Źródła w służbach mundurowych opowiadają mi o wielkim pakowaniu i gienieralskich raportach o dymisję. Czy to tylko plotki, czy prawda nie wiem i mam nadzieję, że to tylko plotki. Jeszcze nie widziałem takiej zmiany, a przeżyłem w służbach wszystkie po 1989 roku. Zawsze szefowie różnych szczebli czekali na nowego premiera i dopiero byli dymisjonowani lub nie. Przekazywali instytucję następcy spokojnie i merytorycznie. Obecnie wygląda to na „wielką ucieczkę”. Przed czym? Czyżby chodziło o odpowiedzialność, albo o pozostawienie po sobie potopu? To jednak chyba jest fantazja, bo gdyby było inaczej, wyglądałoby na protest przeciwko demokratycznym wyborom. Co jest, więc z „apolitycznością” służb, o której tak głośno zapewniała PO?

To kolejny dowód, iż zamiast kolejnych szefów PiS powinien powołać likwidatorów, zwolnic wszystkich, a następnie przyjmować tych, którzy przejdą prawdziwą weryfikację. Nie polityczną, ale merytoryczną i osobową (w znaczeniu procedur przyjmowania) na podstawie kryteriów, z których jednym będzie poczucie patriotyzmu, a nie tylko zdolność do ślepego posłuszeństwa i „miłość” do pieniędzy. Prawie zawsze lepszym oficerem jest młody człowiek znający kilka dziwnych języków, który jak miał 16 lat przerobił sobie rok w legitymacji, by kupić flaszkę, niż BMW kłaniające się nisko, posłuszne i bierne. Niestety, tego pierwszego gonią na wstępie, a tych ostatnich przyjmują i szybko mianują naczelnikami. Pracownik nie może być przecież mądrzejszy od szefa, który wie wszystko.

Więcej: Szef BOR che odejść ze służby.