Znowu mnie ktoś przekonuje, ze Rosja jest „niewinnym” narzędziem w rękach jakichś ciemnych sił i dopiero Putin ją „wyzwala”. Uwaga! Będzie brzydko:

Ku…a! Czy u nas jest tylu popierdolonych politologów, geopolityków i innego doktorstwa, które nie rozumie, że Rosja jest nastawiona wyłącznie na podbój i tak jest od wieków? Nie ma żadnej przyjaźni z Kremlem, a tylko i wyłącznie konkretne interesy! ja, ku…a, pasuję i nie wiem czy jest szczepionka na rusofilię. Chyba pozostaje gaz pała pała gaz, ale to się nie spodoba szachistom intelektu, bo im nagle jakiś skoczek przeleci pod szachownicą i pierdolnie w króla od tyłu, a to jest niezgodne z zasadami tego nudziarstwa, więc niemożliwe. Dla nich, bo dla mnie tak, ale ja nie uważam się za intelektualistę, tylko za pragmatyka.

Jest, ku…a, jakaś szczepionka na tą chorobę?

Mój powyższy post o rusofilii spowodował oburzenie części środowisk, uznających siebie za prawicowe. Jeden pan nagrał nawet film z widokiem na swoją kuchnię, w którym uznaje mnie za następcę pana Stonogi ze względu na dość brutalny język mojego postu. Nie zrozumiał ów pan, że ja nie używam, tak jak on, idiotycznych emotikonów, a jedynie stosuję wulgaryzmy jako zabieg stylistyczny, który ma wyrazić emocję lepiej od głupich rysuneczków. Nota bene, jest wśród naszych wspólnych znajomych bardzo ładna dziewczyna, która w swoich postach klnie jak szewc, czym przykrywa swoją delikatność i niepewność (jak to przeczyta zeklnie mnie potwornie). Ten pan twierdzi, że nie przyjmuję żadnych argumentów. W sprawie miłości do Rosjan ma absolutną rację. Nie przyjmuję. Poza tym jedynymi argumentami, które powinienem był przyjąć są wyłącznie argumenty tego pana, bo jak wynika z jego filmu z widokiem na kuchnię wszyscy inni mają złe argumenty. W psychologii nazywa się to chyba projekcja (poprawcie mnie, o! Psychologowie moi!), a ja dodam do tego frustrację oraz zazdrość niespełnionych polityków nawet w skali lokalnej. Naraziłem się też, bo obśmiałem się z koniunkcji marsa i wenus oraz innego astrologicznego badziewia, które otrzymałem na priv. Dodam też, że jeśli ten pan to przeczyta i coś skomentuje, to usunę komentarz z przyjemnością. Nie blokuję go, lecz czekam, aż wkurzy się całkowicie. Taki ze mnie wstrętny esbek. Wróćmy jednak do Rosji.

Zgadzam się z powyższym panem w jednej sprawie. Rzeczywiście, Rosja póki co nie zagraża nam militarnie, ale to zawdzięczamy NATO. Moskwa nie zamierza anektować naszego terytorium, ale to nie nowość, bo ustaliła to terytorium w Jałcie. Cały czas mamy i będziemy mieli określony kształt na mapie, własne barwy, hymn, język, szkolnictwo. Tylko czy będziemy suwerenni? A to jest już inna kwestia.

W roku 1991 rozmawiałem z oficerem PGWAR, stacjonującym w Borne Sulinowo. Powiedział mi wtedy jedno zdanie: „Nie myślcie, że się wycofujemy, my tylko zmieniamy sposób stacjonowania.”. Dziś, gdy słyszę ataki na MON, wzywanie do „stabilizacji” stosunków z Moskwą, to zdanie przypomina mi się i widzę ten szeroki ironiczny uśmiech sowieckiego sołdata w randze pułkownika. Dlatego przestrzegam i przestrzegać będę dopóki będę mógł przed wchodzeniem w jakiekolwiek dywagacje z Rosjanami na temat dobrosąsiedzkich stosunków, normalizacją tych stosunków a la Kreml. To zawsze będzie ala Kreml, ponieważ Rosja nigdy nie miała sąsiadów. Zawsze były to państwa podbite lub satelickie. każdy kraj, który ma inne zdanie niż aktualny car będzie zawsze traktowany jak przeciwnik. Tak jest już od wieków i tak jest obecnie. Nie jest to wezwanie do wojny z Rosją, bo to głupota i nie mamy szans, lecz jedynie apel o zimny, beznamiętny pragmatyzm. Stosunki tak, ale jedynie handlowe i żadnego mamlania o wspólnych interesach. Nie mamy z Rosją żadnych wspólnych interesów, a nasze są sprzeczne z ich interesami. Tak stosunki ze Stalinem ułożyła sobie III Rzesza. Józef ślinił się do Adolfa i robił wszystko, by ten lodowaty dystans zniweczyć. Przypominam, że Hitler nigdy nie ukrywał swoich celów i dlaczego podpisuje pakt ze Stalinem. Pokazał przy okazji, jak skuteczna jest taka polityka. Niestety dla Niemiec, a na szczęście dla nas uderzył na Rosję w sposób niezbyt przemyślany (chodzi o politykę Rzeszy wobec narodów podbitych, a nie o założenia militarne) i pozwolił na to, by potwór dorósł.

Oczywiście, że denerwuje mnie zbytnia, trącąca wasalizmem, wiara w USA, ale nie mamy na razie wyboru, chociaż powinniśmy być w stosunkach z USA bardziej pragmatyczni. Denerwuje mnie ciągłe „klęczenie” przed Izraelem. „Normalizacja” stosunków z Rosją nie usunie jednak takiego podejścia, a w przypadku Izraela chciałbym przypomnieć, że antysemityzm przyszedł do Polski z Rosji wraz z rozbiorami i to Rosjanie celowali w pogromach Żydów, wysługując się zawsze cudzymi rękami.

Pamiętajmy też, uwierzmy w to wreszcie, że my Rosji nie potrzebujemy. To Rosja potrzebuje nas. Między innymi po to, by jakakolwiek cywilizacja dotarła do większych miast tego azjatyckiego kraju. Ja tylko chcę, by każdy Polak zrozumiał, że żaden Rosjanin nigdy nie będzie mu przyjacielem, nawet jeśli jednostkowe stosunki wydają się być serdeczne.