Jedna z lekcji, którą należałoby wyciągnąć ze stosunków z Ukrainą, polega na tym, że polityka transakcyjna w relacjach dwóch państw jest w zasadzie jedynym dobrym rozwiązaniem dla budowania stabilnych i długotrwałych stosunków partnerskich. Jest też, moim zdaniem, jedyną tak naprawdę formą polityki moralnej w polityce międzynarodowej. Dziwna teza? Spróbuję ją obronić.
Zwykły obywatel w stosunkach międzyludzkich może pozwolić sobie na emocje, może działać bezinteresownie i szczerze, może czuć się zdradzony, rozczarowany albo na odwrót – może czuć braterstwo z kimś z drugiej strony granicy. Te emocje nie są bez znaczenia, one często tak naprawdę kształtują politykę i dlatego też decydenci muszą zwracać uwagę na emocje społeczne. Ciężko się buduje stosunki partnerskie czy tym bardziej sojusznicze w sytuacji, kiedy dwa społeczeństwa w dwóch państwach się nienawidzą. Pozytywne emocje społeczne na odwrót – otwierają drogę do aktywnego budowania wzajemnych powiązań i rozszerzają pole manewru, pozwalając podejmować kosztowne pod względem politycznym decyzje.
Ale emocje potrafią się zmieniać… w wyniku różnych czynników. I państwa jako organizmy nie żyją emocjami – one mają interesy. Zadaniem decydentów jest obrona tych interesów, by dbać o dobrobyt własnych obywateli i państwo, a więc i decydenci nie mogą kierować się emocjami na tej samej zasadzie co zwykły obywatel. Polityka transakcyjna jest więc jedyną formą stosunków dwóch państw, w której interesy obu stron są uwzględnione. To jest jedyny fundament, na którym można zbudować długotrwały sojusz. Traktaty sojusznicze są ważne, ale one tylko podkreślają i dają pewną ramkę dla współpracy tych państw, które już dzielą wspólny interes. W sytuacji, kiedy ten interes zaczyna mocno się różnić – sojusze się rozpadają, jak mocne by nie były formalne wzajemne zobowiązania.
Sytuacja, kiedy bilans interesów w stosunkach dwóch państw zostaje zachwiany, albo nawet sytuacja, w której społeczeństwo subiektywnie traktuje jakąś sytuację jako taką, w której interesy ich państwa zostały zignorowane – prowadzi do konfliktu. Nie ma czegoś takiego jak bezinteresowna polityka w stosunkach dwóch państw, społeczeństwo zawsze będzie oczekiwać wzajemności w stosunkach. Emocje społeczne potrafią się zmienić od pozytywnych do negatywnych i jeżeli interesy jednego z państw we wzajemnych stosunkach zostały zignorowane, to jutro doprowadzi to do wybuchu, rozczarowania, wzajemnych pretensji i konfliktu. Dlatego nie należy do takiej sytuacji dopuścić. Należy w jasny sposób artykułować swoje oczekiwania wobec partnera w sytuacji, kiedy planuje się zbudować z nim długofalową współpracę.
Społeczeństwo musi w jasny sposób rozumieć, na czym polega interes państwa w tych stosunkach i jak rząd ten interes chroni. Takie podejście chroni przed wybuchem emocjonalnym, który może być sam w sobie destabilizującym czynnikiem pozwalając prowadzić długofalową politykę wobec sąsiada, wspieraną przez znaczną część tego społeczeństwa bez względu na zmianę ekipy rzadzącej.
Polityka transakcyjna nie jest więc jakimś amoralnym złem – jest to jedyny sposób budowania stabilnych stosunków z kimkolwiek, które nie będą zależeć od wahania nastrojów społecznych czy kolejnych wyborów. To też uchroni nas przed wrogim wpływem informacyjnym, dlatego że rozczarowanie społeczeństwa jest idealnym podłożem dla wrogiej, destabilizującej propagandy. Wszystko, co piszę, może dla wielu zabrzmi banalnie, ale mam wrażenie, że znaczna część naszego społeczeństwa patrzy na politykę oczami romantyków. W odróżnieniu od wielu innych ekspertów i „ekspertów” nie uważam też, że to, co nazywamy wartościami, jest w polityce międzynarodowej bez znaczenia. Wartości to w zasadzie pewne reguły i priorytety, które zarządzają procesami społecznymi w różnych państwach. Od systemu wartości konkretnego społeczeństwa zależy bardzo wiele – na przykład to, jak to społeczeństwo zachowa się w sytuacji konfliktu, czy będzie zdemoralizowane, czy zmotywowane do walki podczas wojny. To nie jest błahostka, a wymierny, realny czynnik. Ale to jest jeden z wielu czynników, który między innymi wyznacza interesy tego czy innego państwa i to, jak i jakimi narzędziami państwo tych interesów broni.
Wartości jednak nie zastąpią i nie są alternatywą dla polityki opartej na tożsamości interesów. One ją dopełniają. A w sytuacji, kiedy interesy jednego państwa są przez drugie ignorowane, rozmowy o wspólnych wartościach często służą jedynie do maskowania jawnie drapieżnej polityki, co znów prowadzi tylko do rozczarowania i konfliktów.
___________________________________________________________
Zachęcam również do wspierania mojej niezależnej publicystyki, linki w pierwszym komentarzu. —->
Zostaw komentarz