Od czasu kiedy w 2005 roku Tusk spuścił ze smyczy Palikota i Niesiołowskiego (że pozostanę przy tych dwóch indywiduach), w polskiej polityce przestały obowiązywać jakiekolwiek granice przyzwoitości. Nie ma granicy, której kolejne wersje Palikota nie są w stanie przekroczyć.

Oburzanie się na to nie ma sensu, bo obowiązująca w sztuce tzw. transgresja, zadomowiła się w polityce w całej okazałości.

Można byłoby jedynie stwierdzić, że co się dziwić takim „intelektualistom” jak Wałęsa czy Frasyniuk, skoro niby magistrowie – Tusk czy Sikorski schodzą na ten sam poziom co owe „autorytety”.

Schamienie tzw. elity, która posługuje się rynsztokowym, knajackim językiem i podnosi to do rangi cnoty, zbliża tych ludzi do standardu ruskiego. Plugastwo w mowie, jest bowiem cechą charakterystyczną „mowy ruskiej”, ukształtowanej przez bolszewików.

Znacznie bardziej bolesne jest to, że wraz z przesiąknięciem przez ludzi pokroju sołtysa z Chobielina ową „ruską mową”, przesięknęli jeszcze bardziej skłonnością do zaprzaństwa.

Język jest kluczem do funkcjonowania nie tylko w polityce, tworzy bowiem kulturę. Oni używając takiego języka jaki słyszymy, identyfikują się wprost niewyobrażalnie z ową post-bolszewicką „kulturą” wschodu. A co gorsza, wraz z tą „ruską mową” stają się zwyczjanie jurgieletnikami.

Autor: prof. Grzegorz Górski
Polski prawnik, nauczyciel akademicki, adwokat, polityk, samorządowiec, doktor habilitowany nauk prawnych, profesor nadzwyczajny Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, od 2011 do 2014 sędzia Trybunału Stanu. Więcej na stronie autorskiej: grzegorzgorski.pl