Czarny dzień dywizjonu 315
11 września 1943 roku trzy Spitfire’y Dywizjonu 315 wystartowały z Ballyhalbert w Irlandii Północnej na lot szkoleniowy. Lecieli nimi chor. Stanisław Grondowski, sierż. Stanisław Kolek i sierż. Zygmunt. Warunki pogodowe były bardzo złe. Piloci zgubili się w rejonie wzgórz za Belfastem i w krótkim odstępie czasu wszystkie trzy samoloty uległy wypadkom. Grondowski i Kolek zginęli. Trzeci z pilotów przeżył. Dowódca Dywizjonu 315 Jerzy Popławski nazwał 11 września „czarnym dniem dywizjonu”.W takich momentach wielka historia II wojny światowej przestaje być dla mnie historią dywizjonów, operacji i dat. Staje się historią konkretnych ludzi.

Polska Wigilia w Ballyhalbert
Jest jeszcze jeden obraz z pobytu polskich lotników w Irlandii Północnej, który szczególnie zwrócił moją uwagę. Wigilia 1943 roku. Ballyhalbert.
Dywizjonu 315 już tutaj nie było. Jego miejsce zajęli piloci słynnego Dywizjonu 303. Byli daleko od swoich rodzin. Polska pozostawała pod okupacją. Nie wiedzieli, kiedy wrócą i jak będzie wyglądała ich ojczyzna, kiedy wojna wreszcie się skończy. A jednak również tutaj zachowali polską tradycję. W Wigilię RAF Ballyhalbert gościło między innymi amerykańskich pilotów z Toome. Dowódca Dywizjonu 303 Tadeusz Koc powitał zgromadzonych gości. Dzielono się opłatkiem, śpiewano kolędy, była wspólna wieczerza i świąteczne prezenty.Próbujcie sobie wyobrazić tę scenę. Młodzi mężczyźni w wojskowej bazie gdzieś na krańcu Irlandii Północnej. Za oknem grudniowa noc, niedaleko stoją Spitfire’y, a oni łamią się opłatkiem tak samo, jak jeszcze kilka lat wcześniej robili to w swoich rodzinnych domach.

Można człowieka wyrzucić z ojczyzny, ale znacznie trudniej wyrzucić ojczyznę z człowieka.

Nie wszyscy odlecieli
Polscy piloci mieli jeszcze przez kilka miesięcy latać nad Ulsterem. Przed nimi były kolejne patrole i osłona alianckich konwojów. Z czasem obserwowali także statki przewożące amerykańskich żołnierzy. Nie wiedzieli jeszcze, że patrzą na część ogromnych przygotowań do inwazji w Normandii. 24 kwietnia 1944 roku Dywizjon 303 otrzymał rozkaz opuszczenia Ballyhalbert. Do końca miesiąca jego ludzie przenieśli się do RAF Horne w Anglii.

Dla większości z nich Irlandia Północna była jednym z przystanków na wojennej drodze. Nie dla wszystkich. Niektórzy zostali tutaj na zawsze.

I właśnie w tym miejscu wracam do obrazu, od którego zaczęłam – niewielkiego cmentarza i grobu 24-letniego Jerzego Ryszarda Tuczemskiego. Kiedy zaczęłam szukać dalej, okazało się, że takich polskich śladów jest w Irlandii Północnej więcej. Są groby, pomniki i pozostałości dawnych lotnisk. Są też ludzie, którzy ponad osiemdziesiąt lat później nadal dbają o pamięć polskich lotników.

Kim byli ci, którzy nie wrócili do Polski? Gdzie spoczywają? I kto dzisiaj pamięta jeszcze o Polakach, których wojna zaprowadziła do Ulsteru?
Odpowiedzi na te pytania postanowiłam poszukać już nie tylko w archiwach.

Bo czasami historię trzeba nie tylko przeczytać. Trzeba pojechać jej śladami.

Agnieszka Liburska

Libursky Production