Niemieckim propagandystom przypominam nieśmiało, że jedną z pierwszych decyzji rządu III Rzeszy po napaści na Polskę było cofnięcie ludności polskiej zamieszkującej Niemcy statusu mniejszości narodowej. Decyzja ta zapadła już 7 września 1939 r. Decyzję tę potwierdził następnie specjalny dekret Goeringa z 27 lutego 1940 r – i tak już zostało.
Po II Wojnie Światowej Niemcy jednostronnie uznały, że mniejszości polskiej w ich kraju nie ma. Skoro bowiem w wyniku wojennych rozstrzygnięć Polska odzyskała Prusy, Pomorze, Śląsk i tzw. ziemie zachodnie, to problem sam się rozwiązał.
Niemcy przyjęły bowiem wygodną dla siebie interpretację, że wszyscy Polacy, jacy znaleźli się w ich kraju po 1945 r. to „nie jest ludność rdzenna” i jako taka, nie kwalifikuje się do statusu mniejszości narodowej. Zarazem jednak, Niemcy nie podali jednoznacznych kryteriów uznawania danej subpopulacji za mniejszość. Niemieckie MSW objaśnia jedynie, że kieruje się następującymi wytycznymi:
Za mniejszość narodową w Niemczech uznaje się:
– subpopulację obywateli niemieckich,
– wyróżniającą się na tle większości niemieckiej swoją kulturą, językiem i zwyczajami.
– dążącą do utrzymania tej odrębności,
– która ma poświadczoną długą historię obecności na ziemiach niemieckich (sięgającą stuleci),
– zasiedla określone terytorium w sposób nieprzerwany od pokoleń.
Jak widać, są to warunki bardzo ostre, biorąc pod uwagę historię niemieckiego ludobójstwa, wymuszonych przesiedleń i prowadzonego planowo wynarodowiania.
Zarazem, przyjęta w 1998 r. przez Unię Europejską tzw. Konwencja ramowa o ochronie mniejszości narodowych, do której Polska przystąpiła w 2001 r. nie zawiera definicji mniejszości narodowej. Wśród przedstawicieli państw uczestniczących w negocjowaniu tekstu Konwencji, nie było zgody co do jednej, wspólnej definicji i koncepcji mniejszości narodowych. Dlatego przyjęto rozwiązanie pragmatyczne – konwencja dotyczy praw przysługującym osobom należącym do mniejszości narodowych, lecz państwom-sygnatariuszom pozostawiono swobodę w zakresie uznawania określonych grup zamieszkujących ich terytoria za mniejszości narodowe. Od samego państwa więc zależy czy uznaje określoną mniejszość narodową.
W konsekwencji, w ustawodawstwie niemieckim jedynie pięć grup etnicznych zaliczono do tzw. mniejszości uznanych (anerkannte Minderheit) – są to: Serbołużyczanie, Duńczycy, Fryzowie Północni oraz Cyganie Sinti i Roma.
Niemcy odrzucają tym samym koncepcję mniejszości tworzonych przez imigrację ekonomiczną – zarówno tę historyczną, jak współczesną. W szczególności, ludność narodowości polskiej pozostała na ziemiach niemieckich po migracjach w XIX w. nie otrzymała statusu mniejszości – chociaż zasadniczo, była to jedyna grupa Polaków w Niemczech, która w znacznej części ocalała z pożogi zarówno Pierwszej jak i Drugiej Wojny Światowej.
Warto w tym miejscu zwrócić również uwagę na kwestię nazewnictwa poszczególnych grup. Pojęcie „mniejszość narodowa” (nationale Minderheit) zarezerwowane jest wyłącznie do tych grup, które swój naród macierzysty mają zorganizowany w państwo (Duńczycy). W odniesieniu do Fryzów Północnych, Selterczyków oraz Cyganów Sinti i Roma stosuje się termin „grupa narodowościowa” (Volksgruppe). Wyjątkowa pozycja prawna mniejszości serbołużyckiej znajduje z kolei wyraz w określaniu jej w saksońskim i brandenburskim ustawodawstwie jako „naród/lud” (Volk).
Warto zauważyć, że nawet pomimo tego oficjalnego rozpoznania Serbołużyczan, we współczesnych Niemczech ich los wcale nie jest lekki. Niemcy mają tradycyjnie pogardliwy stosunek do „Wendów”, jak zazwyczaj się Serbołużyczan w Niemczech nazywa. Już Marcin Luter nazywał ich „najgorszym ze wszystkich narodów” (niem. Die schlechste aller Nationen) i nie uznał ich za wartych przetłumaczenia Biblii na ich język. W III Rzeszy pozbawiono ich wszelkich praw a po wojnie, Niemiecka Republika Demokratyczna dość planowo wysiedlała ich z obszarów eksploatacji złóż węgla brunatnego, co właściwie trwa do dzisiaj. Na przełomie tysiąclecia w Saksonii i Brandenburgii wprowadzono nowelizację ustaw edukacyjnych, co bardzo upośledziło możliwości szkolnictwa w językach serbołużyckich. Problemem Serbołużyczan jest to, że władze Saksonii i Brandenburgii oczekują, że do szkół dla mniejszości narodowej, jaką są Łużyczanie, będzie uczęszczać tyle samo dzieci, co do szkół niemieckich (ustawa przewiduje minimum dwie klasy po 20 osób). Nawet szkoła w jednym z największych skupisk ludności górnołużyckiej – Chróścicy (Crostwitz) koło Budziszyna – nie była w stanie spełnić tego wymogu i została zamknięta. W ogóle, Serbołużyczanie są w dużym sporze z Niemcami w zakresie poszanowania ich praw mniejszości etnicznej i domagają się natychmiastowego uznania za ludność rdzenną – na podstawie ratyfikowanej w 2021 roku przez Bundestag Konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy w sprawie ludności rdzennej i plemiennej. Od pewnego czasu walczy o to serbskołużycka organizacja „Serbski Sejm” (www.serbski-sejm.de), lecz Niemcom udaje się skutecznie przeciwstawiać jej ugodową „Domowinę”, od ponad 100 lat tradycyjnie reprezentującą interesy tej mniejszości w Saksonii i Brandenburgii, lecz w czasach NRD całkowicie podporządkowaną władzom komunistycznym.
W efekcie – sytuacja jest taka, że na mocy własnego prawa Niemcy nadzwyczaj restrykcyjnie i uznaniowo stosują się do poszanowania praw mniejszości etnicznych i narodowych we własnym kraju, lecz używają wszelkich dostępnych narzędzi do obrony praw mniejszości niemieckiej na terenach dawnej Rzeszy Niemieckiej.
Jak widać – polityka ta przynosi wymierne skutki, a to, że ustawodawstwo niemieckie jest w wielu obszarach (vide np. sytuacja zrabowanych dzieł sztuki) prostą kontynuacją ustaw III Rzeszy, jakoś unijnym decydentom w niczym nie przeszkadza… Jak bowiem mawiają Francuzi, narody dzielą się na „wielkie” i „małe”, a co wolno wojewodzie, to nie tobie – smrodzie!
A czy w Anglii Polacy mają status mniejszości? Boć nawet ich więcej, niż w Niemczech.