Istota zachodzącego właśnie w Unii Europejskiej procesu federalizacyjnego, sprowadza się bezpośrednio do pozbawienia praw członkowskich jakiejkolwiek bezpośredniej decyzyjności w kluczowych obszarach. Decyzyjność uzyska za to „Dyrektoriat” wybierany przez Europarlament.
Zarazem, sposób głosowania w EP powoduje, że:
– Kilka krajów „Doliny Renu” dysponuje tam niekwestionowaną większością głosów,
– Już obecnie Komisja Europejska a tym bardziej nowo utworzony Dyrektoriat będzie miał w ręku ogromne narzędzia nacisku na posłów z krajów członkowskich, gdyż de facto uznaniowo będzie mógł blokować rozwój w wybranych krajach uzależniając swoje decyzje od ich wymuszonej w ten sposób koncyliacyjności, rozbijając ewentualne koalicje mniejszych państw,
– Mechanizm takiego „karania” państw, które wybrały posłów „niechętnych do współpracy” prowadzi w prosty sposób do naruszania demokratycznego wyboru pokazując wyborcom jednoznacznie, że jedynie posłowie z określonych opcji politycznych są w Brukseli „skuteczni”. Przykład ewidentnie politycznego zablokowania środków z KPO dla Polski jest tutaj jedynie zapowiedzią przyszłego mechanizmu.
Zasadniczo, tworzony jest mechanizm, w którym kraje peryferyjne Unii Europejskiej będą całkowicie wyzute z przynależnych im praw wyborczych. Podejmowane w nich decyzje wyborcze nie będą miały żadnego wpływu na decyzje Dyrektoriatu, lub będzie to wpływ kompletnie symboliczny, poza sprawami kluczowymi.
O ile np. ostatnie wybory pozwoliły Polakom zmienić władzę, tak w ramach sfederalizowanej Unii Europejskiej taka zmiana będzie praktycznie niemożliwa. Polscy wyborcy właściwie nie będą już mieli żadnego wpływu na prowadzone polityki, gdyż ewentualna zmiana kursu będzie możliwa jedynie wówczas, gdy zdecyduje o niej większość w krajach „Doliny Renu”. W ramach konstruowanego właśnie mechanizmu przełamanie tej większości będzie bowiem bardzo trudne jeśli nie niemożliwe.
Konsekwencją tego będzie przede wszystkim systematyczne przerzucanie kosztów społecznych i politycznych wynikających z decyzji podejmowanych przez centrum reńskie na kraje peryferyjne. Już obecnie widać bardzo wyraźnie, że ku temu zmierza np. europejska Polityka imigracyjna, gdzie wciąż w miarę homogeniczne i bezpieczne kraje Europy Środkowo-Wschodniej mają stać się nowymi celami relokacji migrantów z Afryki pomimo oporu ich społeczeństw.
Ale to jedynie jeden, najbardziej rzucający się w oczy element! Kluczowe decyzje budżetowe mają być bowiem przeniesione z poziomu krajowego na poziom unijny. Kadłubowy rząd w Warszawie nie będzie już mógł np. samodzielnie podejmować decyzji strategicznych dotyczących kierunków rozwoju gospodarczego. To Bruksela zdecyduje o funduszach celowych przeznaczanych na najważniejsze inwestycje. Może okazać się np., że brukselski Dyrektoriat uzna, że najlepiej, żeby nie inwestować w kolejne elektrownie jądrowe w Polsce, gdyż lepiej będzie tu polegać na „źródłach odnawialnych”. Decyzja będzie zależna wyłącznie od stanu uzgodnień niemiecko-francuskich a wola wyborców w Polsce nie będzie miała na to żadnego wpływu. Nie wspominam nawet o mniej oczywistych decyzjach dotyczących np. eksploatacji złóż tytanu na Suwalszczyźnie.
Wszystko to składa się na niepokojący obraz głębokiej utraty suwerenności. Polityka energetyczna, obronna, migracyjno-demograficzna i żywnościowo-rolna idą tu w pierwszej kolejności, ale należy oczekiwać, że w krótkim czasie pojawią się naciski na kolejne obszary, przede wszystkim na obszar bezpieczeństwa wewnętrznego. Europejska policja i europejskie służby specjalne otoczą nas stosowną „opieką”, co by aby nie dopuścić do pojawienia się „niebezpiecznych” tendencji odśrodkowych a jakakolwiek próba legalnego wyłamania się z zależności od Brukseli stanie się niemożliwa. Polska racja stanu ulegnie całkowitej anihilacji. Secesja okaże się najcięższym przestępstwem.
Zostaw komentarz