LIST OTWARTY DO MINISTER EDUKACJI NARODOWEJ

Dziś skierowałem do Minister Edukacji Narodowej, Pani Barbary Nowackiej, list otwarty dotyczący sytuacji w polskiej oświacie, bezpieczeństwa uczniów, osłabienia autorytetu nauczycieli i dyrektorów szkół oraz pilnej potrzeby przywrócenia wychowawczej roli szkoły.

Nie zabieram głosu przypadkowo. Przez 15 lat pracowałem jako nauczyciel. Byłem również burmistrzem Błaszek, odpowiedzialnym między innymi za funkcjonowanie gminnych placówek oświatowych.

W 2017 roku należałem do tych samorządowców, którzy mieli odwagę otwarcie sprzeciwić się reformie oświaty Anny Zalewskiej. Podczas Zgromadzenia Ogólnego Związku Miast Polskich publicznie skrytykowałem likwidację gimnazjów, ostrzegając przed konsekwencjami zmian wprowadzanych bez rzeczywistego dialogu z nauczycielami i samorządami.

Nie milczałem wtedy. Nie zamierzam milczeć również dziś.

Tamten sprzeciw miał dla mnie bardzo osobiste konsekwencje. W 2019 roku sam straciłem pracę w wygaszanym gimnazjum, choć wcześniej zapewniano nas, że reforma nie doprowadzi do utraty miejsc pracy przez nauczycieli.

Liczyłem, że po zmianie władzy przyjdzie czas na rzetelną ocenę skutków tamtej reformy i rzeczywistą poprawę funkcjonowania polskiej szkoły.

Dziś pytam: czy naprawdę wyciągnęliśmy wnioski z błędów przeszłości?

Ostatnie dramatyczne wydarzenia w polskich szkołach pokazują, jak poważnie musimy potraktować kwestię bezpieczeństwa, wychowania i relacji między uczniami, nauczycielami a rodzicami.
Nie możemy sprowadzać dyskusji o edukacji wyłącznie do nowych przedmiotów, zmian programowych, kolejnych rozporządzeń i politycznych sporów.

Bo co z tego, że będziemy mieli kolejne reformy, jeśli nauczyciel nie będzie miał czasu, aby porozmawiać z uczniem, a dyrektor realnych narzędzi do reagowania na problemy?

Polska szkoła potrzebuje dziś mniej zbędnej biurokracji, a więcej zaufania do nauczycieli. Potrzebuje silnych dyrektorów, rzeczywistego wsparcia ze strony kuratoriów, szacunku dla zawodu nauczyciela i przede wszystkim czasu na rozmowę z młodym człowiekiem.
Potrzebuje współpracy z rodzicami, jasnych zasad i konsekwentnego reagowania na przemoc.

Nie oznacza to oczywiście, że nauczyciele i dyrektorzy mają być zwolnieni z odpowiedzialności. Przeciwnie — muszą mieć odpowiednie warunki, aby mogli tę odpowiedzialność rzeczywiście ponosić.
Nie możemy wymagać od nauczycieli, żeby byli autorytetami, a jednocześnie pozostawiać ich bez wystarczającego wsparcia i narzędzi do skutecznego działania!

W skierowanym dziś liście otwartym przedstawiłem konkretne postulaty dotyczące odbiurokratyzowania szkół, wzmocnienia pozycji nauczycieli i dyrektorów, zmiany podejścia do nadzoru pedagogicznego oraz przywrócenia należnego znaczenia godzinie wychowawczej.

Doceniłem również decyzję o ograniczeniu korzystania z telefonów komórkowych w szkołach podstawowych. Uważam, że to krok w dobrym kierunku, ale sam zakaz nie rozwiąże problemów, jeżeli nie odbudujemy relacji między ludźmi.

Mój list nie jest atakiem na obecną władzę ani próbą obrony poprzedniej.
Jest głosem nauczyciela i byłego samorządowca, który doskonale pamięta, jak wiele kosztuje publiczne sprzeciwienie się decyzjom politycznym dotyczącym edukacji.

Uważam, że przyszłość polskiej szkoły powinna być ważniejsza niż partyjne interesy.

Dlatego zwróciłem się do Pani Minister z prośbą o osobiste zapoznanie się z moim listem, przeanalizowanie przedstawionych postulatów i udzielenie pisemnej odpowiedzi.

Bo szkoła nie jest własnością żadnej partii politycznej. Jest dobrem wspólnym, za które wszyscy ponosimy odpowiedzialność.
Nie oczekuję kolejnych politycznych deklaracji. Oczekuję poważnej dyskusji i konkretnych działań.

A przede wszystkim oczekuję, że głos tych, którzy każdego dnia stoją przed tablicą, wreszcie zacznie być naprawdę słyszany.
Poniżej publikuję pełną treść mojego listu otwartego. Zachęcam nauczycieli, dyrektorów, rodziców i samorządowców do jego przeczytania oraz podzielenia się własnymi doświadczeniami.

Czy Waszym zdaniem nauczyciel ma dziś wystarczające narzędzia, aby skutecznie wychowywać i egzekwować zasady? Co należałoby zmienić w pierwszej kolejności?

Karol Rajewski
Burmistrz Błaszek w latach 2014–2018
Nauczyciel z 15-letnim doświadczeniem zawodowym

📄 PEŁNA TREŚĆ LISTU OTWARTEGO DO MINISTER EDUKACJI NARODOWEJ

Szanowna Pani Minister,

Piszę do Pani jako były Burmistrz Błaszek, ale przede wszystkim jako człowiek, który przez 15 lat pracował jako nauczyciel. Jako ten, który miał odwagę publicznie sprzeciwić się reformie oświaty Anny Zalewskiej, mimo że politycznie i zawodowo zapłacił za ten sprzeciw bardzo wysoką cenę.

Piszę, ponieważ patrząc na to, co dzieje się dziś w polskich szkołach, nie potrafię milczeć.

W ostatnich dniach całą Polską wstrząsnęły dramatyczne wydarzenia. Ataki z użyciem niebezpiecznych narzędzi, ranni nauczyciele i uczniowie, śmierć pracownicy szkoły, strach rodziców, odwoływane zajęcia i wzmożone patrole policji.

Jeszcze niedawno trudno było sobie wyobrazić podobne wydarzenia w polskich szkołach.

Pani Minister, czy naprawdę musiało dojść do takich tragedii, abyśmy zaczęli poważnie rozmawiać o bezpieczeństwie, wychowaniu i autorytecie nauczyciela?

Pamiętam rok 2017.

Podczas Zgromadzenia Ogólnego Związku Miast Polskich stanąłem przed ówczesną minister edukacji Anną Zalewską i publicznie skrytykowałem jej reformę oświaty. Reformę, która oznaczała likwidację gimnazjów, przedstawianych wtedy niemal jako największe zło polskiej edukacji.

Nie bałem się powiedzieć, że tak poważnych zmian nie wolno przeprowadzać bez rzeczywistego dialogu z samorządowcami, nauczycielami i rodzicami.

Nie bałem się sprzeciwić własnemu środowisku politycznemu.

Później przyszły kontrole w urzędzie, którym kierowałem, napięcie i ogromna presja. Nie rozstrzygam dziś, jakie były rzeczywiste motywy każdej z tych kontroli, ale doskonale pamiętam, co wówczas przeżywałem.

W 2019 roku otrzymałem wypowiedzenie z pracy w wygaszanym gimnazjum.

Ja, nauczyciel z wieloletnim doświadczeniem, straciłem pracę w następstwie zmian, przeciwko którym wcześniej publicznie protestowałem.

A przecież pani minister Anna Zalewska zapewniała Polaków, że nauczyciele nie stracą pracy wskutek reformy!

Dziś Anna Zalewska jest europosłanką i śmieje się nam w twarz.

Ja natomiast wciąż pamiętam nauczycieli, uczniów, dyrektorów i samorządowców, którzy musieli zmierzyć się ze skutkami tamtych decyzji.

I wie Pani, co jest w tym wszystkim najbardziej gorzkie?

Że ci, którzy wtedy wspólnie z nami krytykowali reformę Zalewskiej, dziś mają realny wpływ na polską edukację. I dlatego mamy prawo zapytać, co zrobiono, aby naprawić jej skutki.

Gdzie jest rzetelna ocena konsekwencji likwidacji gimnazjów?

Gdzie są wnioski z tamtej reformy?

Gdzie jest zapowiadana zmiana podejścia do nauczycieli i samorządów?

Nie walczyłem z reformą Zalewskiej po to, aby po zmianie władzy usłyszeć o kolejnych zmianach programowych, nowych obowiązkach i następnych dokumentach do wypełnienia.

Walczyłem, bo wierzyłem, że można stworzyć szkołę, w której najważniejszy będzie człowiek, a nie polityczna ambicja kolejnego ministra.

I dziś, Pani Minister, odnoszę wrażenie, że znowu gubimy to, co najważniejsze.

Przez 15 lat byłem nauczycielem. Wiem, jak wygląda codzienna praca w szkole. Wiem, z czym mierzy się wychowawca i ile odpowiedzialności spoczywa na dyrektorze.

Pamiętam również wizytacje kuratoryjne.

Pamiętam sprawdzanie dzienników, analizowanie kolejności wpisanych tematów, poszukiwanie najdrobniejszych uchybień w dokumentacji.

Niejednokrotnie miałem wrażenie, że kontrolującego znacznie bardziej interesuje to, czy temat został zapisany, niż to, czy podczas godziny wychowawczej udało się pomóc dziecku, które miało prawdziwy problem.

I właśnie w tym tkwi absurd.

Można być świetnym wychowawcą. Można uratować dziecko przed podjęciem dramatycznej decyzji. Można dostrzec problemy, których nie zauważyli nawet najbliżsi.

Ale jeśli czegoś zabraknie w dokumentacji, to właśnie ten brak może stać się najważniejszym punktem kontroli.

Pani Minister, czy naprawdę o taką szkołę nam chodzi?

O szkołę, w której nauczyciel coraz więcej czasu poświęca na przygotowywanie dokumentów zabezpieczających go na wypadek skargi rodzica albo kontroli kuratorium?

O szkołę, w której dyrektor musi zastanawiać się, czy stanowcza reakcja na niewłaściwe zachowanie ucznia nie sprowadzi na niego kolejnych problemów?

O szkołę, w której wychowawca ma odpowiadać za wszystko, ale coraz częściej czuje, że nie ma realnych narzędzi, by skutecznie działać?

Odebraliśmy nauczycielowi poczucie sprawczości, a następnie wymagamy od niego, aby był autorytetem!

Oczekujemy, że będzie pedagogiem, psychologiem, mediatorem, wychowawcą, opiekunem, specjalistą od kryzysów i urzędnikiem perfekcyjnie prowadzącym dokumentację.

A kiedy uczeń przekracza granice, coraz częściej słyszymy, że nauczyciel powinien był sobie poradzić.

Nie! Tak nie wolno traktować ludzi odpowiedzialnych za wychowanie kolejnych pokoleń!

Oczywiście nauczyciele również popełniają błędy. Muszą podlegać ocenie i ponosić odpowiedzialność za swoje działania. Rodzice mają prawo reagować, gdy dziecku dzieje się krzywda.

Ale prawo do skargi nie może oznaczać, że każda skarga automatycznie stawia nauczyciela w roli winnego!

Szkoła musi uczyć wzajemnego szacunku.

Uczeń ma prawo być szanowany przez nauczyciela. Ale nauczyciel również ma prawo wymagać szacunku od ucznia.

Rodzic ma prawo oczekiwać od szkoły profesjonalizmu. Ale szkoła ma prawo oczekiwać od rodzica współpracy i odpowiedzialności za wychowanie własnego dziecka.

A dyrektor musi wiedzieć, że gdy zgodnie z prawem podejmuje trudną decyzję dla dobra społeczności szkolnej, państwo zapewni mu rzeczywiste wsparcie.

Dziś bardzo dużo rozmawiamy o edukacji zdrowotnej, miejscu religii w szkołach, nowych podstawach programowych i kolejnych reformach.

Nie kwestionuję potrzeby tych dyskusji.

Pytam jednak, dlaczego w całym tym sporze tak mało mówimy o zwykłej rozmowie nauczyciela z uczniem?

O rozmowie, która może być ważniejsza niż najlepiej opracowany program nauczania.

O rozmowie, podczas której dziecko po raz pierwszy przyzna się, że jest poniżane przez rówieśników.

O rozmowie, w której nauczyciel usłyszy, że jego wychowanek doświadcza przemocy w domu.

O rozmowie, która pozwoli zauważyć samotność, narastającą agresję, bezradność albo sygnały poważnego kryzysu.

Pani Minister, żaden ministerialny dokument nie zastąpi rozmowy z dzieckiem!

Dzisiejsi rodzice często są zapracowani. Wielu z nich od rana do wieczora walczy o utrzymanie rodziny. Zmęczenie, codzienne obowiązki i tempo życia powodują, że na spokojną rozmowę z dzieckiem bywa coraz mniej czasu.

Nie piszę tego, aby obwiniać rodziców.

Piszę, ponieważ nie możemy udawać, że szkoła funkcjonuje w oderwaniu od tego, co dzieje się w rodzinach i społeczeństwie.

Dlatego potrzebujemy nie tylko nowych programów nauczania, ale przede wszystkim prawdziwego wychowania.

Godzina wychowawcza nie może być kolejną godziną, podczas której najważniejsze jest odhaczenie tematu w dzienniku!

To musi być czas na rozmowę, budowanie relacji i rozwiązywanie problemów. Czas, w którym wychowawca może rzeczywiście poznać swoich uczniów.

Dajmy mu swobodę podejmowania tematów wynikających z potrzeb konkretnej klasy.

Ograniczmy niepotrzebną biurokrację.

Nie zmuszajmy nauczycieli do pisania kolejnych dokumentów tylko po to, aby podczas ewentualnej kontroli mogli udowodnić, że wykonali swoje obowiązki.

Nauczyciel nie powinien być rozliczany wyłącznie z tego, co zapisał. Powinien mieć warunki, aby skutecznie nauczać i wychowywać.

Chcę również powiedzieć Pani Minister coś pozytywnego.

Doceniam decyzję o wprowadzeniu zakazu korzystania z telefonów komórkowych w szkołach podstawowych.

Uważam, że to krok w dobrym kierunku.

Oboje pamiętamy czasy, kiedy uczniowie nie spędzali każdej przerwy z telefonem w dłoni.

Rozmawiali ze sobą. Bawili się. Kłócili i godzili. Budowali przyjaźnie. Uczyli się życia w prawdziwej społeczności.

Nie mieli smartfonów, a przecież szkoła potrafiła kształcić, wychowywać i przygotowywać młodych ludzi do dorosłości.

Ograniczenie telefonów może pomóc przywrócić przestrzeń do prawdziwych relacji.
Ale sam zakaz nie wystarczy.

Bo co z tego, że odbierzemy dziecku telefon na czas lekcji, jeśli nie stworzymy mu warunków do rozmowy z drugim człowiekiem?

Dlatego apeluję do Pani o konkretne działania.

Po pierwsze — odbiurokratyzujmy szkoły. Niech nauczyciel zamiast tworzyć kolejne dokumenty poświęca czas uczniom.

Po drugie — przywróćmy nauczycielom autorytet i sprawczość. Dajmy im jasne, zgodne z prawem narzędzia reagowania na agresję, przemoc i uporczywe łamanie zasad.

Po trzecie — wzmocnijmy pozycję dyrektorów szkół. Dyrektor musi być rzeczywistym gospodarzem placówki, a nie administratorem obawiającym się każdej skargi.

Po czwarte — zmieńmy podejście do nadzoru pedagogicznego. Kuratorium powinno przede wszystkim wspierać nauczycieli i dyrektorów, pomagać im rozwiązywać problemy oraz dbać o jakość nauczania, a nie koncentrować się na poszukiwaniu formalnych uchybień.

Po piąte — przywróćmy należne znaczenie godzinie wychowawczej. Niech będzie przestrzenią rozmowy i profilaktyki, a nie mechaniczną realizacją kolejnych tematów.

Po szóste — zadbajmy o rzeczywistą współpracę szkoły z rodzicami. Bez wzajemnego szacunku i odpowiedzialności nie odbudujemy bezpiecznej szkoły.

Po siódme — wyciągnijmy wreszcie wnioski z reformy Anny Zalewskiej. Przeprowadźmy uczciwą ocenę jej skutków i pokażmy, że państwo potrafi uczyć się na własnych błędach.

Pani Minister!

Nie twierdzę, że wszystkie dzisiejsze problemy polskiej oświaty są skutkiem likwidacji gimnazjów. Byłoby to zbyt proste i nieuczciwe.

Ale równie nieuczciwe byłoby udawanie, że wielkie reformy edukacji nie mają długofalowych konsekwencji, a politycy mogą bez końca zmieniać system bez odpowiedzialności za skutki swoich decyzji.

Nie chcę, aby kolejne pokolenie uczniów stało się przedmiotem kolejnego politycznego eksperymentu.

I właśnie dlatego zabieram głos.

Nie jako przeciwnik obecnego rządu.

Nie jako obrońca poprzedniego.

Ale jako nauczyciel i były samorządowiec, który kiedyś przekonał się, jaką cenę można zapłacić za powiedzenie ministrowi edukacji tego, czego nie chciał usłyszeć.

Gdy sprzeciwiałem się Annie Zalewskiej, nie pytałem, czy moje stanowisko spodoba się politykom. Nie zastanawiałem się, czy łatwiej byłoby przemilczeć problem.

Dziś również nie zamierzam milczeć.

Bo dla mnie polska szkoła nie jest własnością żadnej partii.

Polska szkoła należy do polskich dzieci i jest wspólną odpowiedzialnością nas wszystkich.

Pani Minister, proszę nie popełniać błędu swoich poprzedników.

Proszę nie traktować nauczycieli wyłącznie jako wykonawców
ministerialnych poleceń, a dyrektorów jako administratorów kolejnych reform.

Proszę ich naprawdę wysłuchać.

Nie potrzebujemy nauczyciela, który boi się postawić wymagania. Nie potrzebujemy dyrektora, który boi się podjąć decyzję. Nie potrzebujemy kuratorium, którego nauczyciel się obawia.

Potrzebujemy silnej, odpowiedzialnej szkoły, w której uczeń czuje się bezpiecznie, nauczyciel ma autorytet, dyrektor ma realne kompetencje, a rodzice są partnerami w wychowaniu.

Bo prawdziwym sukcesem ministra edukacji nie będzie liczba wprowadzonych reform, zmienionych przedmiotów czy wydanych rozporządzeń.

Prawdziwym sukcesem będzie dzień, w którym nauczyciel zamiast kolejnej godziny poświęconej biurokracji będzie mógł poświęcić tę godzinę dziecku, które naprawdę potrzebuje pomocy.

A jeśli dziś, po tak dramatycznych wydarzeniach w polskich szkołach, nadal nie potrafimy tego zrozumieć, to kiedy?

Pani Minister, najwyższy czas przestać reformować szkołę wyłącznie zza ministerialnego biurka. Czas zacząć słuchać tych, którzy każdego dnia stoją przed tablicą!

Z wyrazami szacunku, ale i głębokiej troski o przyszłość polskiej edukacji,

Karol Rajewski
Burmistrz Błaszek w latach 2014–2018
Nauczyciel z 15-letnim doświadczeniem zawodowym

#ListOtwarty #KarolRajewski #Edukacja #PolskaSzkoła #Nauczyciele #DyrektorzySzkół #BezpieczeństwoWszkołach #ReformaOświaty #MinisterstwoEdukacji #SzacunekDlaNauczycieli #PrzyszłośćEdukacji