Straciłem wtedy – i w firmie i prywatnie – dość sporo rzeczy które znajdowały się na poziomach -1 i sporo nerwów, ale wspomnienia pozostały!

Kilka dni przed kulminacją fali powodziowej, w firmie wybuchła panika. Z radia zaczęły dochodzić coraz to nowsze doniesienia o ewakuacjach. Wszyscy przerażeni, telefony przerywają, Fejsa jeszcze praktycznie nie było, jakaś masakra. Po jednym dniu zorientowałem się że wszyscy dookoła biegają między piętrami jak mróweczki – a wcześniejsze próby opanowania paniki przestały przynosić efekt i już sam przestałem wierzyć we własne komunikaty „Jest okay, proszę się nie denerwować, wszystko jest pod kontrolą”. Ostatecznie odwołałem pracę i zamknąłem firmę na cztery spusty, a jeszcze kolejnego dnia było już wszystko zorganizowane, od wody, przez jedzenie, po awaryjne nocowanie ludzi.

Dzień czy dwa dni później, wieczorem, tuż przed kulminacją – fantastycznie zachował się właściciel kamienicy którą wynajmuję w Rynku Dębnickim, tuż przy Wiśle. „Panie Michale, zostawiam tu dwóch ludzi i pomogą Panu wszystko wynieść, to jest mój punkt honoru żeby nie dostała się tutaj ani kropla wody”. Wiecie – niby jakieś głupie ulotki, ale zapłaciłeś za ich druk po 10 tys. – i sporo takich niby nic nie wartych starych komputerów, czy 200 tys. pilników do paznokci 😉, pełna cała świeżo odremontowana piwnica. Więc zrobiliśmy z chłopakami ze 200 kursów tam i z powrotem z piwnicy na 1. piętro. W połowie akcji – gdy honor pływał już w brązowej kalafie – musieliśmy decydować czy ważniejsze są mniej cenne rzeczy leżące niżej na jakimś stołku, czy bardziej cenne leżące wyżej na regale. Poziom wody podnosił się nieubłaganie.

Po tej całej nocy wynoszenia kilku ton przedmiotów, koło 6. rano, jako dobry sąsiad, wróciłem do domu i postanowiłem poinformować innych o zbliżającym się zalaniu piwnic.

Pukam do pierwszych drzwi. Otwiera sąsiad.
– Panie sąsiedzie, woda w piwnicy!
– No. – odpowiada niewzruszony.

Sąsiad jest przygłuchawy i trochę ułomny, więc myślę sobie że nie zrozumiał i powtórzę raz jeszcze:
– Paaaanieee sąsieeeeedzieeeee, wooooda w piwniiiiicy!
– Ale po co mi Pan mówisz? Już tyle razy była, w latach 90-tych, 80-tych, 70-tych… 😉

Pukam do kolejnych drzwi. Otwiera zaspana sąsiadka po 80-tce, z wałkami na włosach. Mówi że ona się musi przygotować do ewakuacji piwnic, zrobić fryzurę i założyć rajstopy.

Pukam do jeszcze następnych. Kolejna zaspana sąsiadka, niewzruszona, prosi o pomoc w ratowaniu cennych drutów i kolorowej włóczki.

Gdy z trójką sąsiadów zeszliśmy na dół, jednostajnym, powolnym, błogim ruchem podpłynęła do nas jakaś plastikowa miska. W oddali było widać brązową fontannę tryskającą z kibla. Apteka która trzymała leki na poziomie -1, a do której piwnic nie było dostępu, niestety sporo potraciła.

Najlepsza scena była po powrocie do Rynku Dębnickiego.

Ludzie ustawiają się koło Mostu Dębnickiego i jak zombie patrzą czy zerwie most czy nie. Woda jest już pół metra od przęseł. Przęsła transmitują wszystkie telewizje. Zerwany most porwałby przy okazji wszystkie kolejne. Normalnie katastrofa – do której na szczęście nie doszło, niestety kosztem zalania wielu wsi i miasteczek. Straż Pożarna i ludzie ustawiają przy wałach tysiące worków z piaskiem. Później już tylko biernie czekają, bo nic więcej nie da się zrobić.

Rynek Dębnicki wygląda jak w filmach o końcu świata. 10 cm wody płynie po ulicach, kanalizacja już więcej nie przyjmuje. Nadal pada deszcz. Piwnice pełne co najmniej do kolan. Ludzie biegają bez celu jak mróweczki. Przy witrynach sklepowych worki z piaskiem. Auta jadą jak po jeziorze. Z pobliskiej szkoły dla niewidomych wychodzą w parach oszołomione niewidzące dzieci.

I w tym wszystkim widzę jedyną nieruchomą postać – faceta wyglądającego jak Powolniak z „Co ludzie powiedzą?”. Spodnie dresowe, klapki, łysawy, biały podkoszulek spod którego wystaje wielki brzuch.

Gość stoi dumny przy wielkiej pompie. Jedna rura prowadzi do pełnego już kanału, druga rura przez okno do piwnicy jednej z kamienic.

Powolniak krzyczy do okienka piwnicy:
– Józek, włączać?
– Włączaj! – słychać z okienka.

Mija krótka chwila, a z piwnicy dochodzi rozpaczliwy głos: Ku**a, wyłącz to, woda leci do środka! 🙂

W tym roku ma już przestać padać, a poziom wody powoli opada . Na szczęście miną nas podobne atrakcje.

Autor: Michał Łenczyński