Rano. Rano to jest wtedy, kiedy się wstaje. Kiedy jest rano dla Larsa, Jamesa? Pewnie tak koło południa… bo dla Lemmy’ego to było tak przed wieczorem. Rano trzeba wstać, bo trzeba. Zwykle trzeba, bo trzeba pracować. Rachunki wystawiane przez życie trzeba zapłacić. Jimmy też musiał płacić, już nie musi, ten drugi Jimmy płaci do dziś. Ale czy któryś z nich musiał kiedyś jechać o 4:35 autobusem linii 74 albo o 5:12 tramwajem linii 21? Jak ogląd świata się zmienia, gdy człowiek tkwi w takim autobusie… No, ale to stare dzieje. Przecież się jest facetem, facet daje radę, idzie do przodu, zarabia. Nie trzeba jeździć autobusem, tramwajem też. Można wstać później, zawieźć tyłek do pracy własnym autem.  Gdzie swój tyłek wozi rano Lars? James? Matthew? Studio, próba, wywiad, shopping przed koncertem? Te miejsca, gdzie jeżdżą sławy rockowego świata…? A może nigdzie nie jadą…, zajmują się dzieciakami, domem? “Zająłbyś się domem, pomyślałbyś więcej o dzieciach”. Przecież nic innego nie robię. Dbam, myślę ciągle. To co robię jest między innymi  po to, żeby miały normalnego ojca. “Te rokmen, grasz jeszcze w tym zespole, kariery to ty chyba nie zrobiłeś”. Spie…j, wracaj do jabola i pilota od TV. Napiszę o tobie piosenkę. “A ty jak, dokładasz jeszcze do zespołu, bo wiesz z biznesowego punktu widzenia…”. Spie…j, wracaj do swojego arkusza kalkulacyjnego. Napiszę o tobie piosenkę.
W końcu próba. Trochę te gęby chłopaków zmęczone. Każdy już dzisiaj swoje przeszedł. Jak zwykle zaczyna się od hałasu. W filharmonii się stroją. Co tu do strojenia… a hałas jeszcze gorszy. Łomot perkusji, przesterowana gitara, kakofonia klawiszy, bas dmucha po nogach, wokalu nie słychać… jasna cholera, każdy gra swoje, za głośno, wszystko nie tak. Ileż można. “Panowie poziomy, poziomy, co gramy?”. “Podglądacz”… który to już raz… dobra, Kosa, Sławek, zaczynacie. Znajome dźwięki. Skupienie. Drive. Maszyna się rozkręca. Już nie jest za głośno, jest dobrze. I za chwilę: “Robimy ten nowy?”…, “Jak z tekstem?”…, “Wiecie, zrobiłem zakończenie…”, “Yesss, yesss, yesss…”, … “Dobra, zagram to inaczej…”. Kto mówił, że chłopaki mają zmęczone gęby? Nie mają. Jakie zmęczenie? Dochodzi 22-ga. Trzeba kończyć, bo się rozdzwonią telefony na pobliskim komisariacie. Geriatryczna cisza nocna. Uśmiechnięte gęby chłopaków. Tak, to był dobry dzień.
W końcu koncert. Jak zwykle zamęt. Sprzęty, kable, podłączenia, odsłuchy. Już za chwilę startujemy, a wszystko jest nie tak. Nieważne. Przygasa światło. Zaczynamy od “Podglądacza”…, pierwsze dźwięki…, znajome dźwięki… Dla tego warto żyć. I tyle.

To pisał Roman, basista proAge.
Więcej o progresywnych muzycznych klimatach zespołu proAge poczytacie a przede wszystkim posłuchacie dobrej muzyki na www.proageband.pl

foto: Biały Wilk