Wzlatujących tęsknot
jak nocy się lękam
Puls przyspiesza, serce
z czasem wyścig toczy…

A w niebie, przed którym
dusza moja klęka
Niby w lustrze się chowa
kolor Pana oczu…

Czy można co przyszło
śniąc jeszcze domarzyć?
Obietnicą jasną
„księżyca niemowy”

Wszystkie w Pana stronę
biegną drogowskazy
W czterech ścianach echo
wczorajszej rozmowy…

Trzepoczą pragnienia
jak ptaki skrzydłami
co przy złudzeń okruchach
czekają na jutro…

To zaledwie przedmowa,
a już między nami
Przestrzeń, którą „wczoraj”
nazywałam pustką…

fot. Andrzej Kaletyn