Jednym z najbardziej złożonych rozdziałów II wojny światowej są losy setek tysięcy mieszkańców Związku Sowieckiego, którzy w latach 1941–1945 znaleźli się w służbie III Rzeszy. Nie była to jedna armia ani jedna organizacja. Był to rozbudowany system obejmujący ochotników pomocniczych, bataliony wschodnie, legiony narodowe oraz – dopiero pod koniec wojny – Rosyjską Armię Wyzwoleńczą (ROA).
Po rozpoczęciu operacji „Barbarossa” Hitler nie zamierzał tworzyć rosyjskiej ani innych narodowych armii antykomunistycznych. Ideologia narodowosocjalistyczna zakładała podbój i kolonizację Wschodu, a nie partnerską współpracę z jego narodami. Tymczasem rzeczywistość frontowa szybko pokazała, że na terenach ZSRR istnieją silne nastroje antykomunistyczne.
Najpierw pojawili się Hilfswillige (Hiwi) – ochotnicy pomocniczy, głównie byli jeńcy Armii Czerwonej i mieszkańcy okupowanych terenów. Następnie powstawały Osttruppen, czyli kompanie i bataliony bojowe podporządkowane Wehrmachtowi. Z czasem zaczęto organizować jednostki narodowe: legiony gruzińskie, ormiańskie, azerskie, turkiestańskie, północnokaukaskie, wołżańsko-tatarskie, krymskotatarskie oraz liczne formacje kozackie. Dopiero jesienią 1944 r. zgodzono się na utworzenie Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej gen. Andrieja Własowa.
Formacje te walczyły nie tylko na Froncie Wschodnim. Wykorzystywano je również do ochrony linii komunikacyjnych i zaplecza frontu, do działań przeciwpartyzanckich, a także przerzucano je do Francji, Włoch i na Bałkany. Część jednostek znalazła się na Wału Atlantyckim, gdzie walczyła z aliantami po lądowaniu w Normandii. Inne uczestniczyły w walkach na terenie Czech i Austrii w ostatnich tygodniach wojny.
Dlaczego ci ludzie trafiali do niemieckiej służby?
Nie ma jednej odpowiedzi, ale jednym z najważniejszych czynników był głęboki antykomunizm, zakorzeniony w doświadczeniach milionów mieszkańców ZSRR. Wielki Głód na Ukrainie, kolektywizacja, Wielka Czystka, masowe deportacje całych narodów, terror NKWD oraz prześladowania religijne sprawiły, że dla części Rosjan, Kozaków, Gruzinów, Ormian, Azerów, Tatarów czy narodów Kaukazu walka przeciwko reżimowi Stalina była celem samym w sobie. Dla innych służba była próbą przeżycia po dostaniu się do niemieckiej niewoli, gdzie śmiertelność jeńców sowieckich była katastrofalnie wysoka. Byli również ludzie kierujący się nadzieją na odbudowę własnych państw oraz tacy, którzy świadomie zdecydowali się na współpracę z Niemcami.
Nie zmienia to faktu, że część formacji wschodnich dopuściła się ciężkich zbrodni wojennych. Dotyczy to przede wszystkim RONA oraz niektórych jednostek policyjnych uczestniczących m.in. w tłumieniu Powstania Warszawskiego. Tych zbrodni nie wolno relatywizować ani pomniejszać. Jednocześnie błędem jest przypisywanie odpowiedzialności wszystkim ochotniczym formacjom wschodnim. Poszczególne jednostki miały odmienny charakter, zadania i przebieg służby, dlatego historyk powinien oceniać je indywidualnie.
Jednym z najciekawszych świadków tamtych wydarzeń był Hans von Herwarth. Był niemieckim dyplomatą, który jeszcze przed wybuchem wojny przekazał stronie amerykańskiej informacje o tajnym protokole paktu Ribbentrop–Mołotow, ujawniając planowany podział Europy Środkowo-Wschodniej między III Rzeszę i ZSRR. Później służył jako adiutant generała Ernsta Köstringa, jednego z głównych organizatorów polityki Wehrmachtu wobec ochotników ze Wschodu. W swoich wspomnieniach Herwarth krytycznie oceniał politykę Hitlera, wskazując, że odrzucenie szerokiej współpracy z narodami ZSRR było jednym z najpoważniejszych błędów strategicznych III Rzeszy.
Podobne wnioski przedstawiał również Jürgen Thorwald, który opisywał, jak ideologia nazistowska zniweczyła możliwość wykorzystania antykomunistycznych nastrojów milionów mieszkańców Związku Sowieckiego. Wielu historyków zgadza się, że brutalna polityka okupacyjna Niemiec skutecznie zniszczyła znaczną część początkowych nadziei na wyzwolenie spod władzy Stalina, choć wpływ tego na ostateczny wynik wojny pozostaje przedmiotem dyskusji.
Najbardziej tragiczny rozdział rozpoczął się jednak po zakończeniu wojny.
Na mocy porozumień aliantów zachodnich ze Stalinem rozpoczęto przymusową repatriację osób uznanych za obywateli ZSRR. W ramach operacji znanej jako Keelhaul wydawano Sowietom żołnierzy formacji wschodnich, Kozaków, członków ROA, a także – w części przypadków – osoby, które nigdy obywatelami Związku Sowieckiego nie były, między innymi część emigrantów rosyjskich, którzy opuścili Rosję po wojnie domowej. Dla wielu oznaczało to egzekucję, wieloletni pobyt w łagrach lub śmierć w sowieckim systemie represji.
Historia tych ludzi nie jest prostą opowieścią o bohaterach ani o zdrajcach. Jest historią dramatycznych wyborów podejmowanych pomiędzy dwoma totalitarnymi systemami oraz przypomnieniem, że zakończenie wojny w 1945 r. nie oznaczało wolności dla wszystkich. Aby zrozumieć ten rozdział historii, trzeba jednocześnie pamiętać o zbrodniach nazistowskich, zbrodniach stalinowskich oraz o motywacjach ludzi, którzy znaleźli się między tymi dwoma reżimami – bez uproszczeń i bez przemilczeń.
Autor: dr Adam Stolarz
Ekspert ds wyceny przedsiębiorstw. Doktor nauk o bezpieczeństwie. Poszukiwacz genu innowacyjności w polskiej gospodarce obecnie i w przeszłości.
Zostaw komentarz