Od momentu rozpoczęcia sporu dot. aborcji kilka osób uciekło już z moich znajomych więc przestrzegam, jeśli macie ochotę, to uciekajcie teraz, bo to kolejny wpis na ten temat. Ostatni tylko do momentu, w którym nie uznam, że mam ochotę na napisanie kolejnego. Nikogo siłą nie trzymam, nikogo do czytania nie zmuszam. Zdaję sobie również sprawę z tego, że Facebook jest narzędziem niedoskonałym i zdecydowanie nie pomaga w rozwiązywaniu sporów, ale jeśli już jest, to nauczmy się z niego korzystać, albo nie korzystajmy wcale. Przeciwników ideologicznych zachęcam do usunięcia mojej osoby ze znajomych.

Tym razem wprost i bez niedomówień, bo jeśli już kolejny dzień toczymy ten spór, chcąc nie chcąc ustawiając się po jednej z dwóch strony barykady, to chciałbym sprecyzować jakiej ustawy oczekiwałbym od państwa polskiego. Każdego, kto się ze mną w jakiś sposób nie zgadza, bądź sugeruje rzeczy, których nie napisałem, czy ustawia mnie w takiej pozycji, która jest wygodna do przyjęcia jakieś tezy, będę od teraz odsyłał do tego wpisu.

Rozumiem emocje, rozumiem też, że współczesna cywilizacja hołduje przekonaniu, że nadrzędną wartością i największą zdobyczą naszego świata jest tzw. „wolność wyboru” i niektórzy zdają się wierzyć, że walczą tutaj o jakieś prawo do wybierania. Czy tak jest w istocie? Jeśli koniecznie chcemy mówić o tym, czy dokonujemy tu jakiegoś wyboru, to sprowadza się on do odpowiedzi na pytanie: – Czy bardziej zależy nam na ochronie prawa do życia, czy na ochronie prawa do zabijania? Odpowiedź na takie pytanie nie jest, wbrew niektórym, kwestią religijną. Bo niezgoda na zabijanie, zwłaszcza na zabijanie istot słabych, bezbronnych i pozbawionych prawa do obrony jest kwestią poziomu świadomości, nie kwestią wiary. Spór o aborcję jest sporem o wartości. Jest kwestią moralną, a nie polityczną, choć na siłę próbuje się tę sprawę upolityczniać. Winę za taki stan rzeczy ponoszą w równym stopniu nieudolni i tchórzliwi politycy, jak i media, które zamiast wziąć na siebie rolę nauczyciela, skupiają się na podgrzewaniu emocji i prowadzeniu jałowych sporów o to kto i za co ponosi winę.

Nowe prawo musi bezwzględnie skończyć z eugeniką i mordowaniem dzieci. Projekt Ordo Iuris dawał taką szansę, dlatego w komisjach należało dopracować ważne kwestie, z których najważniejszą jest ta, w której państwo bierze na siebie dużą część odpowiedzialności za domaganie się od rodziców heroizmu. Dziś większość osób zajmujących się opieką nad dziećmi niepełnosprawnymi pozostawionych jest samemu sobie. Nie ułatwia im się rehabilitacji, zmusza się ich do kupowania drogich leków, a do tego co chwilę natrafiają na różnego rodzaju bariery prawne i urzędnicze, które dodatkowo komplikują ich życie. Dlatego razem z ustawą zakazującą zabijania dzieci z powodu wad genetycznych umożliwiających samodzielne funkcjonowanie powinna iść formuła pomocy socjalnej i prawnej.

Nowe prawo musi uznać, że mordowanie dzieci z powodu wad genetycznych jest barbarzyństwem. Jednocześnie dobre prawo nie może zmuszać człowieka do świętości. Dlatego wszyscy ci, którzy decydują się nad opiekę nad dziećmi dotkniętymi wadami genetycznymi muszą mieć zapewnione wsparcie od państwa, np. w postaci trzykrotności średniej krajowej. Tacy rodzice i opiekunowie muszą mieć zapewnioną pomoc od państwa, w postaci darmowych leków, rehabilitacji i pomocy w sprawowaniu opieki nad dzieckiem niepełnosprawnym. Nie do 18 roku życia, ale zawsze. Taką szansą był projekt zgłoszony przez Ordo Iuris, pod którym podpisało się blisko pół miliona Polaków. Jedna z zaproponowanych poprawek w tym projekcie brzmi: „Organy administracji rządowej oraz samorządu terytorialnego, w zakresie swoich kompetencji określonych w przepisach szczególnych, są zobowiązane zapewnić pomoc materialną i opiekę dla rodzin wychowujących dzieci dotknięte ciężkim upośledzeniem albo chorobą zagrażającą ich życiu, jak również matkom oraz ich dzieciom, gdy zachodzi uzasadnione podejrzenie, że do poczęcia doszło w wyniku czynu zabronionego”.

Należało to dopracować, a PiS wycofał się z tego pomysłu i dziś zapowiada dalsze prace nad własną ustawą. Nie ma jednak żadnych podstaw, żeby pokładać nadzieję w to, że taki projekt powstanie, bo emocje tej sprawie towarzyszyć będą zawsze. Nie można od nich uciekać. Zniesieniu niewolnictwa również towarzyszyły skrajne emocje, ale jego zniesienie było dziejową koniecznością.

artur-ceyrowskiAutor: Artur Ceyrowski
Dziennikarz