„To Platforma Obywatelska powinna się wstydzić za stan górnictwa i politykę klimatyczną w tym odstąpienia od prawa veta. Gdy na czele rządu stał Jerzy Buzek to w latach 1997-2001 zrealizował program ówczesnego lidera Unii Wolności Leszka Balcerowicza i zlikwidował największą ilość kopalń w naszej historii, pomimo że został powołany wówczas na swoje stanowisko dzięki Akcji Wyborczej Solidarność. Za rządów Platformy Obywatelskiej pod siedzibą Jastrzębskiej Spółki Węglowej w Jastrzębiu-Zdroju policja strzelała do górników z broni gładkolufowej i użyła armatek wodnych” – przypomina Krzysztof Kozik, poseł Prawa i Sprawiedliwości, były wiceprezes Kompanii Węglowej, ale również górnik i związkowiec w rozmowie z  Robertem Szkutnikiem.

Robert Szkutnik: Panie pośle, Unia Europejska odchodzi od węgla, paliw kopalnych. Na czym więc Polska będzie teraz opierać swoją politykę energetyczną? 

Poseł Krzysztof Kozik: Górnikiem jestem nadal, bo jestem urlopowany z kopalni Janina Tauronu Wydobycie na czas pełnienia funkcji posła w parlamencie. A wracając do pańskiego pytania. Mamy wiele możliwości ewolucyjnego odejścia od węgla jako głównego nośnika energii do produkcji ciepła, chociażby metan z odmetanowania kopalń. Ale to nie może być z dnia na dzień jak chce UE. 

Ma pan na myśli ten z pobliskiej kopalni Brzeszcze?

– Nie tylko, metanu w złożach węgla jest pod dostatkiem. A ponadto można wykorzystywać biomasę, biogaz, gaz syntezowy i te „zielone” ale nie stabilne w produkcji energii panele i wiatraki. Idealnie by było gdyby te systemy wzajemnie się uzupełniały. Istnieją też programy poprawy efektywności energetycznej budynków, które warto rozwijać aby zmniejszyć zapotrzebowanie na energię, to ochrona środowiska ale i oszczędności finansowe z uwagi na coraz wyższe ceny nośników energii. Potencjał energetyki rozproszonej może wielu zaskoczyć bo w Polsce jest ponad 2500 samorządów, gdyby tylko w każdym z nich powstało jedno takie kogeneracyjne źródło wytwarzania energii o mocy 2 MWe (stosunkowo niewielkie) to mamy wzrost stabilnych i efektywnych mocy o ponad 5 GW. To cała moc największej elektrowni węglowej w Europie czyli Bełchatowa, a w naszej skali południowej Polski to więcej niż łączna moc czterech elektrowni systemowych: Rybnik, Jaworzno III, Łaziska, Łagisza.

Czyli zgadza się pan ekologami?

– Przynajmniej częściowo tak. Uważam, że emisja przemysłowa ma wpływ na klimat, jednak ostatecznie nie mamy wpływu na poziom zawartości CO2 w atmosferze, gdyż natura potrafi zniweczyć najbardziej ambitne cele klimatyczne. Ale nasza planeta poradzi sobie z obiegiem węgla w środowisku naturalnym. Możemy jej pomóc ale nie poprzez likwidację przemysłu bo do jaskiń nie powrócimy.  Dlatego jestem zwolennikiem rozwijania technologii wychwytu CO2 z procesów technicznych i konwersji do produktów nam przydatnych np. gazu SNG czy etanolu, w ostateczności możemy CO2 nawet składować. Bo opieranie transformacji energetyki ale i tak jak obecnie wielu gałęzi gospodarki o importowany gaz ziemny to dla nas ryzyko kolejnego  uzależnienia. Podziemne zgazowanie o którym się wspomina jest jedną z szans, ale w mojej ocenie obecnie nie wykorzystamy tego potencjału z uwagi na trudności w kontrolowaniu podziemnego procesu zgazowania, być może za jakiś czas będzie to atrakcyjne źródło dostaw węglowodorów. Ponadto przy okazji zgazowania powstaje bardzo dużo CO oraz CO2, wodór jest tylko skromną częścią, dlatego przemysł chemiczny powinien w tym uczestniczyć. CO czyli tlenek węgla potocznie zwany czadem też jest gazem palnym, tu wracamy do sekwestracji CO2 czyli technologii CCS czy CCU. Ale dla tych „brudnych” w opinii UE, gazów cieplarnianych, też możemy znaleźć sposób efektywnego wykorzystania. Zmiana filozofii, elektroliza i reakcja Sabatiera są potrzebne aby budować gospodarkę obiegu zamkniętego.  

To trochę podcina pan gałąź, na której sam siedzi, górnictwo węgla?

– To nie tak. Jestem za odchodzeniem od węgla ale w odległej perspektywie, spalanie węgla to taki najbardziej prymitywny sposób pozyskania energii, są lepsze, czystsze technologie np. rozwijana w Japonii IGCC. Trzeba to robić stopniowo, a nie tak jak to było z kopalnią Siersza, gdzie zrobiono wszystko na hurra, rabunkowo. I to pomimo istnienia bezpośredniego połączenia taśmociągami z pobliską elektrownią Siersza i instalacji do odsiarczania węgla, który mimo że nie był najwyższej jakości mógł być efektywnie zagospodarowany. Oni tam mogli fedrować jeszcze z 50 lat, co przy nowoczesnych technologiach nie miałoby wpływu na większą emisję gazów, a tak teraz poprzez nieprzemyślane działania mamy problemy z zapadliskami w Trzebini. Osobiście optowałem za odprowadzeniem wody z wyrobisk, z górotworu i na szczęście odkąd zaczęto pompowanie proces powstawania zapadlisk częściowo dało się zatrzymać (od VI 2023 z moich informacji trzy nowe  zapadliska), ale i tak jest to ogromny problem, gdyż takich miejsc zagrożonych jest około 400.

A wystarczyło kopalnię wygaszać stopniowo, tak jak to zrobiono z Piastem i Czeczotem przez ich połączenie. Uzyskano oszczędności, a dodatkowo uratowano wiele miejsc pracy. Pamiętajmy,
że praca górników jest bardzo ciężka, ryzykowna i nie ma to przełożenia na pieniądze. Kto był na ścianie wydobywczej czy przodku chodnika wie o czym mówię. A póki co jest tak, że nasze społeczeństwo płaci ogromne pieniądze na zagraniczne nośniki energii, przykładowo na norweski fundusz emerytalny, bo przecież z tamtego kierunku też sprowadzamy gaz. Sprowadzamy go z różnych kierunków w 80 procentach bo tylko 1/5 zapotrzebowania aktualnie możemy pokryć krajowym wydobyciem gazu. Dlatego trzeba pomyśleć o uzyskaniu przez Polskę niezależności energetycznej w oparciu o nowe technologie ale i krajowe surowce, w tym właśnie ten nie lubiany
w UE węgiel.

Czy wobec tego, że sprowadzamy węgiel z całego świata do kraju, zasadne jest ponowne uruchomienie kopalni Siersza?

– W mojej ocenie nie. Niestety rabunkowe zamknięcie spowodowało że odtworzenie wydobycia to bardzo duże koszty. Wtedy można było myśleć o rozwiązaniach alternatywnych takich jak np. wspomniane wcześniej podziemne zagazowywanie węgla. Wówczas zamykanie Sierszy nie było uzasadnione ale wymuszone przez światową finansjerę w zamian za pomoc na tzw. restrukturyzację a de facto likwidację górnictwa za czasów Jerzego Buzka. Dziś po raz kolejny zegar tyka. Unia naciska na likwidację kopalń i to dużo wcześniej niż rok 2049 który jest dla nas taką granicą wejścia w atom i wodór. Nasza branża musi się przekształcić albo zginie. Powtarzam, że ratunkiem jest zagazowywanie węgla i metanizacja CO2, bo przecież w gazie ziemnym mamy 70 proc. metanu, a z metanu można wytworzyć wodór, to właśnie SNG może być stabilnym magazynem energii z OZE. Stabilnym i w dużych ilościach bo to ta sama infrastruktura która obecnie służy do przesyłu i magazynowania gazu ziemnego. Docelowo to przejmie wodór, już po naszych torach jeździ Orlenowska lokomotywa na wodór, a ta technologia umożliwia też napędzanie aut wodorem. Jednak tak zupełnie od węgla odejść nie można. Przecież potrzebny jest też węgiel koksujący, bo jak będziemy produkować stal, która jest stopem żelaza z węglem wraz  innymi domieszkami.

Mówimy o technologiach, a co z ludźmi, którzy pracują w górnictwie i firmach z nim powiązanych?

– Transformacja energetyczna to nie tylko górnictwo i firmy zaplecza górniczego, to nie tylko 150 tysięcy ludzi z tej branży, a co najmniej kilka razy więcej w całej Polsce. Kwestie społeczne i ekonomiczne regionów górniczych to nie tylko problemy Śląska, ale też Małopolski, Lubelszczyzny, dolnego Śląska i okolic Bełchatowa, które mogą ucierpieć na takim rewolucyjnym, a nie ewolucyjnym procesie dekarbonizacji. Dlatego te zmiany powinny być poprzedzone inwestycjami. Nie tylko w zakresie tworzenia nowych miejsc pracy, ale i wykorzystania tych technologii, o których mówiłem wcześniej. 

A ma pan pomysł co zrobić z węglem, który zalega już na składach gminnych?

– Przed zimą wysłać go na Ukrainę jako darowiznę i wpisać to w koszty spółek paliwowych, być może UE coś dołoży aby nie było dużej straty. Węgiel który się spali na składzie nie będzie miał żadnej wartości. 

Jednak sam pan wspomniał, że z technologią zagazowywania węgla są problemy. Czy już gdzieś ta technologia wyszła poza laboratoria?

– Na przykład Japonia wykorzystuje technologię IGCC czyli zgazowania węgla, którego u siebie nie ma, i który sprowadza w dużej części z Australii i Indonezji oraz wykorzystania potem tegoż gazu do zasilania turbin w elektrowni. W UE pewną przeszkodą jest nie tyle technologia, co opodatkowanie emisji CO2. W Japonii i innych rozwiniętych gospodarczo krajach spoza UE nie ma takiego podatku. To właśnie wychwyt i przetwarzanie CO2 może pozwolić kilku konwencjonalnym, węglowym, blokom energetycznym funkcjonować z powodzeniem po roku 2035. Stanowiąc podstawę stabilnego systemu energetycznego, który byłby oparty na nich i na jednostkach gazowych (mogą być również wyposażone w instalacje do wychwytu CO2 z spalin), zasilanych właśnie tym gazem (SNG) z procesów wychwytu. To przy redukcji emisji CO2 osiąganej podczas prób na poziomie 90 proc. to prawie czyste źródła energii. Emisja przy takich instalacjach na 1MWh wychodzi w granicach 100 kg, gdzie obecnie w zależności od węglowego źródła wytwarzania to przedział 850-1100 kg CO2/MWh. Bardziej emisyjne są bloki opalane węglem brunatnym. Można powiedzieć że elektrownia przekształci się w kombinat energetyczno-chemiczny. Potencjał tego procesu konwersji CO2 do SNG szacuję na przynajmniej 10-15 proc. krajowego zużycia czyli miliardy metrów sześciennych. 

To piękne deklaracje, ale co PiS zrobiło dla górnictwa. Czy nie przyczyniło się czasem do spekulacji węglem i wzrostu inflacji?

– To niestety w części sprzedawcy węgla zajęli się spekulacją i żądali po trzy tysiące złotych za tonę węgla, i owszem to przyczyniło się do napędzania inflacji, ale PiS tu nie zawinił. Przecież jeszcze w czasie swojego expose w grudniu 2017 r. premier Mateusz Morawiecki mówił, że rząd będzie dążył do zagwarantowania bezpieczeństwa energetycznego Polski przy niskiej emisji CO2. Premier wskazywał też jak węgiel jest ważny dla Polski. – Dzisiaj węgiel jest podstawą naszej energetyki, nie chcemy i nie możemy z niego rezygnować – powiedział Morawiecki w sejmowym expose.

To Platforma Obywatelska powinna się wstydzić za stan górnictwa i politykę klimatyczną w tym odstąpienia od prawa veta. Gdy na czele rządu stał Jerzy Buzek to w latach 1997-2001 zrealizował program ówczesnego lidera Unii Wolności Leszka Balcerowicza i zlikwidował największą ilość kopalń w naszej historii, pomimo że został powołany wówczas na swoje stanowisko dzięki Akcji Wyborczej Solidarność. Za rządów Platformy Obywatelskiej pod siedzibą Jastrzębskiej Spółki Węglowej w Jastrzębiu-Zdroju policja strzelała do górników z broni gładkolufowej i użyła armatek wodnych. 

Z posłem Krzysztofem Kozikiem rozmawiał Robert Szkutnik.