Powstał Rozwój Plus. Na razie Stowarzyszenie, ale powstanie partia, która będzie pewnie dążyć źeby minimalnie zdobyć około 2 mln głosów, Jest to poparcie rzędu ok. 10 proc. ( ok. 50 mandatów).Już teraz oscyluje w tych granicach.Jak powstało Stowarzyszenie można było się spodziewać lub oczekiwać poważnej z nim dyskusji o gospodarce, bezpieczeństwie, demografii, podatkach czy kierunku rozwoju Polski. Można było oczekiwać sporu na argumenty i programy. Tymczasem niemal natychmiast rozpoczął się festiwal etykiet, wyzwisk i politycznych połajanek.
Sławomir Mentzen ogłosił: „To nie Rozwój Plus, tylko PiS 2.0”. Krzysztof Bosak nazwał Mateusza Morawieckiego „manipulatorem i hipokrytą”. Agnieszka Wojciechowska van Heukelom zaczęła pisać o „Rozboju Plus”. Jacek Kurski poszedł jeszcze dalej, twierdząc, że Morawiecki „na zlecenie Tuska próbuje rozbić PiS”.
A gdzie w tym wszystkim jest Polska?
Gdzie rozmowa o tym, jak wyprowadzić kraj z coraz wiekszego zadłużenia, jak pobudzić rozwój gospodarczy, zwiększyć inwestycje, zatrzymać kryzys demograficzny i budować silne państwo? Zamiast odpowiedzi słyszymy kolejne polityczne łatki. Jedni mówią: „PiS 2.0”, drudzy: „rozłamowcy”, trzeci: „zdrajcy”, czwartym wystarcza złośliwy przydomek.
Są jednak także głosy zupełnie odmienne. Dominik Tarczyński uważa Morawieckiego za „najlepszego menedżera w Europie” i człowieka o największych kompetencjach gospodarczych w polskim obozie prawicy. Ryszard Terlecki przekonuje, że Rozwój Plus miał być „drugim płucem PiS”: mniej krzykliwym, bardziej programowym, nastawionym na rozwój i szukanie odpowiedzi na najważniejsze wyzwania gospodarcze. Według niego właśnie ta wizja stała się początkiem intryg i konfliktu.
Można zgadzać się z Mentzenem albo z Tarczyńskim. Można przyznać rację Bosakowi albo Terleckiemu. Na tym polega demokracja. Problem zaczyna się wtedy, gdy zamiast argumentów pojawia się szyderstwo.
Dobrym przykładem jest określenie „Rozbój Plus”. Każdy ma prawo do krytyki. Sam często krytykuję polityków i nie tylko. Ale krytyka oparta na argumentach buduje debatę. Przekręcanie nazw, wyśmiewanie i obrażanie przeciwników niczego nie wnosi. To nie jest błyskotliwość. To jest intelektualne dno.
Spójrzmy na liczby. Mateusz Morawiecki w wyborach parlamentarnych w 2023 roku zdobył 117 064 głosów. Agnieszka Wojciechowska van Heukelom uzyskała 10 557 głosów. To ponad jedenaście razy mniej i jeden z najgorszych wyników w ogóle. Nie oznacza to, że liczba głosów decyduje o racji. Oznacza jednak skalę społecznego mandatu. W demokracji warto o tym pamiętać, zanim zacznie się ośmieszać ludzi, którzy otrzymali tak silne poparcie wyborców. Polska polityka wciąż nie potrafi uwolnić się od najgorszych nawyków i fatalnych ludzi. Zamiast ścierać się na programy,idee ścierają się na emocje. Zamiast odpowiadać na argumenty, odpowiada się epitetami. To nie jest kultura demokratycznej debaty. To jest polityka plemion. Taki postkomunistyczny świat.
Najbardziej boli mnie jednak coś innego.
Nie tylko język polityków, ale także zachowanie części ich zwolenników. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że część elektoratu PiS zaczyna zachowywać się dokładnie tak, jak przez lata zarzucała zwolennikom Tuska. Różnica coraz bardziej się zaciera.Zamiast rozmowy pojawiają się wyzwiska. Zamiast dyskusji oskarżenia o zdradę, zaprzaństwo. Zamiast szacunku próby publicznego linczu każdego, kto odważy się mieć inne zdanie.
Przecież to właśnie wielu sympatyków PiS przez lata mówiło o pogardzie, która płynęła ze strony PO. Dzisiaj niestety coraz częściej można odnieść wrażenie, że część z nich zaczyna używać dokładnie tych samych metod. A jeśli tak się dzieje, to czym właściwie różnią się od swoich przeciwników? Niczym.Nie przekonuje się ludzi wyzwiskami. Nie buduje się zaufania pogardą. Nie wygrywa się przyszłości Polski złośliwymi memami i politycznymi etykietami.
Państwo potrzebuje konkurencji idei, a nie konkursu na najbardziej obraźliwy cytat. Bo jeśli politycy i ich zwolennicy zapomną rozmawiać o Polsce, wyborcy prędzej czy później przestaną słuchać polityków.
I wtedy nie przegra ani PiS, ani Platforma, ani Konfederacja.
Przegra po prostu Polska.Razi mnie też postawa części prawicowych mediów. W ostatnich tygodniach w Telewizji Republika niemal codziennie można było usłyszeć ostre ataki na Mateusza Morawieckiego. Zamiast rzetelnej analizy i uczciwej debaty dominowały jednostronne komentarze, oskarżenia i polityczne etykiety. Trudno oprzeć się wrażeniu, że dla części prowadzących i komentatorów ważniejsze stało się opowiedzenie się po jednej stronie wewnętrznego sporu niż zachowanie dziennikarskiego dystansu. Smutne to.
Zostaw komentarz