Wszak, Kloc i Basza przyszli do Dziada Borowego z poważnym problemem.
Po ostatnich wydarzeniach wieść rozeszła się szybko — chuligani z całego powiatu zebrali się, żeby pomścić upokorzenie swoich kolegów przez Baszę.
Basza westchnęła ciężko:
— Z taką masą ludzi to nawet ja sobie nie poradzę…
— Spokojnie — odrzekł Dziad Borowy. — Wystarczy, że zjesz dwa świniaki.
Basza spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— To bym musiała jeść z miesiąc. A oni przyjdą jutro i połamią nam ręce i nogi. A nawet gdybym dała radę… nie chcę ich pozabijać.
Dziad pokiwał głową.
— Racja. Nie o to przecież chodzi. W takim razie polecam moje pisma piorunujące. Hieroglify działają mocniej niż pioruny czy lasery.
Sięgnął po kartkę i narysował na niej kilka dziwnych znaków. Położył ją na ziemi.
Nad kartką natychmiast pojawiły się świetliste iskry — jak małe fajerwerki.
— Widzicie? — uśmiechnął się Dziad. — To śmiertelna broń. Dobrze, że nie skierowałem jej na was. A to tylko kilka znaków… Zaraz zapiszę całą kartkę!
Zaczął pisać dalej.
Wtem Wszak wybiegł przed chatę i krzyknął:
— Idą! Cała czereda! Z kijami i łańcuchami! Nie żartowali!
Dziad Borowy nawet nie podniósł głosu.
— Spokojnie. Zaraz zobaczycie niezłe przedstawienie.
Podniósł kartkę wysoko do góry.
W jednej chwili rozległ się huk — głośniejszy niż burza.
Świetliste błyski przetoczyły się nad głowami nadciągającej bandy.
Chuligani zatrzymali się, po czym jeden po drugim padali na ziemię, zasłaniając głowy i błagając o litość.
— Dość! — zawołał Dziad Borowy. — Możecie odejść. Ale jeszcze raz zaczepicie Wszaka, Kloca albo Baszę… to wrócę do pisania.
Zapadła cisza.
— I zostawcie te łańcuchy — dodał po chwili spokojnie. — Sprzedam je jutro na złomie.
Chuligani nie protestowali. Zniknęli szybciej, niż się pojawili.
Wszak odetchnął z ulgą.
Kloc spojrzał na kartkę z uznaniem.
— Dziadzie… a da się tym zrobić szybszy wózek?
Basza tylko pokręciła głową i uśmiechnęła się lekko.