Są obrazy, które nie tylko opowiadają historię, lecz także przypominają narodowi, kim był i na co go stać. „Hołd pruski” i „Hołd ruski” Jana Matejki prowadzą nas do czasów wielkości Rzeczypospolitej i zwycięstwa pod Kłuszynem.
Zapraszam Państwa dzisiaj na małą podróż. Nie będzie potrzebny bilet ani walizka. Wystarczy kilka minut uważnego czytania. Będzie to podróż przez słowa, wspomnienia, miejsca i obrazy, które być może okażą się Państwu zaskakująco bliskie.
Chciałabym opowiedzieć o poezji Elżbiety Chojnowskiej, a przede wszystkim o tym, dlaczego niektóre jej wiersze zostają w człowieku na dłużej. Tym razem jednak punktem wyjścia będzie historia — zapisana nie tylko słowami, lecz również na płótnie.
Historia zapisana piórem, pędzlem i batutą
Polska historia utrwalana jest piórem, czcionką drukarską, pędzlem i batutą. Im silniej porusza serca i przemawia do narodowej wyobraźni, tym wspanialsze przybiera szaty w literaturze, malarstwie i muzyce.
Nasze dzieje aż nazbyt często naznaczone były cierpieniem, klęską i utratą. Nie brakuje w nich jednak również kart chwały, wielkich zwycięstw i chwil, w których Rzeczpospolita ukazywała swoją siłę i znaczenie.
To właśnie te wydarzenia zasługują na pamięć. Są świadectwem dawnych dokonań naszych przodków i powinny być przekazywane kolejnym pokoleniom.
W tym miejscu muszę wyjawić przyczynę powstania tego felietonu.
Przed kilkoma tygodniami usłyszałam w naszym radiu wspaniały głos Polaka, pana Mariana Rogowskiego — człowieka o potężnym umyśle historyczno-analitycznym i gorącego patrioty. Przedstawił on mało znaną wielu Polakom datę 13 czerwca 1611 roku — dzień, w którym Rzeczpospolita po długim oblężeniu zdobyła Smoleńsk, jedną z najważniejszych twierdz na wschodnich rubieżach państwa.
Był to niezwykle ważny moment wojny z Moskwą. Zdobycie Smoleńska umocniło pozycję Rzeczypospolitej i stało się jednym z najważniejszych sukcesów militarnych tamtego okresu.
Podczas słuchania wystąpienia pana Rogowskiego pojawiło się we mnie — i zapewne nie tylko we mnie — uczucie dumy, wzruszenia i wdzięczności. Był to wykład, który spokojnie mógłby znaleźć się na uniwersyteckim podium.
Podejrzewam, że dla wielu słuchaczy była to nowość.
Dla mnie nie.
Nie znałam tej historii z podręczników szkolnych, lecz z opowieści mojej wspaniałej Mamy, która doskonale znała tę część polskich dziejów, przez lata niezbyt chętnie eksponowaną w PRL.
Właśnie wystąpienie pana Rogowskiego zainspirowało mnie do napisania kilku słów, których tłem będzie świadectwo wielkości i chwały naszych przodków — utrwalone na płótnie i przekazane nam ku pamięci przyszłych pokoleń.
Matejko i pamięć o wielkiej Rzeczypospolitej
Tytuł mojego wystąpienia wskazuje na dwa dzieła, które łączy wspólna idea i cel: miały podnosić ducha narodu, który znalazł się w niełasce historii.
Myślę o dziełach wielkiego twórcy pędzla, Jana Matejki — syna Czecha i Niemki, którego serce po brzegi wypełniała miłość do Polski, kraju, którego symbolem jest biały orzeł z koroną.
Dla Matejki ojczyzna nad Wisłą stała się najwyższą miarą wartości człowieka, jego godności i obowiązku wobec narodu.
Całe swoje życie i twórczość związał z Krakowem. Podróżował również po Europie, studiując sztukę i poznając jej najważniejsze ośrodki, między innymi Monachium, Wiedeń, Paryż, Pragę, Budapeszt, Włochy i Stambuł.
Niewielu spośród wielkich artystów pozostawiło po sobie tak wiele dowodów umiłowania Polski jak Jan Matejko.
W swoich obrazach utrwalał burzliwe dzieje kraju, z którym związał całe życie.
Dziś chciałabym zatrzymać się przy dwóch jego dziełach: „Hołdzie pruskim” i „Hołdzie ruskim”.
Obie wielkie kompozycje historyczne były świadectwem głębokiego patriotyzmu artysty. Aby jednak właściwie je odczytać, trzeba pamiętać o epoce, w której powstały.
Były to czasy zaborów, po klęskach powstań listopadowego i styczniowego. Polski nie było wówczas na mapie Europy.
Matejko nie chciał jednak pozwolić, aby Polacy zapomnieli, że ich państwo miało własną wielką historię, tradycję państwową i momenty, w których potrafiło zwyciężać nawet największych przeciwników.
„Hołd pruski” — triumf Rzeczypospolitej
„Hołd pruski” przedstawia wydarzenie z 10 kwietnia 1525 roku. Wtedy to Albrecht Hohenzollern, ostatni wielki mistrz zakonu krzyżackiego w Prusach, a następnie pierwszy książę Prus, złożył hołd lenny królowi Zygmuntowi I Staremu.
Albrecht był siostrzeńcem polskiego króla — jego matka, Zofia Jagiellonka, była siostrą Zygmunta I Starego.
Matejko namalował obraz w 1882 roku. Przedstawił historyczne wydarzenie, które odbyło się na Rynku Głównym w Krakowie, przed południową stroną Sukiennic.
Książę Prus klęczy przed polskim królem i składa mu hołd, uznając jego zwierzchność.
„Hołd pruski” jest prawdopodobnie dziełem znanym większości Polaków. Przez dziesięciolecia był obecny w polskim muzealnictwie, publikacjach i edukacji historycznej.
Jego symbolika była łatwa do odczytania: przedstawiciel potężnego rodu Hohenzollernów klęczy przed polskim królem. Rzeczpospolita jest silna. Polska zwycięża.
Ale Matejko pozostawił nam także drugi obraz — znacznie mniej obecny w powszechnej świadomości.
„Hołd ruski” — car przed polskim królem
Drugim dziełem o ogromnym ciężarze historycznym jest scena hołdu Szujskich przed Zygmuntem III Wazą.
Matejko powracał do tego tematu wielokrotnie. Interesował się wydarzeniem, w którym Stanisław Żółkiewski przyprowadził przed polskiego króla zdetronizowanego cara moskiewskiego Wasyla IV Szujskiego oraz jego braci — Dymitra i Iwana.
Kulminacja tego wydarzenia nastąpiła 29 października 1611 roku na Zamku Królewskim w Warszawie.
A teraz zapraszam Państwa — słuchaczy naszego radia i czytelników polonijnej prasy — na spotkanie oko w oko z tamtymi ludźmi i tamtą atmosferą.
Niech będzie to swoista „lekcja historii” dla potomków tych, którzy byli świadkami tamtych wydarzeń.
Warszawa, 29 października 1611 roku
Jest 29 października 1611 roku.
Warszawa.
Przed oblicze króla Zygmunta III Wazy hetman wielki koronny Stanisław Żółkiewski przyprowadza trzech przedstawicieli moskiewskiej dynastii Szujskich: zdetronizowanego cara Wasyla IV Szujskiego oraz jego braci — Dymitra i Iwana.
Wydarzenie odbywa się w obecności senatorów, dworu królewskiego i zgromadzonej szlachty — przedstawicieli ówczesnej Rzeczypospolitej.
Pokonany car składa hołd polskiemu królowi.
Był to symboliczny obraz triumfu Rzeczypospolitej.
A za tym triumfem stało zwycięstwo pod Kłuszynem.
4 lipca 1610 roku wojska dowodzone przez Stanisława Żółkiewskiego rozbiły pod Kłuszynem znacznie liczniejsze siły moskiewsko-szwedzkie. Zwycięstwo otworzyło wojskom Rzeczypospolitej drogę do Moskwy.
W kolejnych miesiącach polskie wojska wkroczyły do stolicy państwa moskiewskiego, a sytuacja polityczna doprowadziła do detronizacji Wasyla IV Szujskiego.
Co mógł powiedzieć Żółkiewski?
Przenieśmy się teraz w czasie i wsłuchajmy w relację z tego wydarzenia.
Nie jest to stenogram ani dosłowny zapis przemówienia. To literacka rekonstrukcja — wyobrażona oracja inspirowana atmosferą i znaczeniem wydarzeń z 1611 roku.
Tak oto mogłaby brzmieć przemowa hetmana:
„Miłościwi Panowie Bracia!
Bywało siła triumfów, bywało za przodków naszych siła zwycięstw, ale hospodara moskiewskiego tu stawić, głowę i rząd państwa jego przed Majestatem Króla Jegomości przyprowadzić — toć rzecz niepospolita!
Azaliż mało to, iż wojsko moskiewskie, tak mnogie i potężne, pod Kłuszynem przed garścią naszego rycerstwa legło? Azaliż mało to, iż Moskwa sama bramy swe przed chorągwiami Rzeczypospolitej otworzyć musiała?
Niechaj tedy sława tego czynu po wszytkim świecie idzie, iż polski oręż nie liczby się lęka, ni potęgi nieprzyjacielskiej, jeno męstwem a sercem zwycięża.
Oto dziś sam car moskiewski przed Królem Jegomością stoi! Niechże potomne wieki wiedzą, jako wielką jest sława Rzeczypospolitej, gdy jej rycerstwo ku obronie Ojczyzny miecz swój podniesie.
Bogu chwała za zwycięstwo, Królowi Jegomości za szczęśliwe panowanie, a rycerstwu naszemu — cześć i sława po wieczne czasy!”
To oczywiście moja wyimaginowana przemowa. Nie przypisuję tych słów hetmanowi. Są literacką próbą oddania atmosfery chwili, w której przed polskim królem stanęli przedstawiciele pokonanej dynastii moskiewskiej.
Ale właśnie ta scena prowadzi nas do obrazu Jana Matejki.
Żółkiewski czynem, Matejko pędzlem
Matejko powracał do tego wydarzenia przez całe życie.
Pierwsze przedstawienia związane z hołdem Szujskich powstały jeszcze w młodości artysty. Do tematu powrócił również w dojrzałym okresie swojej twórczości.
W 1892 roku, na krótko przed śmiercią, stworzył monumentalną kompozycję znaną jako „Hołd ruski”.
Był to czas, gdy Polski jako niepodległego państwa nie było już od niemal stu lat.
I oto polski malarz pokazuje swoim rodakom scenę, w której przedstawiciele potężnej dynastii moskiewskiej stają przed polskim królem.
Czy Matejko chciał w ten sposób powiedzieć swoim rodakom: „Patrzcie, Moskwa może być pokonana”?
Nie chcę wkładać artyście w usta słów, których nie wypowiedział.
Trudno jednak nie dostrzec symboliki tego obrazu.
Matejko nie malował historii wyłącznie po to, aby pokazać, co wydarzyło się przed wiekami. Jego obrazy miały przypominać Polakom, kim byli, co potrafili i jak wielka była niegdyś Rzeczpospolita.
W tym sensie „Hołd ruski” można odczytywać jako obraz pamięci i nadziei.
Naród pozbawiony państwa potrzebował bowiem nie tylko pamiętać swoje klęski. Potrzebował również pamiętać o zwycięstwach.
Zwłaszcza o tych, które pokazywały, że przeciwnik wydający się niezwyciężony może zostać pokonany.
Lekcja Kłuszyna
Dlatego historia Żółkiewskiego i obraz Matejki mają dla nas znaczenie wykraczające poza samą historię sztuki.
To lekcja dla każdego pokolenia.
Żeby Polak nigdy nie uwierzył, że jego przeciwnik jest z natury wszechmocny, a Polska z natury bezsilna.
Kłuszyn mówi bowiem coś bardzo prostego:
Moskwa może być potężna, ale nie jest niezwyciężona.
Żółkiewski pokazał to czynem.
Matejko — pędzlem.
I właśnie dlatego warto znać „Hołd ruski”. Warto pamiętać Kłuszyn. Warto wiedzieć, co wydarzyło się w Warszawie 29 października 1611 roku.
Nie po to, by żyć przeszłością.
Po to, by rozumieć własną historię.
Dlaczego o jednym hołdzie mówiło się głośniej?
Przez długie lata można było odnieść wrażenie, że spośród wielkich obrazów Jana Matejki szczególne miejsce w polskiej pamięci zajmuje „Hołd pruski”.
O „Hołdzie ruskim” mówiło się znacznie mniej.
Czy był to wynik świadomego przemilczania?
Tego nie należy stwierdzać bez odpowiednich źródeł. Sam fakt, że dzieło przez pewien czas było mniej eksponowane, nie jest jeszcze dowodem na istnienie odgórnej decyzji politycznej.
Warto natomiast przyjrzeć się historii obrazu i temu, jak kolejne epoki podchodziły do jego obecności w polskiej kulturze.
Jedno jest pewne: „Hołd ruski” przez długi czas nie zajmował w świadomości społecznej miejsca porównywalnego z „Hołdem pruskim”.
Po II wojnie światowej ten pierwszy obraz był szeroko obecny w muzeach, publikacjach i narracji historycznej. „Hołd ruski” pozostawał natomiast znacznie mniej obecny w przestrzeni publicznej.
Nie oznacza to jednak, że można każdą decyzję muzealną czy ocenę artystyczną tłumaczyć polityką.
Losy dzieł sztuki bywają bardziej skomplikowane.
Krytyka Matejki to nie polityka
Jan Matejko był artystą wielkim, ale — jak każdy wielki twórca — nie był wolny od krytyki.
Historyczka sztuki Maria Poprzęcka zwracała uwagę na charakterystyczny dla jego malarstwa sposób łączenia w jednym obrazie różnych wydarzeń i momentów historycznych.
Krytycy wskazywali między innymi na nadmierny patos, melodramatyzm, nagromadzenie postaci na jednym planie czy problemy z budowaniem iluzji przestrzeni.
To jednak ocena warsztatu artystycznego.
Nie należy automatycznie utożsamiać jej z odpowiedzią na pytanie, dlaczego konkretne dzieło było w pewnym okresie mniej eksponowane.
To są dwie różne kwestie.
Jedna dotyczy malarstwa Matejki i jego artystycznego języka.
Druga — losów jego obrazów oraz tego, jak kolejne pokolenia wybierały wydarzenia, które chciały szczególnie mocno obecne w swojej pamięci.
„Z kłódką na ustach”?
I tutaj wracamy do pytania, które stało się punktem wyjścia tego felietonu.
Dlaczego jedno wydarzenie — „Hołd pruski” — przez pokolenia tak mocno zakorzeniło się w narodowej pamięci, a drugie — „Hołd ruski” — choć przedstawione przez tego samego Matejkę, nie zajęło równie silnego miejsca w powszechnej świadomości?
Dlaczego o jednym hołdzie mówiło się głośno, a o drugim — znacznie ciszej?
Może dlatego, że każde pokolenie inaczej patrzy na własną historię.
Może dlatego, że jedne karty dziejów są wygodniejsze od innych.
A może dlatego, że czasem łatwiej jest pamiętać o zwycięstwie nad jednym sąsiadem niż o zwycięstwie nad drugim.
Niech każdy sam spróbuje znaleźć odpowiedź.
Ja chciałabym zakończyć ten przydługi felieton jedną nadzieją: abyśmy coraz częściej sięgali do własnej historii — również do tych jej rozdziałów, które przez lata były mniej obecne w naszej świadomości.
Bo naród, który zna swoje zwycięstwa, lepiej rozumie swoje klęski.
A naród, który zna własną historię, trudniej przekonać, że nigdy nie miał wielkich chwil.
Jan Matejko chciał przypomnieć Polakom ich historyczną podmiotowość, dawne zwycięstwa i momenty, w których państwa będące później zaborcami Polski same musiały uznać jej siłę.
„Hołd pruski” i „Hołd ruski” łączy więc coś więcej niż nazwisko autora.
Łączy je myśl, że pamięć o własnej historii może podnosić ducha narodu.
A słowa, obrazy i wspomnienia — nawet jeśli zapisano je przed wiekami — nie zawsze dają się rozwiać.
Czasem wystarczy tylko zdjąć kłódkę z ust.
I zacząć mówić.
Do usłyszenia wkrótce.
Zostaw komentarz