Niezwykle pomocnym w właściwej percepcji niniejszego felietonu będzie przywołanie poniższych cytatów z książki autorstwa św. Jana Pawła II pt. „Pamięć i tożsamość” wydanej tuż przed jego śmiercią, a mianowicie 23 lutego 2005 r.:

Dzieje ludzkości są widownią koegzystencji dobra i zła. Jeżeli Kościół w mocy Ducha Świętego nazywa zło po imieniu, to tylko w tym celu, ażeby wskazywać możliwość jego przezwyciężenia.

Banalną jest konstatacja, że w każdym człowieku (rzecz jasna w mniejszym, czy większym stopniu) drzemie postać w stylu Dr Jekyll i Mr Hyde. Zgodnie z wywodami niemieckiego filozofa Georga Hegla twórcy systemu idealistycznego (absolut doskonały), a także „wynalazcy” dialektyki istotą każdego bytu jest zarówno teza, jak też i jej przeciwieństwo czyli antyteza. Subsydiarnie zatem zgodnie z kanonami etycznymi jak i fideistycznymi skonstatować winniśmy, że istnieje zarówno pojęcie DOBRA jak i ZŁA. W konsekwencji jesteśmy uprawnieni do wysnucia zasadnego wniosku, że upraszczając stanowią one w korelacji przywołanej wyżej filozofii Hegla synonim TEZY oraz ANTYTEZY.

Motyw przewodni felietonu stanowi najzwyklejsza proza szarego życia z której możemy ustawicznie czerpać ubogacone pokłady materii służącej do masowej produkcji kabaretowej, komediowej, satyrycznej, a także demaskującej rzeczywiste oblicze różnorakich politycznych redemptorystów (znaczy się auto wykreowanych przez samych siebie „zbawicieli”) usiłujących przekonać (częstokroć bezwolny i bezrozumny, a zatem łatwy do ukierunkowanego sterowania) o swoich racjach elektorat. Profesyjni, pełną gębą polityczni wyjadacze, a także ich pismackie pomagiery w sposób bezwzględny i z dalece idącą premedytacją ustawicznie dążą metodami per fas et nefas do wprowadzania sztucznej wykreowanej polaryzacji sympatii wyborczych. Znacząca ilość propagandzistów (symptomatyczne, że w odniesieniu do szczególnie lewackiego oraz pedalsko-lesbowego zabarwienia) pełnymi garściami czerpie z doświadczeń maestra w tejże profesji czyli J. Goebbelsa. Zmilczmy komu moglibyśmy przyznać palmę pierwszeństwa w tej rywalizacji na polu partyjnej propagandy permanentnie uprawianej od dawien dawna w RP. Zdecydowana większość P.T. Czytelników jest w stanie wymienić co najmniej kilku cwelebrytów funkcjonujących w różnego rodzaju mendiach głównego ścieku niezwykle „zasłużonych” na polu krzewienia łgarstw, oszustw, niedomówień, hejterstwa, gróźb, rzucania kalumnii i oszczerstw wobec przeciwników politycznych, czy też choćby wobec osób jedynie sympatyzujących z nimi.

Uzurpatorsko nadali sobie samym niczym nie uzasadnione uprawnienie, aby dokumentnie zdezawuować, wdeptać wręcz w glebę, dorżnąć niczym watahę, względnie wypalić żelazem wraży politycznie elektorat, ze szczególnym ukierunkowaniem na wybranych przez ten ich zdaniem lumpenowaty elektorat ich parlamentarnych przedstawicieli. Do doopy z takową demokracją jak mówił BOLEK w której dowolnie można się znajdować i wybierać kogo kceta, a nie koniecznie niby jałmużniczego JURASA. Wykreowali się na arystokratyczną ętelegencką elitę. Czynią to ostentacyjnie, albowiem są świadomi, że nie grozi im za to jakakolwiek odpowiedzialność penalna, a częstokroć nawet wymagany w takich sytuacjach ostracyzm towarzyski.

To historycznie rzecz biorąc długoletnia tradycja, albowiem tak postępowali tak i nadal postępują wypełniając swoisty testament wybitnego komuszego gnoma czyli tow. Wiesława jego obecni sukcesorzy stanowiący rzeszę polactwa. Tenże kremlowski namiestnik i knajacka kreatura jako tzw. przewodnie swoje partyjne hasło urbi et orbi bezczelnie i haniebnie ogłaszał : kto nie z partią ten przeciwko niej!!! ze wszystkimi z tego faktu wypływającymi negatywnymi skutkami dla konkretnego delikwenta w przypadku stwierdzenia przez niego braku tegoż poparcia.

Fajniasto było, no nie???

Aktualnie doskonale funkcjonują różne komusze huncwoty, które przy dalece idącej pomocy Grzesia Dyndały ze Schetyna i KACZORA DONALDA spijają finansowy jewropejski czy krajowy parlamentarny miodzik.

Grono to obejmuje np. millerków, cimoszków, belki, rosatich, którzy ponoć rzekomo wyleczeni zostali z miazmatów komunizmu, a w konsekwencji neoficko, a przy okazji renegacko zadeklarowali się jako tzw. nowoczesne towarzycho liberalno-lewackie.

Diabeł się w ornat ubrał i ogonem na mszę dzwoni…..

W przypadku gdyby kolejny raz wajcha polityczna zostałaby zmieniona; to z całą pewnością z ich szaf, skrytek i zakamarków natychmiastowo wypadłyby, a w konsekwencji ujrzałyby światło dzienne listy proskrypcyjne ich politycznych adwersarzy w szczególności z szeregów prawicy. Cóż, używając znamiennych słów (wpadających głęboko w pamięć) wielce osobliwej, o unikalnej i urokliwej wręcz urodzie ministry Eli Bieńkowskiej z tuskowych czasów stwierdzić w ślad za nią możemy: taki mamy klimat….. Po prostu ….. tyle … i aż tyle!!!! Odnieśmy się w tym miejscu do wymienionej w tytule felietonu kwestii relatywizmu. W naszej codziennej człeczej egzystencji bardzo rzadko podejmujemy; nawet w dialogu z samym sobą tenże temat z różnych względów go pomijając. Nieistotnym jest rzeczywiście powód z jakiego unikamy refleksji nad relatywizmem. Odnieśmy się jednak przynajmniej w tymże felietonie do bardzo często funkcjonującego w relacjach międzyludzkich relatywizmu etycznego; wyjaśniając rzecz jasna cóż to jest za zwierz…. Oględnie rzecz ujmując relatywizm etyczny to po prostu pogląd uznający, że wartości moralne ludzkich działań (a takoż wypływających z ich autentycznych intencji, motywów czy skutków) oraz norm działania są aksjomatycznie względne. W konsekwencji odnosząc się do tego przekonania takie samo identyczne działanie może posiadać w odbiorze zarówno indywidualnym, a także grupowym zdecydowanie odmienną wartość etyczną. Ilustrując tenże wywód należy po prostu przywołać klasyczną konstatację sienkiewiczowskiego z w „Pustyni i w puszczy” Kalego:Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy, to jest zły uczynek. Dobry, to jak Kali zabrać komuś krowy”.

Ten powszechnie znany cytat doskonale ilustruje kosmiczną wręcz obłudę, faryzeizm i hipokryzję zasadnie odnoszący się do potocznie, częstokroć używanego pojęcia: „moralność Kalego”. W otoczeniu felietonisty (i zapewne nie tylko w jego otoczeniu) funkcjonują bliżsi i dalsi somsiedzi, znajomki i znajomkinie, kolesiostwo i dozgonni przyjaciele (cicho sza o przyjaciółkach, może to być u naszej połowicy podejrzane..) i rzecz jasna najbliższa i dalsza familia, którym arcy trafnie można przypisać niczym nieskrępowane funkcjonowanie filozofii wyżej wzmiankowanego Murzynka Kalego. Prozaiczne zdrady małżeńskie to wręcz współczesny kanon, a w szczególności odnoszący się leciwych, obleśnych, śliniących się na widok kusych spódniczek satyrów i stetryczałych ramoli ….. mających ochotę przelecieć to i owo, a nawet zamienić starszy model połowicy na zdecydowanie młodszy. BRAWO WYYY!!!

Rejestrowane są takowoż odmienne płciowo sytuacje, gdy co nieco zmurszała (w szczególnie zauważalnym szyjnym elemencie) amatorka męskich wdzięków i swoistych klejnotów… zapragnie również przed udaniem się na drugą stronę Styksu co nieco jeszcze zaszaleć. Wolny wybór, aczkolwiek …… nie elekcja, a trzeba przyznać, że Konstytucja wprost takowych zachowań nie zabrania!!!

Informujemy jednak ku uciecze dokonujących różnego rodzaju czynów zabronionych nie tylko przez kodeks karny czy wykroczeń, ale takoż ujętych Dekalogiem, że dla dobrego samopoczucia człeczego w jego organizm wkomponowany został psychologiczny instrument w postaci tzw. wyparcia.

Psychologia bowiem wywodzi, że wyparcie jest naturalnym mechanizmem obronnym człowieka. Jest to po prostu usunięcie z człeczej świadomości, jednak jedynie ze świadomości wszelakich zdarzeń, wspomnień, fantazji, myśli, odczuć, pragnień, marzeń etc, które mogą przywołać w sposób nieraz bolesny lub nieprzyjemny różnorakie negatywne skojarzenia. Mogą także wywołać pytania i wątpliwości moralne, kreację poczucia winy, występowanie wzajemnie sprzecznych pragnień etc….

Psychologia dokonuje zatem dychotomicznego podziału takiego rodzaju wyparcia na:

1. dotyczący zdarzeń i sytuacji, które się wydarzyły i dlatego wypieramy je, by np. nie czuć bólu oznaczający odrzucenie ze świadomości konkretnych zdarzeń i ich konsekwencji.

2. odnoszący się do mechanizmu nie dopuszczania w ogóle do świadomości sytuacji oraz rzeczy, która się dzieje przykładowo, gdy np. mąż nie słyszy, gdy połowica (względnie kochanica) mówi do niego: „ty impotencie”. Jego świadomość absolutnie nie dopuszcza zatem w ogóle myśli, że takowe słowa mogą ekspektatywnie zostać wypowiedziane przez żonę (kochanicę).

Powinniśmy jednak w tym miejscu zauważyć, że wyparcie następując jedynie z poziomu świadomości; ustawicznie jednak funkcjonuje także, (a może nawet przede wszystkim) w podświadomości !!!! dodatkowo charakteryzując się zwiększoną zwykle jego intensywnością. Podnieść także należy, że wyparte zdarzenia, wspomnienia, względnie myśli poprzez ich permanentne funkcjonowanie w podświadomoścwymagają ponoszenia ciągłego nakładu energii na ich stałe wypieranie i kontrolowanie. Zatem wyparcie nie jest jednostkowym zdarzeniem, a wręcz przeciwnie jest ciągłym nieustannym procesem kontroli otoczenia i zdarzeń pod kątem wypieranej treści. Oznacza to stały, konieczny wydatek energetyczny na tłumienie tychże wspomnień, myśli, zdarzeń, słów, obrazów etc. Podkreślenia wymaga zauważalna w sposób oczywisty stałość i ciągłość podświadomej koncentracji na czynnikach uznanych przez nas apriorycznie za negatywne. Paradoksalnie wbrew pozorom osoba wypierająca doznaje jedynie pozornej ulgi. Pojawiają się, bowiem następczo bolesne i trudne zdarzenia, które wymagają dalszego konsekwentnego ich wypierania. Kreuje to dosłownie błędne koło zdarzeń, względnie tzw. kwadraturę koła. Skoro zatem różnego rodzaju nasze somsiady czy znajomki w swoim egotycznym samczym samouwielbieniu mimochodem zechcą nam się pochwalić swoimi amorycznymi zdobyczami, a będąc uwikłani w formalne i nieformalne związki; przyjmijmy tęże wiadomość jako absolutnie nie extraordynaryjne wydarzenie. Doszło bowiem pomiędzy przedstawicielami dwóch płciuf (tylko gdzie ponoć kolejne 56 ??) do zawarcia określonego seksualnego kontraktu ze wszystkimi z tego faktu wypływającymi skutkami. Zatem koleżeństwo, znajomkowstwo oraz somsiedztwo spersonifikowane imiennie dla przykładu Adamami, Lechami, Leszkami, Romanami, Jurkami czy też Jędrzejami uważajta na siebie i czuwajta nad faktem ewidentnej spostrzegalności Waszych połowic. KARMA wszak czuwa i możecie zostać pociągnięci do daleko idącej odpowiedzialności…….. Najwyższa pora w tymże miejscu odnieść się do drugiego członu tytułu felietonu tzw. animalizmu przejawiającego się występowaniem elementów porównawczych w egzystencji szeroko pojętej fauny wobec jego człeczej odmiany. Zarówno przedstawiciele sensu largo ujmowanej fauny jak też i ludzka istota od wiek wieków przenikają się w swoim indywidualnych zachowaniach. Stąd charakterystyczne odniesienia leksykalne tego typu jak: wierny jak pies, odważny jak lew, obślizły jak wąż, chytry jak lis, czy też słynną latyńską konstatacją: homo homini lupus est„człowiek człowiekowi wilkiem jest” !!! Nie będziemy rzecz jasna szczegółowo wnikać w struktury DNA naszych najbliższych pobratymców np. występujących w postaci domowych pupili tj. kota, psa czy papugi. Zechciejmy jednak się odnieść porównawczo do symptomatycznych zachowań zwierząt, czyli zachowań animalnych oraz ich ludzkim odpowiednikom. Powinniśmy przy tym dokonać porównawczego zachowania zarówno stadnego jak też i indywidualnego zarówno zwierząt jak i ludzi. Nawet pobieżna analiza ludzkich i zwierzęcych zachowań prowadzi do oczywistej konstatacji, że większość takowych zachowań zakwalifikować możemy ze strony zwierząt jako całkowicie zasadne i racjonalne, natomiast odnosząc się do ludzkiej populacji niekonieczne, a nawet wręcz przeciwnie irracjonalne!!!! Doprawdy zdumiewać mogą atawistyczne, a częstokroć błędnie określane animalnymi zachowania ludzi np. odnoszące się do wojen, czy chociażby walk na arenach z udziałem gladiatorów czy też drapieżnych zwierząt i gdy krew wsiąkająca w piasek lała się z ofiar strumieniami. Hekatomba ofiar I i II wojny światowej oraz obecnie prowadzona wojna tuż za granicą RP pozwalają powątpiewać w człeczy rozsądek i właściwą percepcję rzeczywistości. Doświadczenia napaści bandyckiej Rosji na Ukrainę i stopień poparcia dla tej agresji ze strony rosyjskiego społeczeństwa wydają się być elementami całkowicie irracjonalnymi. To już ludzkość przecież jednak przerabiała w latach 30-tych XX w. wraz z dojściem Hitlera do władzy w Niemczech. Niestety nadal pozostaje w pełni aktualne brzmienie powiedzenia: „historia uczy, że niczego nie nauczy”. W obecnych uwarunkowaniach społeczno-politycznych RP bezczelny huncwot, obszczymur, złodziej emeryckich świadczeń, notoryczny łgarz, siewca wzajemnej społecznej nienawiści wykreowanych przez niego plemion pisowskich i antypisowskich, szwabski jurgieltnik i słynny „wynalazca” całkowicie kompromitującego go i jego sekciarskich wyznawców powiedzonka: POLSKOŚĆ TO NIENORMALNOŚĆ !!! także niestety jak Lenin, Stalin, Putin i…. Rasputin cieszy się poparciem licznego polactwa……. Czy leci z nami pilot ????? HAŃBA, HAŃBA, HAŃBA !!!!!! Z pełną odpowiedzialnością oraz zasadną konkluzją można stwierdzić, że tego typu zachowanie Herr TUSSKA i jego akolitów nie zasługuje nawet na animalne odniesienie się do typowych zwyczajów skunksa. No, aleć to jego i jego kamaradów wybór.

Powodzenia życzy Fredzio. Koniecznym jednak jest w tym miejscu przywołać inwokacyjne felietonowe słowa ujęte cytatami z „Pamięci i tożsamości” autorstwa naszego sławetnego papieża. Zło nazywaj złem, dobro dobrem, a w konsekwencji tegoż stwierdzenia bez stosowania jakichkolwiek eufemizmów czy surogatów nazywaj złodzieja złodziejem, bandytę bandytą, a zdrajcę polskich interesów jakim był od dawien dawna Herr Tusk łajdackim zdrajcą, który winien zostać ze skały tarpejskiej strącony w polityczny niebyt.

I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.

10.12 2022