Kolejne dni przynoszą w tempie właściwie galopującym dowody tego, jak obecna ukraińska „elita” ogarnięta nadzwyczajnym wzmożeniem w budowie tożsamości narodowej na fundamencie uwielbienia dla nazistowskich zbrodniarzy, realizuje scenariusz unicestwienia swojego państwa. Rozpętanie antypolskiej histerii – bo tylko ktoś tak skrajnie cyniczny jak Tusk czy Sikorski może udawać, że nie wie kto rozpoczął tę obecną jatkę i zestawiać ukraińskie prowokacje na tym samym poziomie co reakcja na tę chucpę ze strony prezydenta Nawrockiego – leżało w oczywistym interesie Berlina. Jak już pisałem, Berlin podjął strategiczną decyzję o przygotowaniu dla Ukrainy „tureckiej ścieżki” do Unii Europejskiej i w pakiecie do NATO, ale konieczne stało się zrzucenie winy za ten plan na kogoś innego. Podsycenie przez swoją neobanderowską agenturę kierowaną przez Szmychala i Sybichę i wmontowanie w to również skompromitowanego korupcyjnymi skandalami Zełenskiego, było dziecinnie łatwe. Uruchomienie antypolskich schematów Berlin opanował bezbłędnie, a ukraińska naiwność nie wymagała specjalnego pobudzania.
Co interesujące, ale wielce symptomatyczne, to z jednej strony reakcje całego układu rządowego z Tuskiem na czele, a z drugiej uruchomienie zasobów „intelektualnych”, które z prawdziwym „przerażeniem” odnotowywały tragiczne konsekwencje jakie dla Polski będzie miało przywoływanie Ukrainy do porządku.
Co do Tuska i jego ferajny rzecz jest jasna. Tusk liczył na to, że przy okazji „szczytu” w Gdańsku uda się zorganizować jakąś bezpieczną przyszłość dla siebie i swojego otoczenia. W końcu nie po to „wyczyszczono” największego specjalistę od robienia interesów na Ukrainie, czyli Sławomira Nowaka, żeby tego teraz nie wykorzystać. Tusk jak dziecko przygryzając pazurki czekał, że może jednak Zełenski wpadnie na jego imprezę choć na pół godziny. Ten jednak ostentacyjnie napluł mu w twarz, a wysłany przez niego główny piewca neobanderyzmu Sadowy ostentacyjnie pokazał mu środkowy palec. Podpisał pod nosem Tuska umowy na interesy we Lwowie z firmami z pięciu krajów, oczywiście za wyjątkiem Polski. Tę klęskę Tuska przypieczętowały ŻADNE EFEKTY tej jego imprezki. Szczytem żenady okazało się podpisanie „listu intencyjnego” przez polskie firmy energetyczne, które zadeklarowały chęć odbudowy Ukrainy. Ukraińcy nawet nie splunęli w ich kierunku.
Jednak i tych upokorzeń od Ukraińców ferajnie Tuska było za mało i nadal bredzą oni o „szansach” odbudowy.
Ciekawsza jest jednak ta druga grupa – „elity intelektualnej”. Bo jaki poziom reprezentują Tusk i Sikorski, to nie ma się co znowu rozwodzić. Ale do jakiego dna mogą zejść – wydawałoby się do niedawna, że poważni ludzie – Czaputowicz czy Bartosiak, to naprawdę jednak robi wrażenie. Obaj specjaliści (innych już pominę, bo szkoda zdrowia na komentowanie ton głoszonych bzdur, jakie to straty ponosimy przez – tak, tak – „stawianie się Ukrainie”), z niezwykle poważnymi minami biegają od redakcji do redakcji i „przestrzegają”. Przed czym? Z grubsza ich logika jest taka – musimy przyjmować wszystkie ukraińskie szarże, bo oni nas bronią przed Rosją (gadają dokładnie to samo co banderowcy). Bo jak się będziemy Ukraińcom stawiać, to albo się poddadzą albo dogadają z ruskimi i będziemy mieli więcej wrogów. A poza tym – no to już jest w ogóle najważniejsze – Ukraińcy wiedzą, jak produkować drony i dzięki nim wygrywają wojnę (tak, tak samo jak Iran wygrał z USA), a bez tych ich dronów, nie mamy żadnych szans z ruskimi. Bo cały sprzęt polskiej armii jest nic nie warty – wartość mają tylko ukraińskie drony (bo się sprawdziły), więc tylko jacyś głupcy mogą z Ukraińcami zadzierać.
Nie żeby byli jedyni – podobne mądrości głosi cała fura „speców”, a naczelnym argumentem jest to, że z Ukraińcami współpracę zaczęli w zakresie dronów Arabowie z Zatoki. Naprawdę wierzyć się nie chce, że ludziom może tak odbijać.
Warto więc poinformować owych speców i ferajnę Tuska (ale i całkiem pokaźne ciągle zastępcy giedroyciowców np. w PiSie i w okolicach) o kilku istotnych FAKTACH. Być może to pozwoli jednak zejść na ziemię zacząć realizować interesy polskie, bez oglądania się na neobanderowskich obłąkańców.
Pisałem w poprzednim tekście, że Ukraina jest obecnie państwem de facto upadłym, bowiem jest niezdolna do samodzielnej egzystencji. Ukraina nie jest w stanie sfinansować nie tylko swojego wysiłku zbrojnego, ale w ogóle funkcjonowania swojego państwa. Jedynym źródłem utrzymania dla niej mogą być pieniądze przekazane przez USA i Unię. I teoretycznie one są przygotowane, ale nie na takich zasadach, jak chcieliby Ukraińcy. Oni nie kryją, że całą tę kasę najchętniej wzięliby w gotówce i sami tym pogospodarowali. Ale zachodni sojusznicy już znają ich możliwości i takiej pomocy nie chcą dawać. Właśnie w tych dniach min. obrony Fiodorov, próbuje wyciągnąć jakąkolwiek kroplówkę w Brukseli. Usiłuje on przekonać, że Ukraina odzyskała inicjatywę na polu bitwy, atakując rosyjskie wojska, centra logistyczne i infrastrukturę naftową i prosi swoich sojuszników o wykorzystanie tego, co urzędnicy określają jako ulotną okazję: sfinansowanie nowej fali dronów, pocisków rakietowych i technologii wojskowych, które mogłyby wytrącić Rosję z równowagi i pogłębić ostatnie zdobycze Ukrainy. Celem jest przekonanie Władimira Putina, że nie może wygrać. Dlatego Ukraina zwróciła się do krajów UE z pilną prośbą o wypłacenie całej kwoty 6,6 mld euro, niedawno uwolnionej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Pokoju. Wydawało się, że po usunięciu V. Orbana, forsa popłynie szerokim strumieniem, ale okazuje się, że skłonność do płacenia Kijowowi jest ograniczona. Kijów żąda poważnych wypłat, a nie kroplówek – żąda nie prosi – bo przecież broni Europy.
Kijów twierdzi, że jego wydatki na wojsko w tym roku wyniosą 136 miliardów euro, z czego jedynie 53 miliardy euro może pokryć z własnych środków. Nowo zatwierdzona przez UE pożyczka na wsparcie Ukrainy przewiduje około 28,3 miliarda euro pomocy wojskowej w tym roku – część dwuletniej pożyczki o łącznej wartości 90 miliardów euro. Istnieją również dodatkowe dwustronne pakiety pomocy wojskowej, a także lista priorytetowych potrzeb dla Ukrainy, prowadzona przez NATO, w ramach której sojusznicy kupują amerykańską broń dla Kijowa. Ale to wciąż za mało, powiedział Fiodorow. Kraj potrzebuje kolejnych miliardów dolarów w formie ukierunkowanej pomocy, „i potrzebujemy jej jutro”.
Jednocześnie pojawiły się problemy z uruchomieniem owych 70 mld. dolarów pomocy wojskowej zadeklarowanej przez NATO. Europejczycy bowiem mają płacić w ten sposób za wyposażenie dostarczane przez Amerykanów, ale chcieliby również część tych środków ulokować we własnych dostawach, aby pobudzić własne przemysłu obronne. Twardo walczą tu m.in. Włosi, ale wydaje się, że robią to w porozumieniu z Niemcami, którzy mają podobny interes. Tylko że Kijów chce gotówki, a nie kontraktów w firmach włoskich czy niemieckich. Ich interesuje tylko gotowizna, bo oni wiedzą, jak tym gospodarować. Skutek jest taki, że zadeklarowana forsa nie płynie do Amerykanów, więc ci wstrzymują dostawy.
A Zełenski i jego neobanderowska banda żerują na bohaterstwie żołnierzy, którym wypłacają jakieś żenujące żołdy za przelewaną przez nich krew. W ramach tych swoich „manewrów” wysyłają do Polski Sybichę, który zapewne będzie chciał zapewnić, że Zełenski w ramach wdzięczności dla Polski, wstawi może dwie tabliczki z nazwiskami bohaterów miłych Polsce w tym ich panteonie „chwały”. Będą tam oni w towarzystwie rzesz „bohaterów banderowskich osiągnięć”. Skądinąd to odpowiada prawdzie. Bohaterowie z UPA, których tak bardzo chcą czcić Zełenski i jego banderowskie otoczenie, w walkach z ruskimi zdołali wyeliminować jakieś 5 – 7 tysięcy ludzi, ale Lachów udało się zlikwidować jakieś 150.000 albo i lepiej. No to i tabliczek musi być więcej.
Sybicha, który jeszcze parę dni temu pluł na Polskę, a już zwłaszcza na K. Nawrockiego, ma przekonywać Polskę, by pogodziła się z „prawem Ukrainy do czczenia kogo chce” i jednocześnie pomogła jak niegdyś, w odblokowaniu pomocy dla ich kraju. Skutecznie to robili kiedyś i prezydent Duda i premier Morawiecki, ale Ukraińcy uznali, że „Lachów” można sprowadzić do podnóżka. Bo oni sobie sami lepiej wszystko załatwią. Co im mogą załatwić Tusk i Sikorski już wiedzą i dali temu wyraz swoim stosunkiem do gdańskiej imprezki. Teraz Sybicha będzie skamleć o pomoc u tego, którego kilka dni temu opluwał.
To jest Ukraina, z która mamy się liczyć. To jest Ukraina, z którą każą się nam liczyć Czaputowicze, Bartosiaki i inni wielbiciele ukraińskich dronów, co to mogą wszystko i o wszystkim decydują. STAŃMY WRESZCIE NA NOGACH I ZACZNIJMY REALIZOWAĆ POLSKIE, A NIE UKRAIŃSKIE INTERESY. Ukraina nie broni nas przed Rosją. Ukraina broni siebie przed Rosją i wydaje jej się, że może zrobić na tym interes. Polska jest dzisiaj w pozycji kraju, który Ukrainy do niczego nie potrzebuje, bo przed Rosją obroni się nie dzięki Zełenskiemu, tylko dzięki Trumpowi. TO UKRAINA POTRZEBUJE DZIŚ POLSKI, BO BEZ NIEJ NIE UTRZYMA SWOJEJ NIEPODLEGŁOSCI. Jeśli to w końcu dotrze do Ukraińców, to możemy wrócić do rozmów pamiętając o tym, że dbać mamy o nasze interesy, a nie interesy Ukrainy.
Autor: prof. Grzegorz Górski
Polski prawnik, nauczyciel akademicki, adwokat, polityk, samorządowiec, doktor habilitowany nauk prawnych, profesor nadzwyczajny Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, od 2011 do 2014 sędzia Trybunału Stanu. Więcej na stronie autorskiej: grzegorzgorski.pl
Zostaw komentarz