W Polsce lato już się właściwie skończyło. Będą jeszcze pojedyncze upalne dni, ale to właśnie takie ostatki. Zaraz nad Polskę nasunie się ogromny niż genueński i pogoda się zsyfi kompletnie. Jak dobrze pójdzie, to zaleje zboża przed żniwami i rolnicy będą mieli w plecy, bo jak nie zapłacą za suszenie, to im wszystko zgnije.

Ci sami, którzy jeszcze tydzień-dwa temu jojczeli, że łolaboga, koniec świata, jakie upały (bo przez dwa tygodnie pogoda trochę dopisała) – teraz przestawią melodyjkę, że leje jak z cebra, łolaboga, powodzie.

I znowu wyjdzie na to, że to wszystko przez globalne ocieplenie, bo kiedyś było lepiej – lało codziennie, ale tylko trochę a upałów nie było w ogóle.

Pewno nawet mają rację, ale kiedy to było? Pytam, bo takich czasów nie pamiętają już nawet najstarsze starowinki.

Spieszmy się kochać lato w Polsce – tak szybko odchodzi…