„Why waste your breath moaning at the crowd?

Nothing can be done to stop the shouting.
If every tongue were stilled The noise would still continue.
The rocks and stone themselves would start to sing!” (Hosanna, Jesus Christ Superstar)

Policzyłem dokładnie, bo administrantura ciała naszego fejsboga, w którego ciele żerujemy jest gorsza od rejestru skazanych, gdzie po jakimś czasie najgorszy wyrok karny – ulega zatarciu.

Gdy dostajesz mandat od polskiej policji to punkty karne po jakimś czasie też się resetują.

Tutaj nic nie zostanie zapomniane.

Zatem policzyłem – razem z tymi banami, które uznane zostały za głupie i cofnięte – ostatni, dobowy ban, był banem siódmym.

Nie ma od tych banów skutecznego odwołania, nie ma kogo zaskarżyć w razie większej kary. To trochę jak z centrum handlowym. Mówią – miejsce spotkań i interakcji społecznych. Acha. Jasne. Wyjmij gitarę i zacznij grać w centrum handlowym „Whisky moja żono”. Ciekawe jak długo pograsz.

Takie to miejsce spotkań. Kupować mają, zjadać mają, nabierać chęci na konsumpcję mają.

Więc oczywiście wolność ekspresji, póki nie naruszasz standardów społeczności które są nieznane i co do których nie wiadomo kto podejmuje decyzję czy istotnie zostały naruszone czy nie i dlaczego.

Możesz na przykład budować latami społeczność wokół swojego projektu, tym samym wspierać krwiobieg ciała fejsboga, a nagle dostajesz bana i wszystko się sypie. Łącznie z jakimiś kalkulacjami finansowymi, reklamowymi.

I kogo pozwiesz o odszkodowanie? Kto ci zapłaci za łzy, jak śpiewał niegdyś zespół „Lombard”?

Długo nad tym myślałem. I pomyślałem że to istotnie może być atak onuc. Szczególnie gdy chodzi o ostatni ban – poszło o mój tekst pod tytułem „Biedna Europa patrzy na Mariupol”.

To ten tekst zdaniem administrantury okazał się groźny, siał nienawiść i był przykładem nękania.

Kogo? Sami oceńcie, link do tego tekstu zrzuconego na bloga w komentarzu.

Ktoś, kto to zgłaszał robił to albo z bezinteresownej nienawiści, czego nie wykluczam, ma ze mną kosę z jakiegokolwiek bądź powodu i zgłasza wszystko jak leci, aby zgłosić, a nuż przy jakimś poście mechanizm bana zaskoczy.

Ale bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że to jednak zorganizowana akcja onuc. Bo bany i shadow bandy dostają też inni.

Pozdrawiam z tego miejsca Zła Ambasada, Marcin Ogdowski i Doniesienia z putinowskiej Polski.

Przypomnę, mój post był o rozpaczy, której na imię Mariupol.
Tam ciągle walczy – po osiemdziesięciu dniach bez zluzowania strzęp jednego pułku i jednej brygady, zpechnięty do podziemi pod hutą, jakby połączenie w jednym losu Warszawskiej Starówki, Warszawskiego Getta i Czerniakowa.

Walczą i pod wieczór siedemdziesiątego dziewiątego dnia nagle czytam, że

„Obrońcy Mariupola trzymający redutę w zakładach Azowstal odbijają pozycje zajęte przez Rosjan”

Głodni, zepchnięci do podziemi jeszcze kontraatakują?

Jak to nazwać, jakie znaleźć określenia, gdzie ich umieścić na skali odniesień, w szkielecie jakiej historii dokonanej szukać podbieństw?

Powiadają, że może zaatakowali, żeby zdobyć na wrogu amunicję, żywność, pakiety opatrunkowe, a nie zająć jakieś utracone pozycje.

Może.

I teraz robi się jasne, dlaczego komuś tak źle z tym, że opowieść o Mariupolu trwa, jest opowiadana, utrwalana.

Być może nie wystarczy, że w wyniku walk zburzono lub uszkodzono 90% zabudowy miejskiej Mariupola.

Nie wystarczy, że nie mo zna się doliczyć dziesięciu, może dwudziestu tysięcy mieszkańców miasta wśród żywych.

Nie dość, że pod miastem pracują pełną parą mobilne krematoria.

Nie daje satysfakcji gruzowisko Teatru Miejskiego skrywającego setki ciał cywilów.

Nie dość wstrząsające były zdjęcia zbombardowanego szpitala położniczego, kobiet w zaawansowanej ciąży na noszach, wśród gruzów, pamiętacie to jeszcze?

Za mało było osiemdziesięciu dni oblężenia.

Jeszcze wywieźć mieszkańców na Sachalin. Dzieci porwać i oddać rodzinom do rusyfikacji.

Wszystko za mało. Chcą jeszcze pozabijać obrońców. Pułk „Azow”. 36 Samodzielna Brygada Piechoty Morskiej. Te nazwy zostaną w pamięci, wojownicy będą o nich opowiadać przy ogniskach tak samo jak wielu innych niezrównanych.

A zatem to wszystko za mało. Chodzi o to – tak rozumiem te wojnę napowietrzną na słowa – by zginęło samo słowo, nazwa, by przestało się kojarzyć, by wymazać nie tylko budynki, ulice, szkoły, hutę, port, ale i samo słowo, nazwę. Bo słowo to początek opowieści, a ta bywa niepokonana.

Jak Klechda Starszliwa o Czornobajewce,
jak Klątwa Wyspy Węży,
jak opowieść tajemna o Duchu znad Kijowa,
jak pieśń o chwalebnej obronie Czernihowa,
jak fraszka na papieża, który nie umie powiedzieć głośno „rosja”.

Zatem ma zniknąć nazwa miasta jak Azow i Stal – Mariupol.

No i myślisz, co robić. Może uciszyć sygnał nadawczy? Wycofać piracką radiostację? Zanurzyć okręt na peryskopową albo głębiej?

Czy jednak powtarzać dalej,
powtarzać uparcie i niezmiennie,
nieustępliwie przypominać dzień po dniu, noc po nocy

Mariupol się broni
Mariupol się nie poddaje
Mariupol, Mariupol, Mariupol
Mariupol w głowie,
Mariupol w sercu
Mariupol o poranku
Mariupol o zmierzchu
Mariupol, Mariupol, Mariupol

Niepokonany.

(Слава Україні!)

(Смерть ворогам)

Jak wiecie na fejsie nadaję z zapasowego konta, w związku z tym, że moje właściwe konto Radek Wiśniewski zostało zbanowane z powodów bliżej nieznanych. 5 dni nie mogę nic publikować, 29 dni nic robić w grupach, 59 dni będą mi obniżać widoczność postów.

Dlatego dziękuje za każdego lajka, każde udostępnienie w dobrej wierze, każdą postawioną mi wirtualną kawę. To wszystko trzyma mnie w pionie i daje oparcie w mało przyjemnej sytuacji.

Dzięki i trzymajcie się.

Jeśli uważasz, że to co robie zasługuje na wsparcie, to proszę postaw mi kawę klikając tutaj, link: buycoffee.to/radek_wisniewski

Autor: Radosław Wiśniewski  Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.

Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74