Czy Morawiecki oddał Białoruś Putinowi? To będzie niepopularna opinia. Przez lata nie chciałem o tym pisać, bo uważałem, że krytykowanie rządu PiS w sprawie Białorusi będzie wodą na młyn dla Tuska.

Dziś, gdy sami politycy PiS rozliczają własne błędy, nie widzę powodu, by dalej milczeć.

Największym błędem było to, że Polska z własnej woli przestała być graczem, a stała się kibicem jednej ze stron białoruskiego konfliktu.
Po wyborach w 2020 roku Mateusz Morawiecki niemal natychmiast postawił wszystko na Swietłanę Ciechanouską. Jakby chciał powiedzieć „jestę bojownikię o wolność jak mój stary”.

Brzmiało to szlachetnie. Problem w tym, że dyplomacja to nie konkurs moralności, lecz gra interesów.

Mało kto pamięta, że najpoważniejszym rywalem Łukaszenki był Wiktar Babaryka – były szef Biełgazprombanku, instytucji związanej z Gazpromem. Czy naprawdę Kreml nie miał tam swoich wpływów? Czy Putin nie zabezpieczał się na wypadek różnych scenariuszy? Tego nie wiemy. Ale takie pytania warto sobie zadawać.

Jestem przekonany, że Polska powinna była zachować znacznie większą ostrożność. Zamiast tego jednoznacznie opowiedziała się po jednej stronie. Efekt?

Moim zdaniem Putin dostał prezent. Mógł przekonywać Łukaszenkę, że jedynym gwarantem jego przetrwania jest pełne uzależnienie od Moskwy. Każdy gest Warszawy był przedstawiany jako dowód na próbę obalenia białoruskiej władzy przez Polskę.

Kto na tym zyskał?
Nie Polska.
Nie demokratyczna Białoruś.
Najwięcej zyskał Kreml.

Kilka lat później rosyjskie wojska ruszyły na Ukrainę również z terytorium Białorusi. Polska dostała w zamian wojnę hybrydową na granicy, całkowite zamrożenie relacji z Mińskiem i utratę niemal wszystkich wpływów na Białorusi.

Czy wszystko to było wyłącznie skutkiem decyzji Morawieckiego? Oczywiście nie. Historia jest znacznie bardziej skomplikowana.

Uważam jednak, że polska dyplomacja zachowała się jak słoń w składzie porcelany. W polityce zagranicznej dobre intencje nie wystarczają. Trzeba jeszcze umieć przewidywać skutki własnych działań.

I właśnie dlatego uważam, że polityka Mateusza Morawieckiego wobec Białorusi była jedną z największych porażek polskiej dyplomacji po 1989 roku.

Co o tym sądzicie? Czy Polska mogła rozegrać sprawę Białorusi znacznie mądrzej, czy też nie miała żadnego realnego pola manewru?