No i walnęła papierem z dymisją, a potem napisała o tym w mediach społecznościowych. Na koniec, wyznała, że Tusk ją mobbował.
No to prawdziwa Dziewica Orleańska, trzy lata w rządzie wytrzymała.

Trzeba jednak jej oddać, że zrobiła wiele dobrego.

Przede wszystkim, przygotowała KPO i przepchnęła w Brukseli.
Do Polski, dzięki temu, popłynął strumień euro.
Była, jako minister ( pieprzyć feminatywy) kompetentna.

Jednak jej największym problemem, podobnie jak u Hołowni, były: narcyzm, egocentryzm, a ich wynikiem, nielojalność.

Nie raz bowiem, publicznie krytykowała działania rządu wywołując tym samym, sporą dezorientację wśród jego członków.
Jest czy nie jest w rządzie?
Bo zachowuje się jak polityk partii opozycyjnej.

Rząd koalicyjny to nie jest łatwa układanka.

Wymaga od partii ją tworzących i polityków, sporo kompromisu.
Rezygnacji z własnych pomysłów.
A czasami, nawet ambicji.

Praca w rządzie, to gra drużynowa.

Wymaga współpracy i lojalności wobec kapitana drużyny i innych jej zawodników.
A z tym, Pełczyńska miała ogromny problem.
Marzyła się jej teka wicepremiera, choć po podziale, jej partyjka liczyła ledwie 15 szabli w Sejmie.
A jej notowania, szorowały po dnie.

I jeszcze te jej żale, że była mobbowana w rządzie, „w którym panowała kultura przemocowa”.

No to jak, walili się po gębie na posiedzeniach rządu?
Nie dawali jej ciastek i owoców na naradach u Tuska?
A może, Tusk kazał jej haratać w gałę?

Spuśćmy na nią kurtynę milczenia.
Baba z wozu, koniom lżej.
#pełczyńskanałęcz #dymisja #rząd #Tusk #Polska2050