Byłam na bardzo nietypowym koncercie organowym. Grał mało znany w Polsce Włoch szukający doskonałości w różnych dziedzinach.
Kim jest Filippo Sorcinelli? Organista tytularny kliku katedr i absolwent Instytutu Pontyfikalnego Muzyki Sakralnej, kilkanaście lat temu uszył prymicyjny ornat dla kolegi. Spontaniczny gest, po którym został… krawcem papieży. Nic dziwnego, że znalazł uznanie w oczach innego perfekcjonisty – Benedykta XVI. Bo kształt artystyczny liturgicznych szat tworzonych przez Filippo wpisuje się w rygor odwiecznych zasad i wiedzę o ich symbolice.
Gdy pracował dla Watykanu powróciły wspomnienia z dzieciństwa. Dorastał w miasteczku Mondolfo, gdzie matka była sprzątaczką w kościele. „Zabierała mnie z sobą i tak odkryłem malarstwo, architekturę i muzykę”. Dzieciak snuł się po pustej świątyni, dotykał organów, zaglądał do szuflad, gdzie leżały kilkusetletnie ornaty przesiąknięte zapachem kadzidła i starego drewna.
Zrozumiał, że zapach jest medium par excellence artystycznym.
Perfumiarstwo to rzemiosło, lecz może być sztuką, nawet jeśli ulotność i nieuchwytność aromatów nie pomagają. A czy muzyka nie jest ulotna? Zapach, jak muzyka, wędruje przez powietrze. To z powietrza piszczałki organów czynią dźwięk. Jedno i drugie „istnieje jako siła, którą rozpoznajemy, gdy przenika zmysły i materię. […] Przestrzeń jest ich medium a kościelne nawy i sklepienia uczestniczą wraz z nimi w doświadczeniu liturgii.” Wywołują reakcję zmysłów zanim rozum znajdzie słowa by je zdefiniować. Inicjują przeżycie, które – mówi Sorcinelli – ‘rozświetla zapomniany kąt duszy przekształcając falę dźwiękową i cząstkę zapachu w emocjonalną epifanię’.
Erudycji towarzyszy kreatywność, a podziwowi dla ciągłości kultury, duchowość zakotwiczona w odczuciu zmysłowym. Trzeba odwagi, by koncert organowy z precyzyjnie dobranymi kompozycjami [Bianchi, Cochereau, Bossi, Bach, Frescobaldi] połączyć z dobranymi zapachami będącymi dziełem organisty. Asocjacje muzyczno-olfaktoryczne nie są przypadkowe.
Przed każdym utworem słuchacze dostali kartonik nasączony ekstraktem perfum. Po wybrzmieniu utworu chowamy kartonik i z odświeżoną ciekawością czekamy na następne odkrycie.
Perfumy Sorcinellego bazują na esencjach wysokiej jakości. To jednak [choć rzadko] występuje też u innych perfumiarzy. Różnica polega na tym, że Sorcinelli akceptuje fakt, że jego perfumy mogą się nie podobać. [Wg mnie są piękne] Celem głównym nie jest bowiem uzyskanie pachnidełka, które wsmarowane w nadgarstek spełni rolę wabika. Jego zapachy nie są łatwo ładne. Raczej obezwładniające przez ambicję budzenia wspomnień i skojarzeń.
Bo jeśli zapach jest suwerennym medium artystycznym, to celem nadrzędnym będzie przeżycie estetyczne. Zawsze odwołujące się do pamięci. Czyli do kultury. Źródłem pierwotnym u Sorcinellego jest fascynacja atmosferą przestrzeni sakralnych Mondolfo, gdzie jako dziecko odkrywał moc sztuki. Wspomnienie miejsc przesiąkniętego dymem i kadzidłem tłumaczy obecność ciężkich esencji wysokich gatunków jak oud, piżmo, ambra. Nuty głębokie, kadzidlane, drzewne i balsamiczne z mirrą, tuberozą i drzewem cedrowym. Te zapachy przenoszą nas w czasie i przestrzeni.
Dodam, że kartoniki rozdawane podczas koncertu 31 sierpnia do dzisiaj pachną.


– Wszystkie cytaty pochodzą z wypowiedzi Sorcinellego po koncercie.
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.
Zostaw komentarz