Jak mówią czasem lepiej milczeć niż odezwać się rozwiewając w ten sposób wszelkie wątpliwości…

Paweł Wojtunik, absolwent Uniwersytetu w Białymstoku (prawo), policjant od 1992 (oznacza to, że studiował w mundurze), szef CBA za rządów PO (październik 2009 – listopad 2015) najwyraźniej nie zna tego powiedzenia.

Dowodem jest wywiad, jaki zamieściła piątkowa GazWyb.

Fragmenty:

Ale Falenta współpracował wtedy z ABW, CBŚ i CBA. Czy zatem służby mogły rzetelnie wyjaśnić, skąd są mocodawcy biznesmena?

– Pytacie, czy mogliśmy odkryć spisek, o którym w ostatnich listach do prezydenta Dudy, premiera Morawieckiego i prezesa Kaczyńskiego pisze Falenta? Spisek antyrządowy w instytucjach państwowych?

A pan odpowiada, że…

–…że teraz Falenta wymienia w liście do Dudy funkcjonariuszy ABW i CBA, którzy wcześniej byli związani z PiS, a dziś też są związani z PiS, więc PiS powinien to wyjaśnić.

Zgoda, teraz. Ale my pytamy o funkcjonariuszy delegatury wrocławskiej CBA w czasach, gdy pan rządził Biurem.

– I?

Czy przed czerwcem 2014 r., kiedy wybuchła afera podsłuchowa, pan o tym wiedział?

– Nie. O istnieniu Marka Falenty dowiedziałem się po wybuchu afery.

Bo jako szef CBA nie musiał pan znać wszystkich osób współpracujących z Biurem?

– Nie powiedziałem, że Falenta współpracował z CBA. I nie powiem, bo złamałbym zasady pracy służb.

Falenta w liście do Kaczyńskiego twierdzi, że nagrania z podsłuchów wprowadzono do systemu operacyjnego CBA. I że brał w tym udział dziennikarz Cezary Gmyz.

– Po wybuchu afery przeprowadziłem kontrolę i nie znalazłem w CBA żadnej informacji o podsłuchach, żadnego nagrania. Wtedy nie było jakiejkolwiek poszlaki, by któryś z funkcjonariuszy, których teraz się wymienia w kontekście współpracy z Falentą, brał udział w procederze podsłuchiwania.

http://wyborcza.pl/7,75398,24942717,wojtunik-o-podsluchach-i-spisku-sluzb-widac-desperacje-by.html

Szczególnie ważna jest ostatnia wypowiedź Wojtunika.

W CBA nie odnaleziono śladu nagrań, choć wg Falenty właśnie Biuro uczestniczyło w nielegalnym procederze.

Ba, rzekomo dysponowało całością materiału.

Nadmieniam, że cały pozyskany materiał został przekazany CBA. Jestem gotowy przekazać kolejną kopię wszystkich nagrań. Wiele z nich nie zostało upublicznione wśród nich nagranie pomiędzy Premierem Mateuszem Morawieckim a Zbigniewem Jagiełłą Prezesem Banku PKO BP.

https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/marek-falenta-napisal-list-do-andrzeja-dudy-cala-tresc-listu-do-prezydenta,944752.html

Jakim trzeba być „fachowcem”, by nie wykryć śladu po takich materiałach? Przecież nie mówimy tutaj o parominutowych klipach, ale o solidnych, wymagających wielu miesięcy zaangażowania nagraniach?

Trudno jednak przypuszczać, że śladów szukał sam Wojtunik.

W sprawie byli zaangażowani fachowcy, i to raczej dobrzy.

To zaś oznacza, że Falenta wymyślił kolejną bajeczkę.

Albo uznamy, że wszyscy technicy w służbach RP byli zaprzysięgłymi sPiSkowcami, co jednak wyraźnie zahacza o ostre stadium paranoi.

Być może w ten sposób Falenta chroni swoje życie przed zemstą tych, których zdemaskował.

Miał pan wolną rękę, by zwolnić funkcjonariuszy, którzy wydawali się bardziej lojalni wobec PiS niż wobec państwa.

– Co znaczy „zwolnić”? Nie robiłem czystek na podstawie poglądów funkcjonariuszy. Są określone przypadki, kiedy funkcjonariusza można zwolnić. Dokonałem dosyć głębokich zmian w Biurze na stanowiskach kierowniczych. Robiłem wszystko, by wprowadzić tę instytucję na tory apolityczne, bo została skrajnie upolityczniona. I chciałem zatamować przecieki, bo z Biura ciekło jak z durszlaka. Przecieki z afery hazardowej publikował Gmyz, ale nie można było rozwiązać całej delegatury bez poważnych powodów. Wtedy ich nie było.

Teraz już wiadomo, że we wrocławskim CBA w porozumieniu z Falentą działała grupa, której celem było obalenie ówczesnej władzy.

– Nie da się tego wykluczyć.

Tajna operacja wewnątrz Biura, o której pan nie wiedział? Falenta teraz twierdzi, że uczestniczył razem z agentami CBA z Wrocławia i agentami ABW z Katowic w operacji koordynowanej z Nowogrodzkiej przez skarbnika PiS Stanisława Kostrzewskiego. „Poprosili mnie, żebym przekazał im ten materiał, który pozyskałem, i poprosili o kontynuację tej operacji, co wykonałem, i jest to dokładnie opisane w raportach CBA” – napisał Falenta do Kaczyńskiego.

– Niestety, jest możliwe, że w CBA byli funkcjonariusze bardziej lojalni wobec partii niż państwa polskiego. Tak jak jest możliwe, że funkcjonariusze policji współpracują z przestępcami.

http://wyborcza.pl/7,75398,24942717,wojtunik-o-podsluchach-i-spisku-sluzb-widac-desperacje-by.html

 

Ciekawa koncepcja. Przecież ani jedno nagranie nie ujawniło tajemnicy państwowej, które to nawet teoretycznie mogłoby zagrozić Państwu Polskiemu.

Wg Pawła Wojtunika lojalność wobec Polski nakazywała, by np. słowa Bartłomieja Sienkiewicza (słynne chuj, dupa i kamieni kupa) nigdy nie ujrzały światła dziennego.

Tak, by POlitycy mogli nadal udawać przed kamerami zatroskanych o los Ojczyzny intelektualistów.

Dlaczego przed wyborami w 2015 r. służby nie wiedziały, że Falenta spotykał się ze skarbnikiem PiS, że chodził na Nowogrodzką?

– O spotkaniach z Kostrzewskim i chodzeniu na Nowogrodzką dowiedziałem się z ostatnich publikacji medialnych w ostatnich dniach.

Jasne, CBA się tą sprawą nie zajmowało. Ale dlaczego policja, prokuratura, ABW na to nie wpadły? Przez np. analizę billingów, lokalizację telefonu Falenty, maile?

– Nie wiem, czy prokuratura i ABW to sprawdzały. Proszę ich pytać.

(ibid.)

Wytłumaczenie powyższego jest banalnie proste. W 2014 roku służby były postawione w stan najwyższej gotowości i robiły wszystko, aby cokolwiek znaleźć.

Gdyby istniała choćby najmniejsza poszlaka pozwalająca na powiązanie podsłuchów z PiS ówczesna TVP, bedąca przecież całkowicie w rękach POPSL, Polsat, TVN, GazWyb, Newsweek i 95% innych mediów od wczesnego rana do późnej nocy międliłyby jeden temat – pisowski zamach stanu. Po prostu sPiSek.

O tym, że za wszelką cenę szukano choćby cienia sukcesu świadczy kolejna wypowiedź emerytowanego funkcjonariusza Wojtunika.

…. Zapakowaliśmy te płyty w kopertę i w trybie pilnym przekazaliśmy prokuraturze z informacją – co podkreślam – że zostały przejęte w ramach działań operacyjnych, czyli nie wolno ich upubliczniać, a już na pewno bez naszej zgody, bo to niosło zagrożenie dla życia i zdrowia osób, które nam przy tym pomagały. I wskazaliśmy, że mamy możliwości kontynuowania operacji.

Czyli że możecie mieć kolejne nagrania z Sowy?

– Tak. Poinformowałem o tym też szefa ABW, to była ich sprawa. I – o zgrozo – prokuratura ujawniła istnienie tych nagrań! Pamiętam tę awanturę. Było posiedzenie sejmowej komisji służb specjalnych o aferze podsłuchowej. Powiedziałem wtedy to co teraz: że to nie moje kompetencje, że się wyłączyłem, poinformowałem o procedurach kontrolnych i że nie było taśm w Biurze. Posłowie z różnych opcji stwierdzili, że nie mają żadnych wątpliwości co do działań CBA. Po mnie weszli prokuratorzy, przywitałem się nawet z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem. I wtedy prokuratorzy ogłosili: mamy 11 nowych nagrań, które dostaliśmy od CBA. Poinformowali o tym komisję oraz media. Wybuchł skandal.

(ibid.)

Przypominam, że chodzi o działania dobrej i apolitycznej prokuratury pod wodzą Andrzeja Seremeta.

Prokuratura Seremeta storpedowała własne śledztwo?

– Nie wiem, czy całe śledztwo. Raczej nie. Ale z pewnością prokuratura odcięła sobie możliwość pozyskania nowego materiału dowodowego z tajnego źródła. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego prokuratura z taką zawziętością toczyła ze mną wojnę w tej sprawie.

Hipotezę jakąś pan ma?

– Trzy: brak profesjonalizmu, zła wola, polityka.

Parasol nad Falentą?

– Nigdy nie spotkałem się z sytuacją, by prokuratura w sprawach kryminalnych, i to bardziej błahych, ujawniła materiał operacyjny wytworzony przez służby. Stało się coś skandalicznego, a później działanie prokuratury prowadziło do tego, by prokuratorzy, którzy ujawnili te informacje, nie ponieśli odpowiedzialności.

(ibid.)

Najwyraźniej zdaniem tropicielek z GazWyb w sPiSku brali udział również prokuratorzy. Seremeta nie wyłączając.

Gdyby przed wyborami parlamentarnymi w 2015 r. wyszło na jaw, że Falenta współpracował z PiS, to wynik wyborów mógłby być inny?

– Oczywiście, że tak. I dlatego opisane w listach przez Falentę fakty są bagatelizowane przez obecną władzę.

Służby decydują, kto wygra?

– Co ja mogę powiedzieć? Poprowadziłbym tę sprawę inaczej. (…)

Czyja to wina?

– W sprawę została zaangażowana ABW nadzorowana przez koordynatora służb. Wtedy był nim szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz.

(ibid,)

.

Mamy zatem winnego. Bartłomiej Sienkiewicz (ten od spalonej budki na terenie ambasady Federacji Rosyjskiej w 2013 r.) jest winien, choć nieświadomie.

Śmieszy, gdyż obnaża mizerność umysłu Wojtunika użycie słowa „fakty” pod adresem niesprawdzonych twierdzeń Falenty.

Jak ktoś o mentalności baby z magla, która „faktami” nazywa zasłyszane ploty mógł stać na czele służby mającej wyplenić korupcję w Polsce?

Czego dowodzi powyższy wywiad?

Otóż tzw. oPOzycja, a naprawdę ludzie odsunięci od koryta, tak bowiem pojmowali sprawowanie władzy, mimo przegranych kolejnych wyborów niczego nie pojmują.

W 2015 roku społeczeństwem wcale nie wstrząsnął fakt nagrania ówczesnych bonzów.

Najważniejsza była treść nagrań.

To, co naprawdę myślą o Polsce i Polakach wodzusiowie z PO.

Wątpię, czy wynik wyborów 2015 r. byłby inny, gdyby nawet okazało się, że Jarosław Kaczyński osobiście zakładał mikrofony podsłuchowe w restauracji Sowa i Przyjaciele.

Nie jest ważne bowiem kto nagrywał, ale – co nagrał.

Nie jest ważny fakt podsłuchu, ale treść rozmów.

PO przegrało wybory, bo społeczeństwo zrozumiało, że wszystkie te Tuski, Sienkiewicze, Sikorskie i inne Bieńkowskie gardzą nim.

POgarda, jawnie okazywana wtedy, gdy wodzusiom wydawało się, że nikt ich nie słyszy wstrząsnęła Narodem.

Podobnym wstrząsem byłby piątkowy wywiad z Wojtunikiem, gdyby był opublikowany w 2015 roku.

Ogrom niekompetencji, szczególnie niezależnej prokuratury, wali z niego po oczach.

POPSL to nie tylko politycy w krótkich spodenkach, ale i tzw. służby, którym spod majtek wystają pampersy.

A już szef najważniejszej z nich dający się nagrać amatorom jest po prostu żałosny.

Strach się bać co byłoby, gdyby ci nieudacznicy rządzili dalej.

28.06 2019