Żeby być suwerennym, trzeba być na początek przytomnym umysłowo i umieć budować konsensus(y) (dotyczące polityki zagranicznej) ponad podziałami partyjnymi.
Czy przez 30 lat udało nam się stworzyć fora dialogu między najważniejszymi siłami politycznymi w państwie? Takie formalne i, szanując polską tradycję nieformalizowania ważnych spraw, nieformalne?
Uważam, że niestety NIE.
Znajdujemy się w geopolitycznym potrzasku, jak metalowa kulka w starych fliperach. Wszyscy nami grają, ale my nie mamy żadnej mocy sprawczej…
Polska polityka zagraniczna jest czymś, co trudno zdefiniować przy użyciu klasycznych narzędzi analiz polityki zagranicznej jako takiej.
Grzech pierworodny – nawet partia, która obejmuje władzę, ma co najmniej dwa obozy różnie pojmujące politykę zagraniczną. I co gorsza, owe obozy ze sobą walczą. Niby o zasady, ale ostatecznie jak zwykle rozchodzi się, o stołki.
Po drugie, przez 30 lat nie wypracowano mechanizmów uzgadniania celów i strategii polskiej polityki zagranicznej między obozem rządowym a opozycją. Efekt jest taki, że jesteśmy od lat rozgrywani przez zagranicznych graczy, którzy doskonale graja na naszych animozjach w swojej polityce zagranicznej.
Napisałem coś oczywistego. Ameryki nie odkryłem.
Szukam tylko odpowiedzi na pytanie, dlaczego jesteśmy aż tak bardzo głupi?
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz