Jeszcze niewiele ponad 400 dni skazani jesteśmy na konieczność funkcjonowania pod rządami ekipy D. Tuska i nie będą to dni przyjemne. Postępująca degrengolada obozu władzy właściwie w każdej dziedzinie za która odpowiada, znalazła w ostatnich dniach bolesne potwierdzenie. Skala kompromitacji przy okazji lotu ruskiej (?) rakiety ujawniła też stopień nieprzygotowania tej ekipy do prowadzenia spraw kraju.
Nie ma większego sensu rozważanie na tym miejscu czy to jest wynik wykonywania poleceń zagranicznych decydentów, których celem jest konsekwentnie osłabianie Polski, jej potencjału, ale i utrzymywanie wewnętrznych podziałów i napięć, czy po prostu wyraz ewidentnej skądinąd głupoty. Jedno jest pewne: istnieją cały czas możliwości pogonienia tej bandy nieudaczników i destruktorów w każdej chwili, ale wymagałoby to mądrości po drugiej stronie – opozycyjnej.

Niestety ostatnie dni ujawniły, że właśnie po tej stronie brakuje również podstawowego wyczucia chwili (władza leży już dziś na ulicy), a zwłaszcza jakiegokolwiek poczucia konieczności podjęcia współpracy. Współpracy, której Polska potrzebuje dziś jak tlenu.

1. Stan obozu Tuska jest opłakany. Trwanie ciągle niezłych (jak na „osiągnięcia”) notowań samej KO, nie zmienia istoty rzeczy. Rząd Tuska ma coraz gorsze oceny, a on osobiście uważany jest w oczach Polaków (wynika to ze wszystkich sondaży), jako największe obciążenie tego obozu. Co więcej, Tusk funkcjonuje w zamkniętej bańce ok. 1/3 elektoratu, który jedyny cel swojej egzystencji na ziemi widzi w haśle j…ć PiS. I trwają w tym, mimo że tak naprawdę nie ma już kogo j…ć. Tusk i jego ferajna nie są jednak w stanie w żadnej sprawie wyjść poza ten schemat „myślenia” i w konsekwencji pogrążają się coraz głębiej. Tym bardziej, że wrodzone dla tej formacji przekonanie, że im wolno wszystko bo ich media ich usprawiedliwią, bo oni walczą z PiSem, właśnie przestało działać. Owe media mają już bowiem świadomość, że trzeba ratować swoją wiarygodność. A tego nie osiągną dalej waląc w PiS i to w sytuacji, gdy twarzą obecnych rządów stał się młody lekarz z Warszawy.

2. Dlatego nie traktowałbym w kategoriach żartu pogłosek, że ekipa Stróżyka i Syryski przekonuje Tuska do wariantu wojennego. Innymi słowy – wszystkie zagrywki z „zagrożeniem” rosyjskim, wyczyny z dronami i rakietami, mają służyć stworzeniu takiego poczucia zagrożenia, żeby konieczne stało się np. wiosną przyszłego roku ogłoszenie przynajmniej stanu wyjątkowego. To bowiem dałoby Tuskowi jakiś dodatkowy rok na przetrwanie. Jest oczywiście „drobiazg” – rola w takim procesie Prezydenta. Ale i tu wymieni panowie, po świeżych doświadczeniach węgierskich towarzyszy Tuska, snują pomysły pacyfikacji PKN w takiej czy innej formie. Że to się wydaje niemożliwe? Ja już o tym pisałem jakiś rok temu, kiedy pomysł się w tych chorych łbach rodził, ale teraz okazuje się, że Tusk myśli o tym coraz poważniej. I przekonuje go do tego każdy kolejny sondaż.

3. W momencie kiedy władza leży na ulicy, rękę Tuskowi postanowiła podać opozycja. I nawet nie chodzi mi tutaj o rozstrzyganie, kto kogo wypychał z PiSu. Nie jestem w żadnym stopniu zainteresowany tym, czy prawdę mówią „maślarze” czy „harcerze” i kogo „słusznie” wspiera dzisiaj ta czy inna stacja.
Trudno bowiem zrozumieć co kieruje tymi ludźmi aby w takim momencie, przykrywać swoimi durnymi w istocie problemami „sukcesy” Tuska. Trudno zrozumieć jak formacja, która od przynajmniej 25 lat przeszła przez tyle trudnych chwil, ale ma też olbrzymie osiągnięcia, gotowa była w imię niewiadomo czego, dokonać politycznego samobójstwa. Takiego spektaklu nie dokonywali nawet konfederaci barscy czy powstańcy w kolejnych zrywach narodowych, które kończyły się klęskami przede wszystkim wskutek bratobójczych sporów.

4. Najbardziej zdumiewający jest jednak poziom niezdolności do odczytania oczekiwań i intencji swojego własnego elektoratu. Te oczekiwania od 1 czerwca 2025 roku, czyli od zwycięstwa K. Nawrockiego są tak jasne i czytelne, jak bodaj nigdy dotąd. Tyle tylko, że liderzy już nie tylko PiSu, uważają że wiedzą lepiej i żadnych lekcji z tych badań nie mają zamiaru wyciągać. A jakie są te wnioski?
K. Nawrocki osiągnął zwycięstwo uzyskując 51% głosów i zwycięstwo to opierało się na głosach przytłaczającej większości ówczesnego elektoratu PiS, Konfederacji, KKP oraz mniejszych ugrupowań centroprawicowych. Kolejne wyniki sondaży partyjnych do lipca 2026 roku pokazywały, że formacje te utrzymują, a nawet powoli powiększają poziom swojego poparcia. Co istotne, nawet zawirowania wewnątrz poszczególnych formacji, nie uszczuplały ich łącznych notowań, a znajdowało to wyraz w prognozowanych podziałach mandatów. Tutaj cały czas utrzymywały one przewagę dochodzącą momentami nawet do ponad 270 mandatów.
Towarzyszyło temu stopniowe kurczenie się elektoratu Koalicji Tuska. Straty poszczególnych partii podreperowywały w części wyniki KO, stąd było wrażenie, że Tusk panuje nad sytuacją. Sumarycznie jednak widać wyraźnie, że cały ten obóz idzie na dno.

5. Jakie są postawy i oczekiwania elektoratu centroprawicy pokazały najdobitniej ostatnie wydarzenia. Rozpad PiSu nie spowodował bowiem żadnych strat sumarycznych obozu K. Nawrockiego, a jedynie kolejne wewnętrzne przesunięcia. Innymi słowy, jakkolwiek by nie liczyć wspólnie formacje centroprawicowe w dzisiejszym stanie nastrojów po drugiej stronie, są w stanie osiągnąć przynajmniej 55% głosów w nachodzących wyborach.
Co niezwykle istotne, nawet ostatnie wydarzenia w PiSie, nie zmieniły sumarycznego wyniku tej strony sceny politycznej. A jej dominację wzmacnia fakt, iż słabnie prorosyjska lewica spod znaku funkcjonariusza Czarzastego na rzecz formacji Zandberga. Z tej strony tuskowa ferajna na pewno nie może zaś liczyć na współpracę i wsparcie.
Co to oznacza? Odpowiedź jest naprawdę prosta. Elektorat prawicy dziś odpowiadający mniej więcej uzyskiwanemu przez K. Nawrockiemu poziomowi zaufania w sondażach jest przede wszystkim stabilny. Jest też cierpliwy, bowiem nie zraża się wyczynami prawicowych liderów i zdaje się wręcz z sondażu na sondaż pokazywać im, czego nie akceptuje. Nie akceptuje zaś żadnych kłótni – i to nie tylko tych w PiSie, ale także pomiędzy ugrupowaniami. Najlepszym tego dowodem jest stały progres formacji G. Brauna. To ona jako jedyna nie uczestniczy we wzajemnych połajankach i jest raczej obiektem zaczepek i insynuacji, ale sama zachowuje powściągliwość. I to ów elektorat systematycznie coraz bardziej nagradza.

6. Co więcej – stabilność i cierpliwość tej części elektoratu, nie jest zorientowana PRZECIW. Ani przeciw „wrogom wewnętrznym” w obrębie własnego obozu, ani przeciw wrogom zewnętrznym. Jest ona zorientowana ZA. Jest więc za odejściem Tuska i jego ekipy, jest za głęboką zmianą chaosu w porządek, jest za sprawiedliwym modelem ekonomicznym, jest za… jeszcze wieloma rzeczami.
Ale nade wszystko ten elektorat ma świadomość tego, że istnieje szansa na poukładanie Polski od podstaw. Innymi słowy ma wyczucie tego, czego nie czują w żadnej mierze liderzy obecnej opozycji, ale czuje to prezydent K. Nawrocki. To się nazywa MOMENT KONSTYTUCYJNY. To jest wyczucie, że możemy odwrócić wszystkie szkody i zła wynikające z konstytucji 1997 roku, którą narzuciła Polsce w spiskowej formule lewica.

7. Ten elektorat ma również świadomość tego, że na szczęście ponad małością liderów politycznych prawicy, jest autorytet prezydenta Karola Nawrockiego. I jest przekonany, że to w decydujących momentach to właśnie on będzie przejmował inicjatywę. K. Nawrocki pokazał już tę umiejętność w skrajnie trudnej kampanii wyborczej rok temu. Budując konsekwentnie swoją pozycję, stale poszerzając bazę swego poparcia, K. Nawrocki pozostaje nadzieją na to, że nawet partyjni liderzy nie zdołają zniweczyć determinacji naszego elektoratu.

8. Warto jeszcze poddać pod rozwagę liderom prawicy, pewną dodatkową myśl wynikającą z owych sondaży. Kiedy bowiem słyszymy „rozmowy” owych liderów między sobą, to są oni skoncentrowani właściwie wyłącznie na przeszłości. I właśnie owe doświadczenia przeszłości mają tłumaczyć ich niemożność dogadywania się między sobą.

Niektórzy wypominają sobie co się wydarzyło w 2022 roku, w 2020 czy 2017. Inni cofają się do 2015 albo i 2012. Są i tacy, którzy sięgają pamięcią do lat 90-tych. No i z wielką pasją potrafią dowodzić, kto miał wtedy rację. Podzielę się w tym kontekście osobistą refleksją. W 1990 roku miałem okazję znaleźć się w Londynie i przez wiele tygodni toczyć rozmowy z ówczesnymi przywódcami II RP: prezydentem Kaczorowskim, premierem Szczepanikiem, ministrami Rządu na wychodźstwie, politykami z ośmiu stronnictw Rady Narodowej – wychodźczego parlamentu. I byłem zdumiony bowiem – niestety – większość z nich z wielką pasją opowiadała o sporach emigracyjnych sięgając jeszcze lat II wojny światowej, a potem całego okresu powojennego.

Udowadnianie kto miał w tych sporach rację, było pasją ich życia. Do tego stopnia, że większość z nich nie była w stanie no może nie tyle zauważyć, ile zrozumieć tego, co dzieje się właśnie w Polsce. Było mi bardzo smutno…

Obserwując dzisiejszych liderów formacji centroprawicowych i to bez względu na ich wiek, mam wrażenie że obserwuję podobne widowisko. Z tą różnicą, że wtedy to co robiono w Londynie, nie miało większego znaczenia dla Polski (choć mogło mieć), ale dzisiejsze spory naprawdę szkodzą Polsce. I mam wrażenie, że właśnie centroprawicowy elektorat woła dzisiaj do liderów swoich formacji – OGARNIJCIE SIĘ. Nas naprawdę mnie interesuje, kto z was kiedy miał rację, kto w waszych wyobrażeniach szkodził Polsce, a kto nie. Oczekujemy od was WSPÓLNEJ PRACY DLA POLSKI, a nie brnięcia we wzajemne oskarżenia. Bo Polski dzisiaj nie stać na to, by rządził dalej Tusk, ale również na to, aby czekać na rozstrzygnięcie kto z was kiedy miał rację.

Rozwiążcie wspólnie problemy Polski i Polaków – oto czego od was chcemy!

I mam przekonanie graniczące z pewnością, które również wynika z obserwacji tendencji sondażowych, że ostatecznie ten elektorat postawi na tego spośród liderów i formacji, kto najlepiej odpowie na te oczekiwania. I ten wybór może bardzo zadziwić formacje obecnej opozycji.

Autor: prof. Grzegorz Górski
Polski prawnik, nauczyciel akademicki, adwokat, polityk, samorządowiec, doktor habilitowany nauk prawnych, profesor nadzwyczajny Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, od 2011 do 2014 sędzia Trybunału Stanu. Więcej na stronie autorskiej: grzegorzgorski.p