Czy mając w ręku jedną z potężniejszych armii konwencjonalnych na świecie i rozporządzając drugim potencjałem nuklearnym na globie, można przegrać?

Może niekoniecznie w sensie klasycznym, w wielkich bitwach na miarę znanych nam z kart historii wojen światowych czy nawet w Zatoce. Okazuje się że jednak tak, nawet odnosząc taktyczne sukcesy na froncie, przesuwając za cenę olbrzymich strat tony żelastwa, systematycznie też szarpanego i częściowo niszczonego przez obrońców.

Wojny, co nie jest oryginalne, są przedłużeniem polityki, co słusznie podsumował niegdyś pruski teoretyk i żołnierz – Clausewitz. W logikę konfliktów wpisane jest, że trzeba je zakończyć i posiadać realistyczny pomysł, co dalej. Starzejący się kremlowski

autokrata o KGB-istowsko, czekistowskich korzeniach, przywiązany do modelu sowieckiego imperium, które rozpadło się za jego życia – nazwał to największą katastrofą geopolityczną XX w., chce je wskrzesić. Pomijając filozofię, która podpowiada że dwa razy do samej rzeki wejść się nie da i okoliczności są inne, prze Putler, jak go popularnie nazywają już w świecie, do restytucji tak bliskiego jego sercu neo-ZSRR, a raczej powiększonej Rosji.

Jego filozofia polityczna jest konglomeratem post-sowieckich mitów, nacjonalistycznych fantazmatów, mętnej koncepcji „ruskiego miru” (rzekomej wspólnoty i cywilizacyjnej misji) a także zwulgaryzowanej chamowatej latynoskiej wersji machismo.

Okazało się, że zjednoczył zaskoczony i przerażony zachodni świat gotowy z nim robić interesy, ruszyły sankcje zainicjowane przez USA.

Nawet żyjące w błogim na pół pacyfistycznym śnie Niemcy, które zgodziły się powiększyć potencjał wojskowy i zerwać kontrakty wcześniej dla nich ważne. Lata zaniedbań spowodowały, że Bundeswehra była chronicznie niedofinansowana, a dostawy nowoczesnego sprzętu ograniczane bądź konkretny sprzęt był niedostępny ze względu np. na problemy z finansowaniem zakupów części zamiennych. Potężny niemiecki przemysł wyprodukuje prawie wszystko, czego potrzeba nie tylko na własne potrzeby. Wchodzą więc do gry a Wladimir przebudził niemieckiego orła.

Także w Europie Południowej i nad Sekwana znikają złudzenia, nagle zamilkła pewna polityczna ladacznica z Francji (niedawno kretyńsko hołubiona w Polsce), wycofując ulotki wyborcze z Putinem bo te kompromitują.

Aliantem wydają się Chiny. Nie robią tego za darmo – to bardzo szorsta, męska przyjaźń i za darmo tego czynią – maja czas i perspektywę – 5000 lat historii i są mniej emocjonalne niż Rosja Putina. Ten chciałby być skrzyżowaniem Iwana IV Groźnego, Piotra I, Katarzyny II i Stalina. Trochę może tutaj przeszkodzić – przepraszam za żart rubaszny w strasznym momencie historii, gender- Katarzyną nie będzie, choć erotyczne podboje-prawdziwe czy rzekome i półnagi jeździć na Syberii dodają legendy macho.

Tym bardziej, że ciągnie się za nim cień – zamordowanemu Litwinience (koledze ze studiów) nie mógł darować nie tylko zarzutów o korupcję, ale też ponoć jakiś tęczowy eksperyment…

Najazd zjednoczył ukraińskie społeczeństwo, które w przyśpieszonym trybie staje się narodem. Nawet pokonani, co widać jak na dłoni nie są entuzjastami „ruskiego miru”, czego dowodzi przelewana krew i nienawiść do najeźdźcy. To zła emocja, ale etnicznie cementuje zbiorowości.

Czy o to chodziło Putlerowi?

Chyba nie. Jego system zaczyna gnić, a to potrwa, a swoje miejsce w historii przegrywa. Marnotrawiony jest autorytet, który nie zawsze zasłużenie (zniewolenie części kontynentu), zdobyła Rosja – spadkobierca ZSRR w walce faszyzmem, sama imając się ludobójczych hitlerowskich metod.

To też problem dla tych co swoja wiedzę i przekonanie czerpią z sympatycznej, choć tez lekko przekłamanej (no właśnie – co Janek robił na Syberii – polował na tygrysy, bo lubił?) opowieści o Czterech pancernych.

Czy całe putinowskie – putlerowskie otoczenie jest gotowe powoli się zatapiać?

Hańbi Rosję i zwykłych Rosjan zbrodniami swych wojsk.

Powoli era Putlera się kończy, szkoda że za cenę hektolitrów krwi naszych sąsiadów, nie bezgrzesznych – wiemy, ale teraz strategicznych aliantów i zwyczajnie, dzielnych ludzi. Otoczony dworem i celebrą Putler przegrywa też walkę wizerunkową – a to satrapę boli, z normalnym facetem jakim jest prezydent Ukrainy, który jak niegdyś etiopski cesarz zaatakowany przez faszystów, apeluje do sumienia świata i częściowo mu się to udaje.

Autor: prof. UAM, dr hab. Michał Jarnecki
Polski historyk – specjalista od dziejów Europy Środkowej XIX i XXw., polskich powstań narodowych – zwłaszcza styczniowego, stosunków polsko-czechosłowacko-ukraińskich, historii Rusi Zakarpackiej oraz tzw. polskich planów kolonialnych w 20 leciu międzywojenym. Pracuje na UAM-filia Kalisz. Długoletni belfer (liceum i „zawodówka”). Prywatnie miłośnik podróży i przygody – 3/4 globu pod butem.