To już jest gorsze niż groteska. Oto ministerstwo kierowane przez specjalistę od zadłużania Polski niejakiego Andrzeja Domańskiego obwinia prezydenta Karola Nawrockiego o stratę ponad 8 mld złotych dochodów budżetowych w 2026 roku.

Pretekstem do tej wyliczanki stała się rocznica objęcia urzędu przez dr Karola Nawrockiego. Na prośbę „Rzeczpospolitej” (cudzysłów jak najbardziej na miejscu, niestety) Ministerstwo Finansów i Gospodarki dokonało stosownych wyliczeń.

Jak podawały protuskowe me(r)dia:

Sześć ustaw zablokowanych w pierwszym roku jego urzędowania oznaczało skutek finansowy dla budżetu na poziomie 8,04 mld zł.

Zdecydowanie najdroższa dla budżetu okazała się blokada tzw. windfall tax – ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków, osiągniętych w 2026 roku z tytułu wytwarzania i obrotu niektórymi paliwami ciekłymi. Jak wskazują ministerialne wyliczenia, jej zawetowanie oznaczało utratę wpływów na poziomie aż 3,8 mld zł.

Na drugim miejscu znalazła się ustawa dotycząca podniesienia akcyzy na alkohol. Decyzja głowy państwa w tej sprawie uszczupliła finanse publiczne o 1,8 mld zł. Podium zamyka weto wobec przepisów wprowadzających system SENT w obrocie betonem (co wygenerowało stratę rzędu 1,2 mld zł).

Kolejne na liście są:

    • ustawa podwyższająca opłatę cukrową z 50 do 70 groszy (0,9 mld zł strat),
    • ustawa o podatku od osób prawnych CIT (0,2 mld zł strat),
    • ustawa o podwyżce podatku dochodowego od wygranych (0,14 mld zł strat).

https://next.gazeta.pl/next/7,151003,32985410,policzyli-ile-budzet-mogly-kosztowac-weta-prezydenta-nawrockiego.html

Jak zatem widzimy wszystkie te „budżetowe straty” tak naprawdę oznaczają, że o tyle nie udało się Tuskowi i jego kamratom uszczuplić naszych kieszeni.

Zaryzykować można tezę, że veto wobec podnoszenia cen alkoholu nie pozwoliło na rozwój krajowego bimbrownictwa czy też małego importu z państw ościennych. Jak wiadomo powszechnie wysoka akcyza na alkohol w poprzednich latach doprowadziła do sytuacji, w której w niektórych rejonach aż 40% alkoholu pochodziło z małego importu (głównie z Czech i Słowacji, ale udział miała też Ukraina i Białoruś).

Obniżenie VAT na paliwa (jednocześnie zaś podniesienie przez ORLEN cen hurtowych o około 6 groszy na litrze) wbrew pozorom nie jest dobre dla firm transportowych. Zmalała bowiem drastycznie wysokość VAT do odliczenia, zaś koszty praktycznie nie uległy zmianie.

Owszem, konsument odczuje w kieszeni pewną ulgę. Ale wpływu na zahamowanie inflacji raczej bym w tym nie upatrywał.

Zwróćcie jednak uwagę na czołową pozycję w wyliczance minfina. Otóż:

Zdecydowanie najdroższa dla budżetu okazała się blokada tzw. windfall tax – ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków, osiągniętych w 2026 roku z tytułu wytwarzania i obrotu niektórymi paliwami ciekłymi. Jak wskazują ministerialne wyliczenia, jej zawetowanie oznaczało utratę wpływów na poziomie aż 3,8 mld zł.

No to jak? Przecież głośno w me(r)diach, drą się też na fb i podobnych, że ta ustawa ma obciążyć budżet poprzez dawanie kasy Polakom.

I nagle okazuje się, że zamiast tych „darowizn” chodzi o olbrzymi przychód?

Tuskowa ustawa pod pozorem pomocy społeczeństwu tak naprawdę zawiera w sobie kolejny drenaż.

Tymczasem jakiś żurnalista w ślad za minfinem bałaka coś o „stratach”.

Strata, panie ładny, to najogólniej mówiąc zwyżka kosztów nad przychodami. Ewentualnie utrata czegoś/kogoś, co się wcześniej miało. W żadnym wypadku stratą nie są domniemane przychody z nie weszłych w życie danin publicznych.

Tutaj można jedynie mówić o  braku niezaplanowanych w budżecie na 2026 r. zysków.

Obrazowo – pojechaliśmy na giełdę z Golfem V rocznik 2008. I zamiast oczekiwanych 45 tysiaków dostaliśmy tylko  7.

Bo nie dość, że był bity, to jeszcze olej cieknie i klima nie działa. 😉

Czy w takiej sytuacji będziemy mówić o stracie, czy też raczej o tym, że nie udało się trafić frajera?

Prezydent zablokował możliwość dalszego skubania społeczeństwa.

Nie czarujmy się jednak.

Nawet zakładając, że minfin i powielający te narzekania pracownik medialny mają rację i społeczeństwu nie udało się wyjąć z kieszeni dodatkowych 8 miliardów zł (z małym hakiem) to przecież jest to kropla w morzu potrzeb.

Rząd fachowców, i który na dodatek nic nie kradnie, zadłuża nas w tempie dochodzącym już do 1,5 mld zł dziennie.

Tak więc gdyby te środki nawet wpłynęły do budżetu zostałyby przeżarte przez tydzień.

Bowiem, trawestując słynne słowa Donalda Franciszka – jak się wybiera nieudaczników, to ma się potem nieudaczny rząd!

……………………………..

A w kolejce czekają pozostałe tygodnie.

 

4.10 2026