Saluti Roma – Rzym i Watykan cz 4

//Saluti Roma – Rzym i Watykan cz 4

Saluti Roma – Rzym i Watykan cz 4

Piętnastego kwietnia 2018 rozpoczęliśmy zwiedzanie Rzymu od uczestnictwa w niedzielnym nabożeństwie Regina Coeli (Anioł Pański) z Ojcem Świętym Franciszkiem na placu Świętego Piotra w Watykanie. Do placu dojechaliśmy metrem a następnie spacerkiem idąc ulicami miasta dotarliśmy na miejsce. Po drodze słuchaliśmy naszej polskiej przewodniczki Moniki o historii zjednoczenia Włoch pod wodzą Giuseppe Garibaldiego.

Dzięki niemu w 1861 roku powstało Zjednoczone Królestwo Włoch na którego czele stanął Wiktor Emanuel II. Równocześnie ze zjednoczeniem nastąpiła likwidacja Państwa Kościelnego istniejącego z przerwami od 754 roku. Nie poddało się ono bez walki. Siły papieskie 18 września 1860 r. stoczyły bitwę pod Castelfidardo którą przegrały. Efektem klęski była utrata przez Państwo Kościelne znacznej części posiadanych ziem, za które mieli otrzymać odszkodowanie. Nie dostali go jednak w całości, lecz tylko częściowo. Dopiero Mussolini podpisał z nim porozumienie na mocy którego otrzymali to co obecnie mają. Jest to jednak o wiele mniej niż mieli w chwili powstania. Nie będę jednak szczegółowo opisywać tych zdarzeń. Chętnych odsyłam do źródeł historycznych.

Ponieważ do nabożeństwa mieliśmy sporo czasu przewodniczka Monika pokazała nam miejsca przez które mogliśmy dostać się na plac św. Piotra i chętni udali się do znajdujących się wokół niego sklepików z pamiątkami lub na kawę do niedużych przytulnych kafejek. My z mężem poszliśmy na kawę która nie była rewelacyjna. Po jej wypiciu udaliśmy na plac który jest pilnie strzeżony. Przy kolumnach go otaczających były bramki takie same jak na wszystkich lotniskach świata. Również procedura jest podobna. Każdy musiał włożyć do plastykowej tacy wszystkie metalowe i elektroniczne przedmioty które były prześwietlane i przejść przez elektroniczną bramkę.

Po przejściu kontroli plac był prawie pusty. Szukając dogodnego miejsca z którego mielibyśmy dobry widok na papieskie okno z rozrzewnieniem przypominałam sobie moje poprzednie wizyty w tym miejscu.
W 2001 roku, gdy tu byłam sama, nie było mi dane spotkanie z papieżem Janem Pawłem II ponieważ przebywał On za granicą na jednej ze swoich licznych pielgrzymek po świecie. Drugą wizytę odbyłam w 2015 roku wspólnie z mężem i spotkanie z papieżem Franciszkiem przebiegało spokojnie, bez żadnych utrudnień i ścisłych kontroli przy wejściu na plac św. Piotra.
Powoli sukcesywnie zapełniał się on pielgrzymami. Najwięcej przybyło ich tuż przed nabożeństwem.
Gdy w oknie pojawił się papież Franciszek, rozległa się burza oklasków i wiernych ogarnęła euforia. Tu trzeba osobiście być by zrozumieć emocje jakie ogarniają wiernych podczas tych kilkunastu minut przebywania z papieżem.

Po nabożeństwie udaliśmy się na pieszą wędrówkę po barokowy Rzymie. Pierwszym obiektem był Pałac Anioła, będący najbardziej charakterystyczną budowlą na nabrzeżach Tybru.
Ma on niesamowitą historię.
Jego budowę rozpoczął za życia cesarz Hadrian i służył jako grobowiec jemu, jego rodzinie oraz następcom. Na podstawie w kształcie kwadratu o boku 85 m i wysokości ok. 10 m obłożonej trawertynem (tuf wapienny) wzniesiono cylindryczne mauzoleum, o średnicy 64 m i wysokości ok. 21 m. z zewnątrz obłożone płytami z marmuru. Przykrywała go kopuła pokryta warstwą ziemi z posadzonymi drzewkami cyprysowymi. Nad nimi górował wykonany z brązu posąg cesarza powożącego kwadrygą. Na krawędzi ścian stały posągi z marmuru. Niestety podczas oblężenia Rzymu przez Gotów w 537 roku zniszczone zostały przez obrońców którzy obrzucali nimi szturmujących wrogów. Ściany podstawy ozdobiono fryzem i inskrypcjami wymieniającymi pochowanych członków rodziny cesarskiej.

Wejście do mauzoleum prowadziło przez korytarz zakończony kwadratowym pomieszczeniem, w niszy którego stał posąg cesarza. Z niego spiralny korytarz prowadził do komory grobowej o wymiarach 8×8 m wyłożonej marmurem. W ścianach znajdowały się nisze przeznaczone na urny z prochami zmarłych.
Budowla funkcję mauzoleum pełniła do 271 roku, następnie została włączona w system murów obronnych Rzymu. Po pewnym czasie była więzieniem, a na początku V wieku została przebudowana na fortecę.
Pod koniec VI wieku papież Grzegorz I Wielki przemianował budowlę na Zamek św. Anioła, aby upamiętnić ukazanie się go podczas zarazy. Nad mauzoleum stała rzeźba anioła chowającego miecz na znak końca epidemii, którą interpretowano jako gniew Boży. W 608 roku papież Bonifacy IV na szczycie budynku wzniósł kaplicę Świętego Anioła w Niebie.
W 1453 roku na jego murach powieszony został Stefano Porcari przywódca spisku przeciw papieżowi Mikołajowi V. Podczas wojny w 1527 roku schronił się tu papież Klemens VII. Od 1752 roku budynek zdobi rzeźba przedstawiająca anioła z mieczem.

Po upadku Państwa Kościelnego Zamek Anioła przeszedł w ręce jednoczącej się Italii i stracił swoje dawny militarne przeznaczenie. Obecnie, od roku 1933, znajduje się w nim watykańskie muzeum średniowiecznej broni. Niestety nie było nam dane zwiedzać wnętrza tej budowli. W pośpiechu przeszliśmy przez most Hadriana, ponieważ mieliśmy w planie zwiedzanie innych miejsc barokowego Rzymu. Nie było czasu aby kupić pamiątki, nie mówiąc o tym by im się przyjrzeć. To była prawdziwa gonitwa.
Następnie przeszliśmy pięcioprzęsłowy mostem św. Anioła – nad Tybrem zbudowanym w 134 roku n.e.przez cesarza Hadriana jako dojście do wzniesionego cesarskiego mauzoleum. Aktualnie został on opanowany przez imigrantów muzułmańskich handlujących tandetnymi podróbkami markowych produktów.

Idąc barokowymi uliczkami doszliśmy do budynku który został wybudowany na ruinach antycznego stadionu Dominicjana (54 × 276 m) z 86 roku. Został zbudowany na Polu Marsowym (miejsce w starożytnym Rzymie o powierzchni ok. 25 ha pozostające poza tzw. murami obronnymi, w zakolu Tybru, na zachód od Kapitolu. W czasach królewskich poświęcony był Marsowi). Widzieliśmy z ulicy fragmenty trybun które są zachowane w piwnicach budynku i makietę stadionu. Niestety nie można było do nich wejść. Spędziliśmy chwilę przy tym obiekcie przyglądając się uważnie makiecie. Wyobrażałam sobie jak musiał wyglądać przed wiekami pełen gwaru, okrzyków zawodników i kibiców.

Kolumna Marka Aureliusza

i Obelisk Watykański

Podziwiając po drodze obeliski Rzymu doszliśmy do małego placyku z ogromną, przepiękną fontanną di Trevi. Jest najbardziej znanym barokowym wodotryskiem na świecie. Zajmuje jedną całą ścianę pałacu Poli o wymiarach 20 metrów szerokości oraz 26 metrów wysokości.

Została zbudowana w miejscu istniejącej w 1435 r. Był projekt jej przebudowy jednak z powodów finansowych nie doszedł do skutku. To co dziś oglądamy to projekt Niccolo Salviego. Prace trwały od 1735 przez 41 lat. Po ich zakończeniu wszystkich zadziwiło jej piękno.

Salvi mając do dyspozycji niewielkich rozmiarów plac ożywił go przy pomocy marmurowych posągów i skał. Dzięki temu fontanna sprawia wrażenie olbrzymiej kompozycji.

Centralną postacią fontanny jest Neptun zwany też Oceanem; na jego straży, po obu stronach stoją dwa trytony symbolizujące dwa odmienne nastroje morza – sztorm i ciszę morską. Na balustradzie stoją cztery statuy symbolizujące cztery pory roku, natomiast w niszach bocznych znajdujących się na poziomie boga Oceana umieszczono kobiece postaci reprezentujące alegorie Zdrowia i Obfitości. Zasilana jest wodą z akweduktu wybudowanego w 19 w p.n.e. Spływa ona tarasami od wielkiego posągu Neptuna, wypływając przez nozdrza morskich koni do wielkiego basenu otoczonego schodami.

Widziałam ją po raz trzeci w życiu, mąż po raz drugi. Gdy byłam tu 17 lat temu zapadał zmrok, ale dodawało to jej uroku. Turystów było niewielu, tak, że swobodnie obejrzałam wszystkie detale z każdej strony.

Kolejny raz widziałam ją w 2015 r z mężem, niestety była w remoncie, nie było wody a całość otaczały rusztowania i siatka ochronna. Nie można było podziwiać jej wspaniałej urody, wszystko było zakryte i niedostępne. Obecnie zachwyca. Promienie odbijające się od białych rzeźby wpadały do wodnych tarasów i basenu tworzyły niesamowity spektakl dla sacrum.
Dużym mankamentem był tłum turystów który znacznie utrudniał do niej dostęp. Ale udało nam do niej dojść, zatrzymać się na dłuższą chwilę rozkoszując się jej pięknem i zrobić kilka pamiątkowych fotek.

Następnie udaliśmy się do jednej z wielu znajdujących się wkoło niej lodziarni na lody. Wybraliśmy małą, trochę na uboczu w której nie było tłumu turystów. Po ich zakupie ponownie poszliśmy do fontanny, by podziwiając ją rozkoszować się ich smakiem, były świetne.

Odchodząc nie oglądając się za siebie wrzuciliśmy do fontanny monety bo zgodnie z legendą kto wrzuci do niej monetę – powróci do Rzymu. A chcielibyśmy tu jeszcze wrócić.

Kolejnym ciekawym miejscem które zwiedzaliśmy było Wzgórze Kwirynalskie, które chciałam zobaczyć ze względu na legendę związaną z porwaniem Sabinek. Według opisu Cycerona w Rzymie zorganizowano igrzyska, na które przybyły panny sabiniańskie. Romulus (jeden z legendarnych braci założyciele miasta Rzym) kazał je porwać i wydać za mąż za mężczyzn z najlepszych rodów. Z tego powodu Sabinowie wypowiedzieli wojnę Rzymianom, którą przerwano dopiero na prośbę porwanych kobiet. Na znak zawartego pokoju Romulus podzielił się władzą z królem Sabinów. Jednak nigdzie nie widziałam odniesienia do tej pięknej legendy.

Znajdują się na nim siedziba prezydenta Republiki Włoskiej, siedziba Sądu Konstytucyjnego i stajnie kwirynalskie, w których odbywają się wystawy sztuki oraz po zachodniej stronie placu ograniczony balustradą punkt widokowy na Rzym

Natomiast to co przykuwa uwagę po wejściu na plac to Fontanna Dioskurów, składająca się z obelisku (14,63 m. (28,94 m.) z podstawą i krzyżem) który góruje nad dwoma rzeźbami przedstawiających mitycznych herosów bliźniaków Kastora i Polluksa trzymających swoje ogiery. Figury pochodzą z Term Konstantyna które w VI w zajmowały część wzgórza.

Po przyjrzeniu się fontannie udaliśmy się do XVII w. kościoła św. Andrzeja przy Kwirynale, którego wnętrze zaprojektował słynny twórca włoskiego baroku – Bernini. Jest jednym z ważniejszych i piękniejszych poloniców rzymskich. To w nim znajdują się szczątki polskiego świętego – Stanisława Kostki. Do jego grobu i celi pielgrzymował 13 listopada 1962 r. Jan XXIII wraz z polskim Episkopatem przybyłym na II Sobór Watykański. W tym miejscu wielokrotnie modlił się kard. Karol Wojtyła, a później – 13 listopada 1988 r. Papież Jan Paweł II.

Barokowe wnętrze wyłożone różowym marmurem zachwyca swym wystrojem. W kuli nad kopułą kościoła znajdują się relikwie apostołów – św. Piotra i św. Andrzeja, cząstka Krzyża Świętego oraz egzemplarz Ewangelii św. Jana. W kościele jest kaplica poświęcona apostołowi Indii – św. Franciszkowi Ksaweremu. Główny ołtarz przyozdobiony został obrazem przedstawiającym męczeństwo św. Andrzeja.
Przepięknie komponują się rzędy orzechowych ławek z marmurową podłogą.

Po wyjściu z kościoła św. Andrzeja i przejściu kilkuset metrów doszliśmy do słynnego rzymskiego skrzyżowania zwanego „Skrzyżowaniem Czterech Fontann”. Nazwa pochodzi od znajdujących się na skrzyżowaniu XVI wiecznych fontann z dużymi rzeźbami przedstawiające boginie i bóstwa rzeczne.

Bogini Junona – symbol siły – przedstawiona jest jako bogata kobieta z atrybutami władzy królewskiej: koroną  i lwią głową. Odpoczywa pod drzewem palmowym w towarzystwie gęsi.

Po drugiej stronie ulicy pod dębowym drzewem towarzyszy jej rozleniwiony Tyber, który trzyma w ręku róg obfitości pełen owoców.  W XX wieku dodano wilczycę, wychodzącą z groty tak, aby łatwiej zidentyfikować Tyber.

 

W kolejnym narożniku smacznie śpi Diana – symbol wierności – towarzyszy jej wierny pies. Trzyma w ręku trzy gruszki (identyfikowane z herbem rodowym Sykstusa V),

Naprzeciw odpoczywa Arno – bóstwo uosabiające florencką rzekę, kryje się za nim lew będący w herbie Florencji).
Widzieliśmy fontanny po renowacji która trwała 9 miesięcy i kosztowała 320 tysięcy euro.

Tuż za fontanną bóstwa rzecznego – Tybera znajduje się kościół pod wezwaniem św. Karola Boromeusza. Jest to najmniejszy kościół w Rzymie. Ponieważ znajduje się on przy wąskiej ulicy musiałam przejść na drugą stronę by przyjrzeć się w całości ciekawej fasadzie która jest falista. Na fryzie rozdzielającym fasadę na pół, znajduje się napis „IN HONOREM SS TRINITAIS ETD CAROLI M DC LXVII”, (Na cześć Świętej Trójcy i Karolowi, 1667 r.).

Wchodząc do środka zwróciłam uwagę na jego nietypowy owalny kształt. W środku nie ma marmurów. Białe ściany są wypełnione niszami w których nie ma świętych postaci. Jest kilka dużych ładnych obrazów ze świętymi. Największą ozdobą jest XVII w. obraz ołtarza głównego przedstawiającym św. Karola Boromeusza w towarzystwie zakonu trynitarzy.

Gdy spojrzałam w górą zachwyciła mnie elipsoidalna biała kopuła która jest zadaszeniem Kościoła. Ozdobiona kasetonami zmniejszającymi się ku górze, co w połączeniu ze światłem wpadającym przez znajdujące się w niej okna daje wrażenie wielkości. Ciekawa jest również marmurowa podłoga. Będąc w Rzymie warto wejść do tego maleńkiego kościółka.

Na placu Piazza Barberini uwagę przyciąga znajdująca się na jego środku słynna barokowa Fontanna Trytona powstała w pierwszej połowie XVII w. Wykonana z trawertynu rzeźba przedstawia cztery delfiny które ogonami podtrzymują siedzącego na olbrzymiej muszli Trytona syn boga mórz Posejdona, który trzyma muszlę z wypływającą wodą. Według mnie brak tej fontannie lekkości.

Idąc dalej rzymskimi uliczkami na jednej z nich trafiliśmy do domu w którym mieszkał słynny rosyjski pisarz Gogol.

Tak przemierzając barokowe ulice dotarliśmy do znajdującej się u podnóża Schodów Hiszpańskich bardzo ciekawej pod względem architektonicznym XVII wiecznej fontanny della Barcaccia. Jej kształt łodzi rybackiej nawiązuje do powodzi która zalała Piazza di Spagna w 1598. Była ona kilkakrotnie restaurowana: w XVIII wieku, na początku XIX i dwukrotnie w wieku XX. Zasilana jest krystalicznie czystą wodą z gór sprowadzaną akweduktem powstałym za czasów rzymskich. Ponieważ dzień był słoneczny i było gorąco turyści będący przy niej napełniali nią swoje butelki. To samo uczynił mój mąż. Woda był zimna i miała niepowtarzalny smak.

Ponieważ fontanna znajduje się przy słynnych Schodach Hiszpańskich miałam okazję na nie wejść. Gdy byłam tu 2001 r o zmroku nie wchodziłam na nie mimo, że turystów było niewielu. W 2015 r co prawda weszłam, jednak nie były one tak ukwiecone jak w 2018 r. Teraz był tłum zarówno przy fontannie jak i na schodach. Powoli wchodząc na górę powiększała się panorama nad leżącą poniżej fontanną i ulicą.

Zbudowane w stylu rokokowym na początku XVIII w. prowadzą do XVI-wiecznego kościoła Trójcy Świętej. Uroczyście poświęcił je papież, Benedykt XIII. Nazwę zawdzięczają ambasadzie hiszpańskiej, która znajdowała się nieopodal. Mają 138 stopni i są drugimi (po Schodach Potiomkinowskich w Odessie) najszerszymi i najdłuższymi schodami na świecie.

Corocznie odbywa się na nich rzymski festiwal kwiatów, zimą ustawiana tu jest szopka bożonarodzeniowa, oraz służą jako sceneria dla częstych pokazów mody.

Będąc na schodach widzieliśmy jak muzułmańscy imigranci podchodzili do par i kobietom wręczali róże. Wiele z nich z zadowoleniem je przyjmowało myśląc, że dostają go za to iż zachwyciły przybyszy swoją urodą, nie zdając sobie sprawy, że wręczający za chwilę będą nachalnie domagali się za nie zapłaty. Z tych które je przyjęły wszystkie je oddały. Były też pary które od razu odmawiały ich przyjęcia.

Po wejściu na górę przez dłuższą chwilę podziwialiśmy widoki. Była to moja trzecia wizyta w tym miejscu, a męża druga.

Następnie udaliśmy się w kierunku XV wiecznego kościoła po wezwaniem Trójcy Świętej. Przed kościołem znajduje się obelisk z czasów Cesarstwa Rzymskiego wykonany z czerwonego granitu z napisami hieroglificznymi który obeszliśmy ze wszystkich stron. Jak się później dowiedziałam ma on prawie 14 m wysokości. Następnie skierowaliśmy się do kościoła który znakomicie prezentuje się z zewnątrz. Smukły, wysoki z dwoma wieżami ze schodami obudowanymi balustradą prowadzącymi do wejścia znajdującego się dość wysoko.

Po wejściu do środka robi bardzo dobre wrażenie. Mimo, że składa się z jednej, obszernej nawy do każdego jej boku przylega sześć kaplic jest bardzo ładny. Dużo jest w nich przepięknych fresków wykonanych przez sławnych włoskich mistrzów. Niesamowite wrażenie zrobiła na wszystkich rzeźba wykonana z białego marmuru „Zejście z krzyża” Wilhelma Achtermanna znajdująca się w kaplicy prawie przy wyjściu. Będąc na schodach hiszpańskich koniecznie trzeba wejść do kościoła p.w. Trójcy Świętej.

Po zwiedzeniu kościoła udaliśmy się na wzgórze Pincio z którego podziwialiśmy panoramę Rzymu. Mimo, że było sporo turystów i trochę trwało nim udało się nam dojść do balustrady punktu widokowego, to jednak wszystko wynagrodziła nam panorama Rzymu rozciągająca się przed nami.

Stamtąd już prosta droga schodami w dół do kościoła Santa Maria del Poppolo. Jest on tytularną, rzymskokatolicką, bazyliką mniejszą (obecnie kościół tytularny kardynała Stanisława Dziwisza). Będąc w niej po raz kolejny zachwycałam się słynnymi obrazami mistrza światłocienia Caravaggio – Nawrócenie św. Pawła i Ukrzyżowanie św. Piotra, oraz Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny autorstwa Annibale Carracci.

Po wizycie w tym pięknym kościele udaliśmy się metrem w pobliże wzgórza Palatyńskiego, aby dojść do Wzgórza Awentyńskiego. Po drodze przewodniczka opowiadała nam o znajdującym się w pobliżu ogrodzie różanym założonym przez pewną Amerykankę w roku 1902 r. Niestety nie było nam dane wejść do tego ogrodu. Po dotarciu na miejsce kawałek drogi przebyliśmy przez pomarańczowy gaj. Leżących na trawie pomarańczy nikt nie zbiera ponieważ są one gorzkie i nadają się tylko na marmoladę i dżemy.

Nie jest on duży, więc szybko dotarliśmy do punktu widokowego z którego rozciągał się wspaniały widok nie tylko na Rzym, ale i Tyber, Zatybrze i Bazylikę św. Piotra.

Część naszej grupy została na miejscu natomiast pozostali udali się kilkaset metrów dalej by zobaczyć sławną tzw. „dziurkę od klucza”.

Mąż poszedł, a ja zostałam na miejscu, ponieważ trudy całodziennej wędrówki dawały o sobie coraz bardziej znać. Po kilku minutach udałam się do znajdującej się obok bazyliki św. Sabiny. O której przed wyjazdem czytałam, że jest to najważniejszy kościół dominikański na świecie, i znajduje się tu główna siedziba jednego z najbardziej intelektualnych zgromadzeń zakonnych w historii Kościoła.

Awentyn od czasów cesarskich zamieszkiwała arystokracja rzymska. Tu również mieszkała Sabina i jej mąż Walenty. Została ścięta w latach 20-tych II wieku gdy złapano ją w katakumbach wraz ze swoją chrześcijańską niewolnicą. Kościół św. Sabiny zbudowany na początkach V w. uważany jest za perłę Awentynu. Powstał na miejscu ruin jej domu, po którym do dziś można oglądać fragment jednej z kolumn. Z oryginalnej bazyliki pozostało niewiele: 24 kolumny prawdopodobnie pochodzących z antycznej świątyni Junony Królowej lub Diany.

Bazylika nie rzuca się w oczy bo skrywa się między drzewkami pomarańczowymi i cyprysami. Przed wejściem do niej po prawej stronie jest rzeźba św. Dominika. Po wejściu do środka oczarowuje swoją prostotą, smakiem i przejmującą ciszą. Wpadające światło przez okna umieszczone wysoko nad posadzką dopełniają całości. Od VII wieku papieże podczas Środy Popielcowej posypują głowy popiołem wiernym. To tu święty Dominik znalazł swój rzymski dom po licznych podróżach.

Zwraca uwagę apsyda z XVI-wiecznym freskiem autorstwa Taddeo Zuccari. Fresk jest kopią mozaiki z V wieku i przedstawia Chrystusa wśród apostołów i świętych: u jego stóp baranki symbolizują Jerozolimę i Betlejem – typowy motyw sztuki wczesnochrześcijańskiej.

Na początku XIII w. Papież Honoriusz III przekazał Dominikowi bazylikę i wydał zgodę na założenie zakonu dominikanów. To tu według legendy Dominik zasadził pierwsze na ziemi włoskiej drzewko pomarańczowe w klasztornym ogrodzie. Można też zwiedzać muzeum klasztorne i celę św. Dominika po wcześniejszym, telefonicznym zgłoszeniu.

Chodząc po bazylice w samym jej centrum znajduje się płyta nagrobna zmarłego w 1300 roku generała dominikanów Munoz de Zamora. Gdy na niego patrzyłam, to zastanawiałam się w jakim stopniu wizerunek oddaje jego rzeczywisty wygląd.

Po pewnym czasie dołączył do mnie mąż który wrócił z oglądania Bazyliki św. Piotra przez „dziurkę od klucza”.

Jak mi później opowiadał, gdy po przejściu kilkuset metrów dotarli na miejsce, to okazało się, że jest duża kolejka i by spojrzeć przez nią na Bazylikę św. Piotra trzeba było stać ok. 50 min. Widok jest dosyć ciekawy, jednak nikomu nie udało się zrobić jego zdjęć, ponieważ wychodziła za każdym razem sama dziurka, a nie widok na bazylikę. By robić tego typu zdjęcia trzeba mieć specjalistyczny sprzęt. Dopiero w internecie zobaczyłam co było przez nią widać.

Późnym popołudniem zakończyliśmy naszą wędrówkę po Rzymie. Ponieważ był to ostatni dzień naszego pobytu w tym mieście, kto chciał mógł za dodatkową opłatą wziąć udział w wieczorze włoskim w restauracji „Le Terme Del Colosseo” z występami miejscowych artystów. My z mężem wzięliśmy w nim udział. Atmosfera i zabawa były wspaniałe. Co chwila występowało trio składające się z dwóch śpiewaczek i śpiewaka wykonujący przepiękne arie m.in. z „Cyrulika Sewilskiego”. Uważam, iż ich wykonanie niewiele ustępowało renomowanym gwiazdom estrady.

Słuchając pięknych melodii, jedząc pyszne włoskie potrawy i pijąc włoskie białe i czerwone wina mile spędziliśmy ostatni wieczór we Włoszech. Już było ciemno gdy metrem wracaliśmy do naszego hotelu. Po drodze było nam dane zatrzymać się na chwilę i popatrzeć na pięknie oświetlone Koloseum. Arrivederci Roma.

Po powrocie do hotelu okazało się, że tego dnia przemierzyliśmy 17 km w większości na własnych nogach.

Foto:Liliana i Zdzisław Borodziuk i z internetu-dziurka od klucza

By |2018-06-19T19:25:31+00:00Czerwiec 19th, 2018|Kultura|Możliwość komentowania Saluti Roma – Rzym i Watykan cz 4 została wyłączona

About the Author:

Publicystka i dziennikarka portalu Pressmania.pl. Podróżniczka. Była dyrektor Poradni Psychologiczno -Pedagogicznej w Malborku.
Google+