostaje niestety nieznany. Rosyjska artyleria i siły powietrzne zwielokrotniły wysiłki mające na celu sparaliżowanie ruchu na trasach dowozu zaopatrzenia na ukraiński przyczółek na Ingulcu. Nie sądzę, by chodziło o poważniejszy zwrot zaczepny Rosjan – raczej, usiłuja sparaliżowac ewentualne ukraińskie próby rotowania wojskami, lub przygotowania kolejnego ataku.

W wielkiej polityce natomiast, tak zwana „aneksja” terytoriów Ukrainy przez Rosję na mocy prezydenckich dekretów, poza kolejną w moich oczach kompromitacją obrazu Putina, jako „Silnorękiego” nic nie wnosi. Osobiście stoję na straży poglądu, że cała heca z „referendum” przeznaczona była wyłącznie na użytek wewnętrzny – miała w założeniu być namaclanym dowodem sukcesów operacji wojskowych rosyjskich sił zbrojnych. W rzeczywistości, odbieram to jako przejaw słabości i partactwa. Tak – partactwa, gdyż wobec niemalże zespolenia się medialnego mobilizacji 300 000 Rosjan, referendum i aneksji ma się do czynienia z syndromem oblężonej twierdzy, przypominajacym położenie cesarskich Niemiec w końcu października 1918 roku, a nie zwycięskiego mocarstwa dyktującego nowy porządek świata. Myślę, że tak to widzi przede wszystkim spora część Rosjan. Jedni oczywiście będą przeklinać ów dzień w którym ujrzeli znak „Z” wraz z którym w niebyt odeszły macDonaldsy, inni nadal szukac będą w związku z wojną szansy na wyjście z finansowego niebytu dzięki pensji kontraktowego żołnierza wzmocnionej deputatem w postaci węgla, lub nawet żywego barana. Taki to już kraj…

Pozostaje oczywiście wciąż w mediach (o zgrozo!!!) podnoszona kwestia możliwości uzycia przez Rosje broni jądrowej w wymiarze taktycznym. Nie chcę wyjść publicznie na wijącego sie niezłomnie piskorza, ale nie umiem jednoznacznie stwierdzić, że Rosja użyje bądź nie użyje swej broni nuklearnej. Oczywiście, prosta analiza sytuacji wskazuje, że:

– Putin to człowiek popełniający masę błędów, ale nie psychopata.

– Uderzenie pojedynczymi głowicami taktycznymi małej mocy niesie duże ryzyko przechwycenia części pocisków przez sprawna jak dotychczas ukraińską obronę plot, co skończy sie blamażem.

– Niewielką zdolność do wykorzystania rezultatów użycia broni jądrowej przez wojska naziemne, o ile w ogóle sa one zdolne przebywać na skażonym radioaktywnie terenie.

– Bezsens próby porażenia głowicami jądrowymi dużych aglomeracji miejskich, co oznaczało by całkowitą i definitywną polityczną i ekonomiczną izolację.- Realna groźba amerykańskiej reakcji militarnej na jakikolwiek rodzaj nuklearnego ataku na jakikolwiek cel na terytorium Ukrainy. Tylko użycie sił konwencjonalnych USA doprowadzi w ciągu 48 godzin do niemal całkowitej likwidacji rosyjskiego potencjału morskiego i powietrznego, a także – jak przypuszczam – bardzo powazną redukcję zdolności bojowej wojsk lądowych. Tutaj robi się ciekawie – rozpracowanie przez siły powietrzne USA systemu obrony przeciwlotniczej Federacji Rosyjskiej uczyni ją całkowicie bezbronną wobec zagrożenia ze strony strategicznej broni jądrowej.

I co wtedy?

Jak widac Putin ma milion, lub niewiele mniej ważnych powodów, by broni jądrowej nie używać, ale skoro Adolf Hitler z własnej nieprzymuszonej woli w dniu 11 grudnia 1941 roku wypowiedział wojnę USA….

Mówiąc wprost – nie sądzę, by piguły z jodkiem potasu były potrzebne, ale nigdy nie można upierać się przy stuprocentowej racji, więc i ja tego robił nie będę.

Co najważniejsze, gdzieś w potoku wypowiedzi kluczowych polityków na temat nieuznania wyników referendów, deklaracji niepodległości i wreszcie aneksji uciekają nam naprawdę istotne sprawy – takie jak, rosnące trudności gospodarcze Rosji, fatalne przygotowanie mobilizacji, coraz bardziej widoczna w związku z nadzwyczajną sytuacją korupcja to coś, na co powinniśmy zwracać dużo baczniejszą uwagę. Nie chodzi rzecz jasna o możliwość upadku władzy Putina, bo w takie cuda absolutnie nie uwierzę, ale o prozaiczną stopniową utratę zdolności do dalszego prowadzenia wojny przez Federację Rosyjską.

Drogi Czytelniku, jesli ten artykuł przypadł ci do gustu – udostępnij go i postaw Autorowi kawę, link do kawomatu: buycoffee.to/marcin_jo