Nie Sinn Fein tylko Sinus FRONTALIS. Czyli zatoka czołowa. Ta we łbie z przodu. Albo nawet dwie. Są też szczękowe i jeszcze jakieś.
Pierwszy raz na zatoki wylądowałem w szpitalu na Załężu. Miałem 10 lat i był rok 1965. Robiono mi punkcję strzykawą, brr a zakonnice jak byłem niegrzeczny ściągały mi spodnie od pidżamy… Żebym nie wychodził spod kołdry.
Na zatoki byłem chory od zawsze. Może to skutek chodzenia bez czapki w zimie?
Koledzy w szkołach dokuczali, że co to za facet, który się ociepla i nie jest gieroj. Przesileniem był rok 1998, kiedy to zrobiono mi, wiercąc otwór w czaszce, Punkcję Becka. Usuwano tak polip wielkości sporej.
Chyba nie chodziło jednak o przedwojennego ministra… Co do ministrów to z pewnym ministrem lewicy połączyły mnie właśnie chore zatoki. Zaproponowałem mu, aby stworzyć właśnie Partie Sinus FRONTALIS. Na to schorzenie, którego nie widać cierpi 2 mln rodaków.
Wcale spory elektorat. Partia jednak nie powstała. Ja założyłem za to POLSKA PARTIA ROWEROWA. No i w dzień oraz w noc mam na głowie czapki albo opaski. Jak jakiś starozakonny…
A jakie postulaty miałaby Sinus FRONTALIS? Zatoka nad ciepłym morzem dla każdego!
Pyrek Ludkowie! Zew

Zostaw komentarz