Dokładnie 100 lat temu podzielono moje miasto, w taki sposób, że uznano, że jak na pół wykrwawiona Polska walczy o życie z bolszewickim najeźdźcą, wspieranym pośrednio przez czechosłowacki rząd, który nie przepuścił transportów kolejowych z pomocą dla polskiej armii, to można na niej postawic krzyżyk, bo i tak z tego nic nie będzie. Bo Polska miała byc trupem, a po tym trupie bolszewia maiła zawładnąć Europą. Tak się jednak szczęściwie nie stało.
Tym sposobem ok. 150 tysięcy Polaków pozostawiono za granicą, decyzją zagranicznych dyplomatów, którzy nie mieli zielonego pojęcia o stosunkach narodowościowych w Księstwie Cieszyńskim. A było to terytorium zdominowane przez ludność polską i za Polską wielokrotnie opowiadającą się. Ludzi świadomych, oczytanych, a po częsci także piszących – takiego fenomenu jak pamiętniki pisane przez prostych chłopów trudno szukać w innych zakątkach Polski.
Owszem, można było sięgnąć po kartę legitymizmu monarchicznego i twierdzić, że ziemia ta pozostawała częścią Korony św. Wacława, która to przypadła następnie Austrii. Ale na tej samej zasadzie współczesna Aystria mogłaby sobie rościć prawa do ukraińsko-rumuńskiej Bukowiny, a Węgry do Rijeki.
Współcześni lokalni politycy jak zwykle w większości zawiedli. Skończyło się na bełkocie pseudohistorycznym okraszonym orgazmem, że na szczęście Unia wybawiła nas z tego typu konfliktowych sytuacji. Że niby wszyscy byliśmy ofiarami tej trudnej sytuacji, ale że szczęsliwie po 100 latach kochana Unia rozwiązała za nas problemy, których nawet nie byliśmy w stanie sensownie ponazywać i porozmawiać o nich. Myślę, że część naszych włodarzy w tym czasie martwiła się raczej o to, że chłopaki z ZDM podlały na czas kwiaty na Rynku, żeby w upał nie popadały.
Dziś też – ciekawa koincydencja – otrzymałem informację, że redakcja zaolziańskiego czasopisma „ZWROT” zdecydowała o niepublikowaniu wywiadu przeprowadzonego ze mną, gdyż uznano, że za bardzo odnosi się on do bieżącej sytuacji w Polsce, której redakcja nie zamierza komentować. Odebrałem to jako jeden wielki komplement. Znaczy, że musiałem powiedzieć coś, co zmusza do zastanowienia. A to zawsze boli i wymaga wysiłku. A nie o to tutaj chodzi.
Fot. Wojciech Wandzel
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz